9 obserwujących
93 notki
167k odsłon
  127   1

Słabość prowokuje Putina

Zdarzają się wypowiedzi proste i celne, które wprowadzają porządek do pozbawionej określonego kierunku medialnej paplaniny. Do takich wypowiedzi należy wtorkowy artykuł Breta Stephensa opublikowany w dzienniku New York Times. Tytuł artykułu: „What Putin really wants from the Ukraine crisis” („Co Putin chce naprawdę ugrać na ukraińskim kryzysie”).

Na wstępie autor ubolewa nad ciężkimi błędami Donalda Rumsfelda, ale przyznaje, że były i nieżyjący już sekretarz obrony USA miał talent do aforyzmów. Jeden z nich - „słabość prowokuje” - zdaniem Stephensa tłumaczy kłopotliwe położenie, w jakim znowu znajdują się Stany Zjednoczone z powodu wojowniczej postawy Rosji wobec Ukrainy i NATO. Dalszy ciąg artykułu to rekapitulacja przejawów słabości, które doprowadziły Amerykę do obecnego miejsca.

„Gdy w sierpniu 2008 roku Rosja zajęła dwie gruzińskie prowincje - zaczyna autor - administracja Busha owszem protestowała, ale prawie nic nie zrobiła, a nowy prezydent, Barack Obama, w 2009 roku postawił na „reset” z Rosją.” Bret Stephens o tym nie wspomina, ale my pamiętamy, że jednym z pierwszych owoców resetu było odwołanie budowy tarczy przeciwrakietowej w Polsce. Obama z tarczą rozprawił się jednym podpisem złożonym w 70-tą rocznicę sowieckiej inwazji na Polskę. W artykule jest mowa o tym, że w 2012 roku laureat pokojowej nagrody Nobla zgodnie z duchem resetu „zredukował obecność amerykańskich sił w Europie do najniższego poziomu w powojennych czasach i wykpił na debacie wyborczej Mitta Romneya za wskazanie Rosji jako głównego zagrożenia geopolitycznego dla USA.”

„We wrześniu 2013 roku - pisze dalej Bret Stephens - Obama zabłysnął wycofaniem się ze swojej czerwonej linii przeciwko użyciu w Syrii przez Bashara Assada gazu paraliżującego. Zamiast tego przyjął rosyjską ofertę mediacji, która miała wyeliminować chemiczny arsenał Assada. Arsenał ten nie został nigdy całkowicie zniszczony, przy czym uwadze Władimira Putina nie uszła wyraźna niechęć Obamy do zaangażowania się”.

Rok 2014 był rokiem użycia przez Rosję „zielonych ludzików” w celu zagrabienia i aneksji Krymu. „Administracja Obamy protestowała - przyznaje Bret Stephens - ale prawie nic nie zrobiła, wobec czego Rosja wykorzystała zamieszki we wschodniej Ukrainie, by odciąć dwie ukraińskie prowincje, i roznieciła wojnę, która trwa już 7 lat kosztem śmierci ponad 13 tysięcy ludzi. Obama odpowiedział słabymi sankcjami wobec Rosji i uporczywą odmową uzbrojenia Ukrainy”.

Następnie autor przypomina, że „w 2016 roku Donald Trump ubiegał się o prezydenturę stawiając pytanie, na ile Ameryka powinna być chętna do obrony zagrożonych członków NATO. W 2017 roku próbował zablokować nowe sankcje wobec Rosji, ale został skutecznie powstrzymany przez Kongres. Administracja Trumpa ostatecznie zajęła ostrzejsze stanowisko wobec Rosji i zatwierdziła ograniczoną sprzedaż broni Ukrainie. Niemniej Trump próbował też uzależnić militarną pomoc dla Ukrainy od uzyskania politycznych usług, został jednak wzięty pod lupę, co doprowadziło do jego pierwszego impeachmentu.”

„Joe Biden z kolei - kontynuuje Bret Stephens - ubiegając się o urząd prezydenta zapowiadał twardszą linię wobec Rosji. Ale robi wszystko tylko nie to. W maju 2021 roku jego administracja zniosła sankcje wobec rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2 do Niemiec, który po uruchomieniu zwiększy energetyczną zależność Europy od Moskwy. Od chwili objęcia stanowiska Biden ze swoją administracją niewiele zrobili, by zwiększyć stosunkowo marny napływ pomocy wojskowej na Ukrainę. W obliczu rosyjskiej inwazji taka pomoc będzie równie skuteczna, jak próba gaszenia pożaru lasu przez sikanie na ogień” - podsumował autor artykułu.

„Potem było fiasko naszego wycofania się z Afganistanu - odnotowuje Bret Stephens. - Obecny kryzys na Ukrainie jest w takim samym stopniu dzieckiem klęski Bidena w Afganistanie, jak ostatni kryzys na Ukrainie był dzieckiem klęski Obamy w Syrii. I teraz administracja USA podwaja wrażenie swojej słabości grożąc Rosji w wypadku zaatakowania Ukrainy „poważnymi konsekwencjami” ograniczającymi się prawie w całości do sankcji ekonomicznych. To jak pójść z nożem przeciw pistoletom.”

„Wyobraźmy sobie - czytamy dalej - nie tak znowu naciągany scenariusz. Rosyjskie siły ruszają na jakiś zakątek Ukrainy. Stany Zjednoczone odpowiadają, odcinając Rosję od globalnego systemu bankowego. Ale Kreml (który zbudował swoje rezerwy złota i walut obcych na rekordowo wysokim poziomie) nie siedzi bezczynnie. Reaguje na sankcje, odcinając w środku zimy dostawy gazu do Unii Europejskiej, która ponad 40% swojego gazu sprowadza z Rosji. Domaga się traktatu bezpieczeństwa Rosja-Europa jako ceny za wznowienie dostaw. I wymraża USA z negocjacji, przynajmniej do czasu, gdy Waszyngton wykaże dobrą wolę, porzucając sankcje finansowe.”

„Taki ruch - stwierdza autor - zmusiłby Waszyngton do eskalacji lub poniżenia się, a ta administracja prawie na pewno wybrałaby to drugie. Spełniłoby to odwieczną ambicję Putina, by złamać kręgosłup NATO. To jeszcze bardziej zachęciłoby Chiny do podobnej agresji, prawdopodobnie przeciwko Tajwanowi.”

„Co zamiast tego mogą zrobić Stany Zjednoczone? - pyta Bret Stephens. - Powinniśmy teraz zerwać rozmowy z Rosją. Żaden kraj grożący zniszczeniem naszych przyjaciół nie powinien oczekiwać nagród dyplomatycznych od Waszyngtonu. Powinniśmy niezwłocznie rozpocząć transport lotniczy sprzętu wojskowego na Ukrainę na skalę transportu lotniczego Richarda Nixona do Izraela w 1973 roku, w tym broni ręcznej przydatnej w wojnie partyzanckiej. Powinniśmy wzmocnić siły amerykańskie w państwach NATO pierwszej linii, zwłaszcza w Polsce i krajach bałtyckich.”

„To wszystko może nie powstrzymać Rosji przed inwazją, która byłaby tragedią dla Ukraińców - przyznaje autor artykułu. - Ale Putin gra o większą stawkę w tym kryzysie; kolejny skrawek ukraińskiego terytorium to tylko drugorzędna nagroda. Co naprawdę chce zrobić, to rozbić zachodni sojusz, jaki znamy od czasu Karty Atlantyckiej. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, dwie dekady obupartyjnej amerykańskiej słabości w obliczu jego agresji zbliżają nas do geopolitycznej klęski. Biden musi poprzeć twardo Ukrainę, aby ocalić NATO.”

Czy poprze, trudno powiedzieć. Ale przyjemnie jest sobie to wyobrazić.


Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale