Wczoraj ambasador USA Tom Rose ogłosił zerwanie kontaktów z marszałkiem Sejmu – drugą osobą w państwie, w którym pełni swoją misję dyplomatyczną. Powodem miało być to, że marszałek Czarzasty nie poparł starań Donald Trump o Pokojową Nagrodę Nobla.
Oczywiście: ambasador Stanów Zjednoczonych ma prawo do takich decyzji, podobnie jak marszałek Sejmu ma prawo do własnych ocen i wypowiedzi. Można lubić Włodzimierza Czarzastego lub nie, można krytykować jego styl czy – jak twierdzą niektórzy – przerost ego. Faktem pozostaje jednak, że jest on konstytucyjnie drugą osobą w Rzeczypospolitej.
Tymczasem prezydent Nawrocki zapowiada, że na najbliższym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego chce badać „wschodnie” – a nawet wprost rosyjskie – powiązania marszałka Sejmu. Na razie nie przedstawiono żadnych dowodów. Mimo to zbieżność działań wymierzonych w marszałka Czarzastego, podejmowanych niemal równolegle przez prezydenta RP i ambasadora Stanów Zjednoczonych, musi budzić pytania.
Jeśli okazałoby się, że mamy do czynienia z akcją skoordynowaną, byłaby to sytuacja wyjątkowo ironiczna. Przez osiem lat rządów PiS właśnie takie działania – określane hasłem „ulica i zagranica” – były jednym z głównych zarzutów kierowanych pod adresem dzisiejszej koalicji rządzącej. Tyle że tamtym oskarżeniom nie towarzyszyły „pięć dowodów”, o których tak chętnie mówiono.
Tu również – przynajmniej na razie – dowodów brak. Pozostaje więc obserwować dalszy bieg wydarzeń. A na koniec, używając popularnego sloganu pozwolę sobie jednak trochę powróżyć na przyszłość w tej sprawie: przypadek? Nie sądzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)