Warto więc, by ci co tak mówią zobaczyli Lwów. Może uczciwość nakazałaby im przestać mówić o traconej polskiej szansie? Czy tak by było? Raczej wątpię…
Od dwóch dni jestem w Lwowie. I wiem, że ten tytuł to zwyczajny, prostacki banał. Bo po prostu warto zobaczyć to miasto. Chociaż bardzo zniszczone, to jednak przecież trudno o lepszy przykład żywotności polskiej kultury. Historii. Sztuki. Architektury. Gdyby je odrestaurowano to – bez cienia przesady – mogłoby ono startować w konkurencji piękna i europejskiego ducha, w rywalizacji z Paryżem, Rzymem czy Wiedniem. I – moim zdaniem – ze sporymi szansami na wygraną.
Jeśli jednak piszę dziś, że warto zobaczyć Lwów i jego okolice to piszę to przede wszystkim z innego powodu. Bo kiedy słyszę chór zawodowych narzekaczy, jak to tracimy naszą europejską szansę, jak grzęźniemy nie dokonując cywilizacyjnego skoku to polecałbym im właśnie wyjazd do Lwowa. By zobaczyli jak to jest, gdy szansa na cywilizacyjny skok naprawdę ucieka. Jak jej ucieczka grozi najzwyklejszą implozją. Jak zagrożone staje się to, co kiedyś było esencją i wzorem europejskiej, polskiej cywilizacji…
Warto więc, by ci co tak mówią zobaczyli Lwów. Może uczciwość nakazałaby im przestać mówić o traconej polskiej szansie? Czy tak by było? Raczej wątpię…
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (52)