Naprawdę zazdroszczę w tej sytuacji Pawłowi Moczydłowskiemu pewności siebie w tej sprawie. I nie zazdroszczę braku pokory.
Oglądam Fakty po Faktach w TVN24. Występuje Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Paweł Moczydłowski, były szef więziennictwa. Obaj dowodzą, że Mariusz Trynkiewicz powinien być na wolności. Tworzą swymi wypowiedziami atmosferę kompromitacji państwa.
W pewnym sensie mają rację. Pisałem o tym, że w jakimś stopniu każdy z nas, polityków jest winny przeoczenia i nie usunięcia prawnej luki, dzięki której - na skutek amnestii z 1989 roku – osobom oczekującym wówczas na karę śmierci, zamieniono ją na 25 lat więzienia. Dziś – jak Mariusz Trynkiewicz – wychodzą oni na wolność (http://jflibicki.salon24.pl/561190,winni-wolnosci-mariusza-trynkiewicza).
Tak. My wszyscy, jako politycy jesteśmy temu winni. Są jednak osoby winne mniej i bardziej. Kto jest winny bardziej?
Po pierwsze posłowie, którzy uchwalając w grudniu 1989 roku tę ustawę owej luki nie zauważyli. Czy ktoś jeszcze jest winny? Tak. Moim zdaniem ci, którzy wykonując wówczas ustawę o amnestii o tej luce nie informowali. A realizowała ją ówczesna służba więzienna, której – od 1990 roku - szefem był, uwaga, uwaga, Paweł Moczydłowski. I jakoś nie słyszę by dziś – występując w sprawie Trynkiewicza niczym prawdziwa medialna gwiazda – mówił, iż wówczas alarmował w tej sprawie opinię publiczną. A przecież powinien.
Cóż… Naprawdę zazdroszczę w tej sytuacji Pawłowi Moczydłowskiemu pewności siebie w tej sprawie. I nie zazdroszczę braku pokory.
Wygląda na to, że postawę Pawła Moczydłowskiego w sprawie Trynkiewicza opisał już swego czasu Pan Zagłoba. Diabeł w ornat się ubrał i ogonem na Mszę dzwoni…
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (14)