Jan Bodakowski
Film Pospieszalskiego i Stankiewicz o obronie „krzyża”
Dom wydawniczy Rafael wydał na DVD w serii politycznie nie poprawnych filmów (Pod prąd kino niewygodne) film Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego „Krzyż. Kontynuacja "Solidarni 2010"”.
Płycie DVD towarzyszy książka wywiad z autorami filmu, w którym filmowcy opisują pracę nad filmem, przyczyny powstania dokumentu. Kanwą opowieści jest spór o pamięć po ofiarach katastrofy smoleńskiej. Autorzy jak sami deklarują byli podczas pracy zszokowani zachowaniem band młodych nihilistów terroryzujących obrońców „krzyża”, przyzwoleniem służb na bandytyzm lewicowych nihilistów, nazistowska w duchu nagonka mediów na obrońców „krzyża”.
Autorzy filmu doskonale ukazali oddanie obrońców krzyża którzy nie pozostali obojętni wobec tragedii. Bardzo zgrabnym montaże zbudowali nastrój filmu. Poważnym mankamentem jest to że obrońcy nie są podpisani z imienia, nazwiska i krótkiej informacji kim są. Widz chciałby wiedzieć kim są ci odważni ludzie tak sensownie analizujący rzeczywistość III RP. Ja rozpoznałem tylko wymienioną z nazwiska w tekście wywiadu Agnieszkę Żurek (nie da się ukryć że kobieta robi na wszystkich wrażenie), posła PIS Przemka Wiplera, księdza Małkowskiego i Tomasza Sakiewicza.
Dokument nie jest to zapis tylko obrony „krzyża”. Bardziej jest to zapis dyskusji o Polsce. Rzeczywistości III RP, destruktywnej roli gazety której krytyka może zakończyć się wyrokiem skazującym, zakłamaniu mediów, kreowaniu mitów. Film ukazuje też dyskusje polsko polskie o zamachu, zachowanie służb nie umacniające wiarę w praworządność państwa, usuwanie obrońców i likwidacje „krzyża” przed Pałacem Namiestnikowskim.
Dokument ukazuje też rynsztok polski. Fanatycznych przeciwników Krzyża. Ich agresje wobec obrońców. Bezczynność służb wobec agresji antyklerykalnego motłochu. Chamstwo, bufonerie , prymitywizm bezbożników. Antyklerykalną bogatą bananową młodzież (po zabiegu lobotomii dokonanym przez kawiorową lewice) która bezkrytycznie wierzy w przekazy medialne i manifestuje irracjonalny optymizm. Eskalacje nienawiści ze strony antykatolickiego nihilistycznego motłochu, pijanego alkoholem i swoją nienawiścią. Przemoc bezbożników, nihilizm, agresje, upajanie agresją i profanacje.
Ten przygnębiający obraz współczesnej Polski wzmacnia genialna scena. Grupa młodych mężczyzn oklaskuje policje usuwającą protestujących. Zdawało by się młodzi antyklerykałowie napędzani swoją nienawiści. Kolejny kadr ukazuje jak ci młodzi panowie przechodzą przez blokady policyjne i wsiadają do nieoznakowanych samochodów stojących na odgrodzonym od ludzi parkingu dla policyjnych samochodów. Spontaniczny aplauz dla usuwania „krzyża” okazuje się być teatrem w godzinach służby (nie ma się czemu dziwić fajniejsze to od łapania bandytów).
Oglądając film uczestnik Marszu Niepodległości dopiero widzi siłę środowisk narodowych. Te kilkadziesiąt tysięcy młodych mężczyzn, zdyscyplinowanych, sprawnie posługujących się nowoczesnymi technologiami, zdolnych do mobilizacji (bez kasy jaką dysponuje PIS), konsekwentnych intelektualnie. Na tle nich obrońcy „krzyża” są zagubieni. Z jednej strony trafnie analizujący rzeczywistość III RP, z drugiej irracjonalnie wierzący że Lech Kaczyński i jego formacja są niepodległościowe i katolickie.
Jedynym minusem filmu jest to że nie oddaje on całej sytuacji. Autorzy trafnie ukazali laicki rynsztok (którego istnienie media skrzętnie ukrywały). Jednak wykreowali niepełny obraz obrońców. Zabrakło relacji z dnia kiedy nocny laicki motłoch znikał.
W sierpniowe dni starałem się iść i wracać z pracy tak by po drodze poobserwować obrońców koczujących przed Pałacem Namiestnikowskim. Moim celem było napisanie relacje z wydarzeń. Z zasady nie ufam mediom, sam staram się dociekać prawdy. Z doświadczenia wiem, że więcej można się dowiedzieć samemu niż będąc biernym konsumentem medialnej papki (która obrońców "krzyża" przedstawiała byli jako przedstawiciele katolicyzmu i nacjonalizmu).
Chciałem dowiedzieć się co jest naprawdę celem samozwańczych obrońców "krzyża". Na moje pytania odpowiadał pan robiący wrażenie lidera samozwańczych obrońców. Lider siedział prawie w centrum zbiegowiska otoczony wianuszkiem. Rola lidera sprawiała że był zirytowany gdy stojące wokół emerytki wchodziły mu w słowo. Pan nie będący stereotypem nobliwego emeryty odpowiadając na moje pytania wykazywał elokwencje i sprecyzowane poglądy. Bez problemu rozumiał moje pytania.
Po pierwsze chciałem się dowiedzieć od niego czego symbolem jest wzięty w obronę "krzyż". „Krzyż” był dla obrońców przede wszystkim jest symbolem 96 ofiar (jak zadeklarowali obrońcy „krzyża” kolektywnie odpowiadający na moje pytania wraz ze swoim liderem). Po drugie symbolem katastrofy. Po trzecie symbolem takich wartości jak wolność i równość. Po czwarte (przy czym hierarchia nie była przypadkowa) chrześcijaństwa rozumianego jako miłość i pojednanie. Sam "krzyż" nie jest dla obrońców ważny, ważne jest upamiętnienie ofiar, dla tego bez wahania krzyż dali by zastąpć pomnikiem lub tablicą.
Obrońcy szczególnie domagali się się upamiętnienia prezydenta Kaczyńskiego. Gdy pytałem czy nie przeszkadza im poparcie prezydenta Kaczyńskiego dla Traktatu Lizbońskiego deklarowali, że Kaczyński był zmuszony do podpisu okolicznościami, a sam Traktat przyniósł Polsce ogromne dotacje z UE.
Z racji tego że intrygował mnie symbol (krzyż) wykorzystywany przez obrońców zadałem im klika pytań dotyczących zagadnień niezwykle ważnych dla katolików. Okazało się że obrońcy są przeciw zakazowi zapłodnień in vitro, przeciw zakazowi aborcji. Takie deklaracje nie budziły protesty obrońców obwieszonych różańcami i krzyżami.
Dopiero kiedy zapytałem się o stosunek obrońców do pani poseł Kluzik Rostkowskiej (która poparła ustawę zakazującą karania dzieci) jeden z młodszych obrońców się zdenerwował i kategorycznie zabronił mi zadawania pytań. Moi rozmówcy karnie zamilkli. Młodszy od emerytów obrońca zaczął krzyczeć że jestem prowokatorem, a sprawy krzyża nie wolno mieszać z in vitro. Obrońcy zadeklarowali że pytania o aborcję i in vitro są sprzeczne z ich protestem. Udało mi się jeszcze dowiedzieć od emerytek uczestniczących w rozmowie, że nie są związane z żadnymi ruchami w kościele, ale za to były ma pielgrzymkach w Medjugorie.
Wbrew propagandzie środowiska Gazety Wyborczej obrońcy okazywali się być zwolennikami integracji z UE, zwolennikami aborcji i in vitro, wykorzenionymi z katolicyzmu. Krzyże, modlitwy i różańce w ich rękach były tylko scenografią podkreślająca nastrój protestu. Obrońcy bez skrępowania deklarowali poglądy sprzeczne z katolicyzmem. Dekorację religijną wykorzystywali instrumentalnie.
Przedstawiciele jednego z klubów tygodnika związanego z PiS deklarowali że bronią miejsca, które jest symbolem pamięci o wydarzeniach. Wspominali też listę polskich prezydentów zabitych w zamachach (Narutowicza, Bieruta i Kaczyńskiego). Deklarowali chęć upamiętnienia wszystkich ofiar. Na pytania o aborcje i in vitro reagował z niechęcią. Kłócili się między sobą kto i co może mówić. Jeden z młodszych obrońców zirytowany moimi pytaniami usiłował mnie pobić (niektórzy obrońcy wykazywali niezdrową agresje i pobudzenie, mieli problemy z werbalizacja swojej niechęci).
Pod Pałacem Namiestnikowskim spotkałem także innych obrońców krzyża. Jednym z nich była niezwykle energiczna, wesoła i atrakcyjna wymieniona w przez dokumentalistów Agnieszka Żurek. Ich poglądy poznałem dopiero z filmu Pospieszalskiego i Stankiewicz.
Kilkaset metrów dalej spotkałem pielgrzymów ruszających na Jasną Górę. Szokująco kontrastujących z obrońcami. Od pielgrzymów biła jakaś jasność i żywotność. Od obrońców jakiś mrok. Z filmu „Krzyż” widać jednak że te odcienie mroku miały różną intensywność. Za dnia raziło mnie to chorobliwe zagubienie obrońców. Nie byłem jednak świadom nocy, kiedy szlam wylewał się z rynsztoka, i Krakowskie Przedmieście stawało się dużo mroczniejsze.
Jan Bodakowski

http://www.youtube.com/watch?v=LOpyFLigFkg&feature=player_embedded




Komentarze
Pokaż komentarze (1)