Jerzy George Jerzy George
42
BLOG

Figurant: Karol Marks

Jerzy George Jerzy George Polityka Obserwuj notkę 0

Karol Marks nie ma dziś dobrej prasy. Nic dziwnego, jego twierdzenie, że kapitalizm oparty jest na wyzysku człowieka przez człowieka, a w socjalizmie będzie na odwrót, okazało się być na tyle prorocze, że ludzkość postanowiła jednak być wyzyskiwana w ramach kapitalizmu. Ja osobiście zawsze miałem do ojca socjalizmu stosunek obojętny. Dopiero niedawno po raz pierwszy poczułem do jego postaci coś na kształt sympatii. Sprawił to wydobyty z niemieckich archiwów niepozorny dokument. Przetłumaczyłem jego treść (z wersji angielskiej) specjalnie dla czytelników tego blogu. Rzecz wydała mi się godna ich uwagi głównie dlatego, że autorem dokumentu nie jest jakiś apologeta Marksa, lecz agent tajnej policji, który przypuszczalnie chciał pokazać swego „figuranta” w nieprzychylnym świetle, lecz paradoksalnie ocieplił jego wizerunek.

Raport tajnego agenta pruskiej policji z roku 1853

Marks jest średniego wzrostu, ma 34 lata i pomimo stosunkowo młodego wieku zaczyna już siwieć. Jest silnie zbudowany, a z rysów twarzy wyraźnie przypomina Bertalana Szemere – premiera krótkotrwałego rządu węgierskiego z okresu rewolucji 1848 roku, który był jego przyjacielem – jednak ma ciemniejszą karnację i zupełnie czarne włosy oraz brodę. Tej ostatniej nie przystrzyga; jego duże, przenikliwe, pałające oczy mają w sobie coś demonicznie złowieszczego. Niemniej, na pierwszy rzut oka widać, że jest to człowiek genialny i pełen energii. Jego intelektualna przewaga działa z nieprzepartą mocą na otoczenie. W życiu prywatnym jest osobą wysoce nieuporządkowaną, cyniczną i niezaradną. Prowadzi cygańską egzystencję intelektualnej bohemy; kąpiel, czesanie włosów, zmiana pościeli i odzieży to rzeczy, które rzadko czyni, za to lubi się upijać. Często nie robi nic całymi dniami, ale gdy ma coś do zrobienia, pracuje z niezmordowaną wytrwałością dzień i noc. Nie ma dlań czegoś takiego jak określone godziny snu i wstawania. Często siedzi przez całą noc, a potem w środku dnia kładzie się w ubraniu na kanapie i śpi do wieczora, nie bacząc na to, że przez jego pokój przewalają się tabuny ludzi.

Żona jego jest siostrą ministra spraw wewnętrznych Prus, von Westphalena, jest to wykształcona i sympatyczna kobieta, która przystosowała się do tego ekscentrycznego trybu życia z miłości do męża i teraz w tak nędznych warunkach czuje się jak we własnym żywiole. Wychowuje dwie córki i syna; każde z trojga dzieci jest naprawdę udane i wszystkie mają inteligentne oczy swego ojca.

Jako mąż i ojciec Marks, wbrew swej dzikiej i niespokojnej naturze, jest najczulszym i najłagodniejszym z ludzi. Marks mieszka w jednej z najgorszych, a więc i najtańszych, dzielnic Londynu. Wynajmuje dwa pokoje. Jeden z nich wychodzi na ulicę – jest to salon. Sypialnia jest od podwórza. W całym mieszkaniu nie znajdzie się ani jednego całego, solidnego mebla: wszystko jest wykoślawione, obdarte, pourywane; wszędzie leży gruba warstwa kurzu; wszędzie też panuje największy nieporządek. Pośrodku salonu stoi stary, pokryty ceratą, duży stół. Leżą na nim jego rękopisy, książki i gazety, obok nich zabawki dzieci, cerowane i łatane przez żonę rzeczy wespół z kilkoma filiżankami o utłuczonych uchach, brudnymi łyżkami, nożami, widelcami, lampami, kałamarzem, okularami, glinianymi fajkami, tytoniowym popiołem – słowem kompletny galimatias, i wszystko to na jednym stole. Handlarz starzyzną nie przyznałby się do tej nadzwyczajnej kolekcji. Kiedy się wchodzi do pokoju Marksa, dym z pieca i tytoniowe wyziewy przyprawiają oczy o takie łzawienie, że przez moment myślisz, że błąkasz się po omacku w jakiejś jaskini. Stopniowo oczy przyzwyczajają się do dymu i zaczynasz rozróżniać parę przedmiotów. Wszystko jest brudne i zakurzone. Czynność siadania zdecydowanie grozi niebezpieczeństwem. Pierwsze z krzeseł ma tylko trzy nogi. Na drugim, które przypadkiem jest całe, dzieci bawią się w kuchnię. Jest ono oferowane gościowi, lecz bez wytarcia dziecięcych potraw: jeśli usiądziesz, ryzykujesz parą spodni. Żadna z tych okoliczności nie wprawia Marksa i jego żony w zakłopotanie. Jesteś przyjmowany jak najdroższy z przyjaciół; fajki i tytoń, i cokolwiek jeszcze jest pod ręką, są ci oferowane z największą serdecznością. Intelektualnie pobudzająca i przyjemna konwersacja rekompensuje niemal całkowicie domowe niedociągnięcia. Człowiek w końcu przyzwyczaja się do tego towarzystwa i znajduje je interesującym, a nawet oryginalnym. Taki jest prawdziwy obraz życia rodzinnego czołowego komunisty Marksa…

From „The Portable Karl Marx”, edited by Eugene Kamenka, Penguin Books. Originally published in G. Mayer, „Neue Beiträge zur Biographie von Karl Marx”, in Grünberg’s Archiv, Vol. 10, pp. 56-63.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka