1 obserwujący
63 notki
32k odsłony
  132   0

Wywiad z Jolantą Banach, byłą posłanką. "Jest mi przykro". Gdańsk nie realizuje obietnic

Jolanta Banach. fot. KFP (archiwum J.Banach)
Jolanta Banach. fot. KFP (archiwum J.Banach)

ROZMOWA Z JOLANTĄ BANACH - polityczką, nauczycielką, Posłanką Sejmu trzech kadencji, Sekretarzem Stanu, no i oczywiście członkinią stowarzyszenia Lepszy Gdańsk - że jest jej zwyczajnie przykro, o niespełnionych obietnicach, najsłabszych członkach naszej społeczności, którzy zostali wystrychnięci na dudka przez władze miasta, i o tym, dlaczego nie ma miejsca na nowe miejsca rekreacji na Suchaninie (gdańska dzielnica).

Serdecznie zapraszam!

Janusz Ch.: Niedawno wysłała Pani list do prezydent Dulkiewicz, pytając, co dalej z realizacją porozumienia podpisanego przed wyborami, a które zapewniało Wasze poparcie prezydentowi Adamowiczowi w drugiej turze wyborów w 2018 r. Dlaczego zdecydowała się Pani na jego napisanie?

Jolanta Banach: Ostatnie spotkanie komitetu monitorującego realizację Porozumienia odbyło się 27 maja 2019 r. Komitet miał za zadanie wypracowywać szczegóły i harmonogram wdrażania postulatów, oceniać postęp prac. W jego skład wchodzili przedstawiciele Lepszego Gdańska i władzy samorządowej.

Pomimo naszych wielokrotnych prób kontaktu w sprawie dalszej współpracy, spotkań komitetu nie organizowano. Poza tym tempo realizacji wspólnie uzgodnionych i konkretnych celów oraz polityka miejska w zakresie objętym Porozumieniem budzą wątpliwości co do faktycznej woli jego zrealizowania. Z dziesięciu postulatów wdrożono dwa, zaś np. z problemem niezaspokojenia potrzeb mieszkaniowych Miasto próbuje radzić sobie w sposób sprzeczny z zapisami dokumentu, nie tylko drastycznie zmniejszając prognozę co do liczby nowych lokali pozyskanych do zasobu komunalnego, ale poprzez tzw. system oceny punktowej sztucznie ograniczając kolejkę do tych lokali.

To tylko jeden przykład. Jest ich więcej, choćby dotyczący kontrowersyjnej propozycji de facto ograniczenia decyzyjności radnych dzielnic. Pytają nas o to dziennikarze i mieszkańcy. Cele z wypracowanego kompromisu są po prostu odpowiedzią na społeczne potrzeby mieszkańców, co zaskakujące, wynikają również z diagnozy sporządzonej przez władze Miasta w Gdańskiej Strategii Rozwiązywania Problemów Społecznych.

- Czy nie jest Pani i pani współpracownikom, współpracowniczkom po prostu przykro? Czy to nie była za duża naiwność?

Jest. Nie tylko z tego powodu, że wciąż jeszcze głównym wskaźnikiem rozwoju miasta dla władzy samorządowej jest gęsta, wysoka zabudowa dewelopersko - biurowa i gmaszyska masowej rekreacji, a nie np. wysokiej jakości usługi publiczne i priorytet dla rozwoju mieszkalnictwa komunalnego, równoważącego przecież ceny wynajmu na tzw. wolnym rynku. Wciąż jeszcze pojawia się argument braku pieniędzy na realizację zadań społecznych i to często będących obowiązkiem gminy (!), a dość lekko wydaje się je na wielkie kontrowersyjne inwestycje, kolejne szpecące nabrzeże Motławy kładki, wspierające przede wszystkim prywatny interes czy niedziałający pomimo ciągłych nakładów Kunszt Wodny, że nie wspomnę niezliczonych sal na warsztaty, szkolenia, konferencje, debaty, itd.

W Gdańsku brakuje mieszkań komunalnych


Pomimo licznych zbiorowych doświadczeń z nierealizowaniem w polskiej polityce obietnic, jednak luźne podejście sukcesorów politycznych Pawła Adamowicza do podpisanego przez Prezydenta dokumentu jest dość przykre. W żadnym razie nie nazwałabym naiwnością podpisywanie umów społecznych. Są one niezbędną praktyką demokratycznego porządku.

Nawet jeśli część z tych postulatów doczeka się realizacji, to i tak będzie to z korzyścią dla mieszkańców.

- Wydaje się, że jedynym narzędziem do egzekwowania tej umowy, jakim dysponuje Lepszy Gdańsk, jest przyzwoitość drugiej strony.

Wciąż jeszcze w praktyce sprawowania urzędu dominuje przekonanie, że zobowiązania niezapisane w twardym prawie nie mają tej samej mocy, a osoby sprawujące mandat przekonują, że daje on prawo do arbitralnego podejmowania decyzji, jednostronnej zmiany podjętych uzgodnień.

Mnie wciąż doskwiera protekcjonalny sposób komunikowania się ze stroną społeczną. Przedstawiciele KO zgłaszają pretensje, że piszemy list otwarty do p. Prezydent w chwili, kiedy urzędnicy po prawie dwóch latach smsem skierowanym do jednego z aktywistów Lepszego Gdańska zapraszają na spotkanie z nową p. Wiceprezydent i należy zrozumieć, że trzeba dać jej czas na zorientowanie się w podległych sprawach.

Tymczasem współpraca przy realizacji zawartego w świetle jupiterów Porozumienia powinna być oparta o jasne zasady: harmonogram spotkań, tryb komunikowania, jasny podział zadań, instytucjonalną, a nie personalną kontynuację prac. Opracowaliśmy w tej sprawie regulamin Komitetu Monitorującego i domaganie się przestrzegania tych zasad nie jest małostkowością, ale sygnałem, iż umowa ma charakter publiczny i traktujemy się nawzajem poważnie, a tym samym mieszkańców Gdańska.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka