Przypadek sędziego Tulei mnie nie dziwi, gdyż jako prawnik wielokrotnie stykałem sięz sędziami w bliższy lub dalszy sposób rodzinnie powiązanymi ze służbami specjalnymi… np. z jakąścórką generała emo, albo esbe itepe, itd… Więc dla mnie to nie pierwszyzna i nie dziwota, że sędzia – synem „esbeczki” jest. Wyznaję bowiem zasadę, że dziecko nie ponosi odpowiedzialności za to jakich miało rodziców i vice versja... Zresztą i sędziów, członków egzekutywy wiadomej partii też pamiętam i aż tak zle ich nie wspominam , żeby ich dzieci traktować w sposób poniżający, w trybie rewanżystowskim....
Z drugiej strony nie każdy musi mieć matkę - akowską "partyzantkę" przecież...
Rozpoczynając "zawód prawnika" słyszałem dośćczęsto,że liczy sięnie tylko wiedza zdobyta na studiach prawniczych ale także ważne jest to, co kto wyniesie z domu rodzinnego... No i teraz na przykładzie pana sędziego Tulei widać,że to istotnie bardzo ważne jest co kto z domu rodzinnego wyniósl.... W ubecji, a później esbecji byli ludzie, którzy służbie byli oddani, jak psy swojemu panu... Ale bylitam też ludzie, którzy tej służby nienawidzili... i tęnienawiśćprzekazywali w domu...
Tak teżmogło byćw przypadku sędziego Tulei...
Inne tematy w dziale Polityka