Prawo karne – między retrybutywizmem a utylitaryzmem.
Kumpel z podstawówki tym razem zagadnął mnie, kiedy wychodziłem z kościoła po sumie, kiedy ostatnie słowa kolędy śpiewano.
Niestety zapytał mnie o sprawę Trynkiewicza. Niestety, bo ten Trynkiewicz show mierzi mnie.
Zagadnął mnie dlatego, że w DŁ wyczytał, że adwokat ustanowiony dla niego „z urzędu” ma do niego się wybrać i zadać pytanie „Czego on chce?”
Czego Trynkiewicz może chcieć? – zapytał mnie.
Ja odpowiedź na to pytanie znam. Brzmi ono: „odczepcie się ode mnie wszyscy”.
Potem wybrałem się na spacer do parku, co dobrze robi przed niedzielnym rosołem z makaronem i kurczakiem pieczonym…
Śnieg skrzypiał pod butami, na drzewach skakały sójki i sroki, co chwila podlatujące do karmnika, bo może coś w nim przybyło… Stado sikorek z kowalikiem przeszukiwało pnie dębów… W górze rozlegał się terkot dzięcioła… Miło się spaceruje w takich okolicznościach przyrody…
Wracając do tej całej „sprawy Trynkiewicza” pomyślałem, że w jej „podłożu” ukryte jest niezwykle istotne zagadnienie karnistyczne. Można powiedzieć, że całe nowożytne prawo karne kręci się wokół tej problematyki. Retrybutywizm, czy utylitaryzm. Według retrybutywistów kara jest odpłatą jedynie i po odbyciu wyroku nikt nie ma prawa mieć powodów do powrótu do tego, że ktoś w przeszłości coś zrobił. Prawo karne retrybutywizmu jest prawem karnym czynu i odpowiedzialności sprawcy za czyn. Pożytek kary wynika już tylko z tego, że została wymierzona i że skazany ją odbył. Retrybutywizm nie wyklucza modyfikacji kary już orzeczonej, oczywiście na korzyść skazanego. Kończący karę opuszcza więzienie i... nikogo to nie interesuje.
Według utylitarystów, kara ma być pożyteczna, tzn. zabezpieczać społeczeństwo przed sprawcą. I tu nie jest istotny sam czyn ale osoba sprawcy. Jest on pod stałym nadzorem, i poddawany inwigilacji pod kątem oceny, czy jeszcze jest niebezpieczny, czy też już przestał. Ten nadzór ma trwać także po zakończeniu odbywania kary, o ile wcześniejsza inwigilacja skazanego dała „negatywną prognozę” i to się uwidacznia z całą jaskrawością w „sprawie Trynkiewicza”. Przesłanki do tej „negatywnej prognozy” są bardzo zamglone i wywnioskowane zostały z jego wypowiedzi sprzed ponad 20 lat… Z wypowiedzianych „kiedyś” słów ma wynikać jego zagrożenie dla społeczeństwa „dziś”. Kończący karę wzbudza zainteresowanie licznych… Najmniej „chłopaków z ferajny” ale najbardziej ciekawskich tego, czy on jest niebezpieczny, czy już bezpieczny dla społeczeństwa.
Ale oto okazuje się, że nie tylko Trynkiewicz przedstawiać ma sobą zagrożenie dla społeczeństwa, ale że zagrażać mu może samo społeczeństwo… Utylitaryzm kryminologiczny doprowadzony został do absurdu…
Zastanawiam się, dlaczego, skoro jest tak absurdalny, tak wielu ma wyznawców… Być może dlatego, że najbardziej nadaje się do uprawiania przez polityków „populizmu” a artykułowanie jego absurdalnych założeń stwarza pozory „wzięcia społeczeństwa w opiekę”. Społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń jakie utylitaryzm niesie dla niego samego. Pojawia się bowiem zagadnienie kogo i kiedy inwigilować, sprawdzać, czy nie przedstawia zagrożenia. Z czasem społeczeństwo otrzymuje odpowiedź: należy inwigilować wszystkich i wszędzie, by zneutralizować osoby przedstawiające sobą „kryminalne niebezpieczeństwo”. Utylitaryzm karnistyczny daje władzy olbrzymią władzę nad społeczeństwem. Władzę totalitarną. To właśnie z tego powodu tak chętnie skorzystał z utylitaryzmu system sowiecki, uznając go za fundament „socjalistycznego prawa karnego”. Pensjonariuszami gułagów byli nie tyle ci, którzy coś złego zrobili, ale ci, którzy, zdaniem władzy sowieckiej, jeszcze się nie poprawili i przez to stanowili zagrożenie.
W tym samym duchem utylitaryzmu przeniknięta jest uchwalona spec ustawa, której regulacjom ma być poddany Trynkiewicz i inni. To smutne, że ustawę „w tym duchu” zdecydowano się uchwalić.
Inne tematy w dziale Polityka