Wczoraj wojska amerykańskie, na rozkaz Donalda Trumpa, zaatakowały Wenezuelę i uprowadziły do Stanów Zjednoczonych jej prezydenta Nicolása Maduro. Oczywiście, Maduro był dyktatorem i gnębił własnych obywateli. Ale to w żaden sposób nie unieważnia faktu, że decyzja Donalda Trumpa jest ruchem skrajnie niebezpiecznym i głęboko kontrowersyjnym.
Po pierwsze: hipokryzja
Hipokryzja jest – jak wiadomo – hołdem, jaki występek składa cnocie. Nawet jeśli Stany Zjednoczone w przeszłości interweniowały za granicą w obronie własnych interesów, zawsze starano się przynajmniej stworzyć pozory legalności: powoływano się na prawo międzynarodowe, budowano koalicje, zabiegano o zgodę Kongresu USA. Tym razem nie dzieje się nic takiego. Co więcej, Trump mówi niewiele o dyktaturze w Wenezueli, za to szeroko rozwodzi się nad tym, ile amerykańskie koncerny naftowe mogą zarobić na wenezuelskich złożach ropy. Przekaz jest brutalnie prosty: „chcemy waszej ropy – i co nam zrobicie?”.
Od dawna obawiałem się biznesmenów w polityce. To często ludzie, którzy sądzą, że mechanizmy biznesowe – nawet te najbardziej bezwzględne – da się po prostu przenieść do polityki. Otóż nie. To zupełnie różne rzeczywistości. W polityce międzynarodowej tacy ludzie poruszają się często jak pijany zając we mgle. I tak właśnie jest w tym przypadku.
Po drugie: Ukraina jako moneta przetargowa
Jeśli zestawimy ten ruch USA z ogłoszoną niedawno strategią bezpieczeństwa, jak też fakt, że Donald Trump wręcz schlebia Władimirowi Putinowi i go adoruje, to naturalne staje się jedno: Putin może powiedzieć – „Trump weźmie sobie Wenezuelę, a mnie odda Ukrainę”. Czy naprawdę jesteśmy pewni, że tak się nie stanie? Ja raczej sądzę, że stanie się dokładnie odwrotnie – że Trump, jako biznesmen, prędzej się na taki „deal” zgodzi, niż go odrzuci.
Nie trzeba tłumaczyć, co to oznaczałoby dla Polski. Tym bardziej że Trump od dawna twierdzi, iż prezydent Ukrainy nie jest w pełni legalny, bo nie poddał się w odpowiednim czasie weryfikacji wyborczej. Jeśli więc Putin postanowiłby go porwać, mógłby powiedzieć – w swojej chorej, ale wewnętrznie spójnej logice – że po prostu uprowadził „nielegalnego dyktatora”. Czy to ma nam się podobać? Mnie – zdecydowanie nie.
Po trzecie: złamanie prawa międzynarodowego
Generał Roman Polko, współpracownik śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, powiedział wprost: atakując Wenezuelę, Donald Trump złamał prawo międzynarodowe. To nie są słowa byle kogo – to opinia polskiego generała, bliskiego jednemu z najbardziej proamerykańskich prezydentów w naszej historii.
Jeśli ma rację, to znaczy, że dożyliśmy naprawdę złych czasów. Czasów – mówiąc delikatnie – niezbyt dobrego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Smutne to i głęboko niepokojące.


Komentarze
Pokaż komentarze (90)