49 obserwujących
1950 notek
2644k odsłony
  835   0

Konie, góry i kumys czyli Jastrzębowski pyta mnie o mały Kirgistan w Poznaniu

Jurty na pastwisku, Kirgistan, lipiec 2016. Fot. Piotr Matuszak
Jurty na pastwisku, Kirgistan, lipiec 2016. Fot. Piotr Matuszak

Co pan tak ciągle opowiada o tym Kirgistanie? – zapytał mnie pewnego razu w smsie związany z tym portalem Sławomir Jastrzębowski. No mówię ciągle o tym Kirgistanie, bo jestem bardzo związany z poznańskimi Kirgizami. A już niedługo, 7 sierpnia będę na weselu w Biszkeku. Wesele będzie dwójki moich asystentów: Maksata i Bermet. Jak się to wszystko zaczęło? 

Ci bardziej wierzący powiedzieliby, że to Opatrzność, a ci mniej – że przypadek. Jak zwał tak zwał. Pewne jest tylko, że na Wigilii roku 2009 zjawił się u mnie młody Kirgiz, przyszły doktor fizyki z dziedziny jądrowego rezonansu magnetycznego – Bakyt Orozbaev. Miał perspektywę spędzenia Świąt w akademiku więc mój brat – który poznał go u swoich znajomych – zaprosił go do naszego rodzinnego domu. Przyjechał do Polski 9 lat wcześniej. Odwiedzający kraje Azji Środkowej, ówczesny rektor poznańskiego uniwersytetu, Stefan Jurga, fizyk, w każdym z tych krajów proponował jednemu z młodych naukowców roczne stypendium w swoim instytucie. Postawił też dość surowe kryteria. Bakyt ich nie spełniał i nie chciał jechać, ale zdaniem jego szefa to było miejsce dla Kirgiza. Nie dla Rosjanina, który kryteria akurat spełniał. Tu chodziło o narodową dumę. 

Zobacz galerię zdjęć:

+1 zdjęcie +2 zdjęcia
Konie, góry i kumys

No więc wysłali zgłoszenie i niespełniający do końca kryteriów Bakyt Orozbaev przyjechał do Polski. Do Poznania. Profesor Jurga naprawdę solidnie się zdziwił, gdy w miejsce człowieka, który miał płynnie znać 3 języki zjawił się młodzieniec mówiące tylko po rosyjsku. Speszony i skonfundowany wyjaśnił profesorowi, że w całej sprawie właśnie o narodową dumę poszło i że tylko dlatego tu jest. Profesor wyraźnie zmiękł i dał mu roczne stypendium. Stypendium przemieniło się w doktorat, a z czasem w etat na uniwersytecie. I na takim właśnie etapie ja Bakyta poznałem. To był wtedy jedyny Kirgiz w Poznaniu. To był też jedyny Kingiz jakiego znałem. 

Wspólne Święta okazały się bardzo owocne. Ja wtedy jeszcze piłem alkohol, Bakyt pije go do dziś, a jak wiadomo płyn ten sprzyja zacieśnianiu relacji. No więc uzgodniliśmy w te Święta, że powołamy do życia Polsko – Kirgistanńską Grupę Parlamentarną. I ją powołałem tyle, że nie zostałem jej przewodniczącym. Zostałem wice przewodniczącym, a jej szefową jej była, jakże wówczas barwna posłanka – absolwentka uniwersytetu w Biszkeku – Nelly Rokita. Dopiero kiedy utraciła swój mandat, ja zająłem jej miejsce w fotelu przewodniczącego. 

No i tak zacieśniały się moje więzy z Kirgistanem, ale przełomowy dla całej sprawy był rok 2015. Wtedy to pewna młoda dama, z miejscowości Karakoł w obwodzie Issykulskim, pasjonująca się kuchnią, postanowiła studiować gastronomię w Europie. I jakoś tak się złożyło, że pierwsza w internetowej wyszukiwarce pojawiła się Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii w Poznaniu. Od znajomych dowiedziała się też, że w Poznaniu mieszka pewien Kirgiz, który pomaga studentom z Azji Środkowej. Skontaktowała się z nim i podjęła decyzję o rozpoczęcie nauki w Poznaniu. Jak postanowiła, tak zrobiła, a kiedy dojeżdżała pociągiem z Warszawy do Poznania na dworcu czekał na nią młody doktor fizyki. Pomógł załatwić akademik, ale po jakimś czasie z akademikiem wystąpiły przejściowe problemy więc zaproponował, że przez parę dni jest gotów ją u siebie przechować. Jak to zwykle bywa - w tak romantycznych historiach - kilka dni zmieniło się w całe życie. Tak oto w życiu Bakyta oraz moim pojawiła się Aipo czyli Aiperi Tynchbekova. Wcześniej jednak Bakyt postanowił zaprosić do Polski także swojego siostrzeńca Maksata. To ważny fakt. Do niego jeszcze wrócę. 

Jak wiadomo Aiperi sprowadziła do Polski miłość do gotowania, obok miłości do Bakyta oczywiście. I obie je zrealizowała, tyle że w odwrotnej kolejności. Najpierw było więc wesele, wydarzenie, w którym miałem zaszczyt brać udział. 

Był rok 2016. Konie, góry i kumys. Tak można by było opisać tę wizytę. Piękna przyroda, wspaniałe góry, gościnni Kirgizi, konieczność zjedzenia baraniego oka, której musiałem sprostać, gdyż uznano mnie za jednego z najważniejszych gości oraz wypicia końskiego i wielbłądziego mleka. To były te wszystkie atrakcje, które towarzyszyły wspaniałemu weselu młodej pary, na blisko 300 osób, odbywającemu się w Amanbaevie, rodzinnej miejscowości pana młodego, gdzie jego brat Merbek był wójtem. Nie będę tego wszystkiego szczegółowo tutaj opisywał, po prostu pod tekstem znajdziesz Drogi Czytelniku linki do relacji – dzień po dniu – którą 5 lat temu zamieściłem na tym blogu. Myślę, że to lepsze rozwiązanie, a jeśli te teksty zachęcą Cię do odwiedzenia Kirgistanu, to mogę się tylko cieszyć. 

Minęły kolejne lata, Moje relacje z Bakytem, Aipo i ich urodzoną w 2017 roku córeczką Elwirką zacieśniały się. No ale pozostało w głowie Aiperi jeszcze jedno marzenie. Marzenie o gotowaniu, a ściślej mówiąc, o posiadaniu własnej, kirgiskiej restauracji. 

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości