0 obserwujących
4 notki
4562 odsłony
3130 odsłon

„Długi Marsz”, czyli dlaczego nie pójdę na wybory?

Wykop Skomentuj132

Kampania przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się za niespełna miesiąc nabiera rumieńców. Znów, z ust przedstawicieli komitetów wyborczych słyszymy, że „to najważniejsze wybory od lat”, a głosowanie jest „obywatelskim obowiązkiem”. Swoje dołożą również przedstawiciele hierarchii Kościoła Katolickiego, którzy, jak mają to w zwyczaju od dekad, znów pewnie wystosują list do wiernych, którego treści nikt nie zapamięta, a będzie w nim zachęta do pójścia do urn.


Również przedstawiciele tzw. antysystemu, do którego umownie zaliczmy wszystkie partie, ugrupowania i środowiska „na prawo od PiS”, będą namawiać do oddania głosu na swoich kandydatów, zarzekając się, że to oni w nieokreślonej bliżej przyszłości „zmienią ustrój” III RP i wydobędą ją z odmętów agentury  obcych wpływów czy interesów realizowanych przez inne państwa.


Politycy, dziennikarze, komentatorzy i zwykli sympatycy partii rządzącej jak mantrę powtarzają słowa o „drugiej kadencji”, a premier Mateusz Morawiecki snuje już plany na cztery lub osiem następnych lat. Z kolei prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłasza, że w przypadku wygranej jego ugrupowania nastąpi kompletny rozbrat z „postkomunizmem”, skrzętnie przemilczając fetę, jaką urządził prezydent Andrzej Duda zmarłemu przed sześcioma laty Tadeuszowi Mazowieckiemu, który zapisał się w pamięci jako człowiek „grubej kreski” i gwarant bezkarności dla komunistycznych zbrodniarzy i bandziorów na czele z generałami Wojciechem Jaruzelskim i Czesławem Kiszczakiem.


Niemal wszystkie „autorytety” mówią o „obowiązku”, „patriotyzmie” czy „święcie demokracji” odnosząc oczywiście wszystkie te określenia do wrzucenia kartki wyborczej do przezroczystych od niedawna urn. Nie ma praktycznie mediów czy środowisk, które zauważają, że „demokracja” w III RP jest w ogromnej mierze swego rodzaju mistyfikacją, która ma uwiarygodniać układ zadzierzgnięty gdzieś w mrocznych latach 80-tych, którego symbolem jest słynne spotkanie w gronie: Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak, Mieczysław Rakowski. Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki.


Miało ono miejsce 31 października 1984 roku, a więc już po wydobyciu z odmętów Wisły zmasakrowanego ciała błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, brutalnie zamordowanego, jak mówią ustalenia prokuratora Andrzeja Witkowskiego, więzionego i torturowanego przez kilka dni. prawdopodobnie przez funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki nadzorowanych przez towarzyszy z GRU przysłanych z Moskwy. To wówczas, kiedy kraj pogrążył się w żałobie i opłakiwał bohaterskiego Kapłana, wspomnianych pięciu gentlemanów miało rozmawiać o przyszłym podziale wpływów i władzy w naszym kraju.


Po latach, Tadeusz Mazowiecki nadal uznawany jest za „autorytet” uwiarygodniany przez prezydenta Andrzeja Dudę, a zbrodniarz i krwawy dyktator jak Wojciech Jaruzelski został pochowany z państwowymi honorami, a jego oraz Kiszczaka pośmiertne degradacje zostały zablokowane przez wspomnianego prezydenta. Dlaczego w tekście, który miał wyjaśniać powody braku głosowania w wyborach parlamentarnych A.D. 2019 sięgam do historii i dramatycznych losów umęczonego Księdza?


Powód jest prosty – zbrodnia na kapelanie „Solidarności” oraz wspomniane wyżej układy, rozmowy i pakty są aktami założycielskimi III RP i systemu, który ma się nadal doskonale. Z komunistycznej, betonowej junty strzelającej do robotników ostrą amunicją i nasyłającej „nieznanych sprawców” na odważnych księży przepoczwarzył się w „demokratyczne państwo prawa”. Jak ono wygląda, widzimy każdego dnia, błądząc w chocholim tańcu narzekania, marazmu i beznadziei, co kilka lat jedynie udając się do urn i wmawiając sobie, że uczestniczymy w czymś ważnym, dziejowym i zmieniającym rzeczywistość wokół nas.


Nie ukrywam, że moja, niezwykle krytyczna ocena III RP wynika również z lektury tekstów doskonałego blogera Aleksandra Ściosa, który od lat, z ostrością jakiej nie powstydziłby się sam słynny Józef Mackiewicz, opisuje otaczającą nas rzeczywistość. To właśnie ta postać zadeklarowała alternatywę dla uczestnictwa w „święcie demokracji”. Alternatywę, która nie będzie tylko odmową uczestniczenia w głosowaniu i legitymizowania swoim podpisem „demokracji III RP”, ale przerodzi się w twórczy i brzemienny w skutkach „Długi Marsz”.


Aleksander Ścios wiele razy opisywał założenia tego działania, a sam pragnę jedynie krótko przybliżyć jego główne założenia. Inicjatywa ta, prowadzona w sposób oddolny i nieformalny, ma stopniowo jednoczyć Polaków, którzy są świadomi sytuacji i beznadziei w jakiej znajduje się ich Ojczyzna. Polegać ma na edukacji młodego pokolenia, wskazywaniu i przypominaniu wzorców patriotyzmu oraz zachęcaniu do lektury książek autorów, które mają dać asumpt do samodzielnego myślenia i działania.

Wykop Skomentuj132
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka