Kania – człowiek z innej bandy.
Sąd uniewinnił Stanisława Kanię od zarzutu „wprowadzenia stanu wojennego” w grudniu 1981r.
Sąd stwierdził, że stan wojenny zorganizowała zbrojna grupa przestępcza, co mnie bardzo cieszy. Nie chwaląc się, długo walczyłem również i ja o to, aby ten pogląd mógł oficjalnie zaistnieć.
Jednocześnie, zgadzam się z poglądem i potwierdzają to wyniki moich badań nad zagadnieniem, że Kania – do jesieni 1981r. I sekretarz KC PZPR w tej bandzie nie był, był natomiast człowiekiem z innej bandy.
W pezetpeeri po Porozumieniach Sierpniowych roku 1980 dominowała opcja rozprawienia się z Solidarnością. Deklaracje o woli porozumienia i dialogu, to były tylko puste słowa, pod przykrywką których mówiono o dniu, w którym to rozprawienie się z Solidarnością nastąpi.
Przypomnę końcowy epizod z Człowieka z żelaza, w którym miejscowy kacyk oświadcza, że żadna władza tego Porozumienia nie uzna… Podobno to była wypowiedź Gomułki, który po odsunięciu Gierka stał się cichym autorytetem partyjnym. W jego poglądach, wyrażonych po Grudniu’70 żadne wolne związki zawodowe w państwie komunistycznym, w którym rządzi partia komunistyczna nie mają prawa bytu.
W jaki sposób rozprawienie się z Solidarnością miało nastąpić? Siły krajowe postrzegano jako niewystarczające. Antidotum na Solidarność komuniści widzieli w sowieckiej interwencji.
Kania był człowiekiem z tej bandy, która miała załatwić sowiecką pomoc, w celu rozprawienia się z Solidarnością. Banda ta dominowała w pezetpeerii do końca 1980r. Ale sowieci ich zaskoczyli, sowieci powiedzieli im żeby się od nich odpieprzyli, bo swoich problemów mają tyle, że tylko im interwencja zbrojna w Polsce do tego potrzebna.
Na początku 1981r. pezetpeeria wybrała inną opcję zdławienia Solidarności, w oparciu o własne siły zbrojne i milicję.
W lutym 1981r. premierem zostaje gen. Jaruzelski i rozpoczyna przygotowania do wprowadzenia w kraju stanu wojennego, który miał być narzędziem zniszczenia Solidarności, wobec odmówienia przez Związek Sowiecki dokonania w Polsce zbrojnej interwencji. Jaruzelski początkowo ubiera się w piórka naprawiacza kraju i prosi o 90 dni spokoju. Ludzie mu uwierzyli, że istotnie chce jakiejś naprawy ale to było tylko oszukiwanie narodu. Kania zostaje jeszcze I sekretarzem pezetpeerii i przeprowadza Zjazd, który też był oszustwem. Miał on zadecydować o kierunku zmian, w rzeczywistości o niczym tam nie zadecydowano. Do KC wybrano ludzi nowych, niczego nie świadomych, odsuwając tych z pezetpeerii, którzy chcieli zmian. Prawdziwe decyzje podejmowała zbrojna banda na czele której postawiono Jaruzelskiego. Kania służył tej bandzie jako parawan „reformatorski”, a kiedy większość przygotowań do stanu wojennego, których nie prowadził, już zakończono, odstawiono go, powierzając funkcję I sekretarza Jaruzelskiemu.
Ostatni głośne były rewelacje córki Jaruzelskiego, jakoby był przekonany o groźbie interwencji i bredził coś tam, że prędzej sobie w łeb strzeli niż dopuści do interwencji. To mnie rozbawiło, bo wiem, że w całym 1981r. nie było ani jednego dnia, w którym Polsce groziła sowiecka interwencja i o tym wiedział również Jaruzelski.
Jak wspominam tamte czasy, to Kania uchodził w opinii społecznej za głupka, za „wiejskiego filozofa” ale właśnie ktoś taki jako szef partii rządzącej znakomicie nadawał się jako parawan za którym banda Jaruzelskiego przygotowywała stan wojenny. Sam jednak był poza tą bandą, wcześniej był w bandzie, która liczyła na interwencję sowiecką w celu rozbicia Solidarności.
I dlatego wyrok uniewinniający Kanię mnie nie dziwi, zaś stwierdzenie sądu, że stan wojenny był czynem bandy zbrojnej pod wodzą Jaruzelskiego cieszy. Bo o taką ocenę stanu wojennego osobiście długo walczyłem.
W 1989r. ze zdumieniem przyjąłem istnienie po tzw. stronie solidarnościowej woli porozumienia i dialogu z bandą Jaruzelskiego, ale to już temat na inną opowieść.
Inne tematy w dziale Polityka