Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
367
BLOG

Otwarta Akademia, czyli Gazeta Polska w lustrze

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Społeczeństwo Obserwuj notkę 23

  

Naprawdę – mimo najszczerszych chęci – trudno mi odbierać tę inicjatywę inaczej, niż jako jęk zawodu, w większości emerytowanych już dzieci kwiatów, które widzą, że niestety ich młodzieńcze marzenia – być może i wzmocnione jakimiś modnymi wówczas środkami – zwyczajnie się nie realizują. Marzenia o wolności do wszystkiego i od wszystkiego. I to właśnie owemu jękowi zawodu przypisuję pomysł powołania do życia Otwartej Akademii. Inicjatywy, która nie jest dla mnie niczym więcej, niźli lustrzanym odbiciem Klubów Gazety Polskiej. Naprawdę tego chcecie?
 
W Poznaniu grupa naukowców, oburzonych odwołaniem spektaklu Golgota Picnic, powołała dziś do życia Otwartą Akademię, mającą – jak rozumiem – bronić zagrożonej wolności słowa i demokracji.
 
W jednym z akapitów manifestu, który to ogłasza, wspominają też o mnie. Dlatego właśnie pozwalam sobie odnieść się – dosłownie w kilku zdaniach – do ich inicjatywy. Piszą oni tak: „oto Prezydent tego miasta, spoglądając na tę demonstrację z okien swojego gabinetu dostrzega takie niebezpieczeństwo; oto wreszcie działacze PiS, w tym dezerterzy z tej partii, a obecnie członkowie rządzącej PO, jak Jan Filip Libicki, stają w obronie rzekomo atakowanych wartości chrześcijańskich” (http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36000,16199511,Przeciwko_panstwu_wyznaniowemu__Naukowcy_z_Poznania.html#LokPozTxt).
 
Muszę powiedzieć, że akapit ten niezwykle mnie ucieszył. Dotąd bowiem liczni adwersarze, zarzucali mi zwykle, że wraz z częstą zmianą partyjnych barw, zmieniałem też poglądy, ja zaś zawsze twierdziłem, że zasadnicze poglądy – zwane też przez niektórych światopoglądem – miałem, mam i zapewne zawsze będę miał stałe.  Naprawdę trudno o lepszy na to dowód niż powyższa opinia moich adwersarzy.
 
Należy do nich z pewnością także gotowość do przeciwstawiania się bluźnierstwom i ranieniu najintymniejszych uczuć współobywateli w imię fałszywie pojmowanej wolności ekspresji. I to niezależnie od tego czy ekspresja ta, w konkretnym wypadku, rani owe najintymniejsze uczucia katolików muzułmanów czy buddystów. Czy dotyczy wreszcie – na przykład – ranienia czyichś bliskich. Tak. Nawet wtedy, gdyby ktoś – właśnie w imię wolności ekspresji – obrażał będzie na przykład matki twórców Otwartej Akademii – też będę protestował.
 
Ale czy oni będą? Czy zniosą pseudo artystyczne ataki na swych najbliższych właśnie w imię owej wolności?
 
I na koniec. Naprawdę – mimo najszczerszych chęci – trudno mi odbierać tę inicjatywę inaczej, niż jako jęk zawodu, w większości emerytowanych już dzieci kwiatów, które widzą, że niestety ich młodzieńcze marzenia – być może i wzmocnione jakimiś modnymi wówczas środkami – zwyczajnie się nie realizują. Marzenia o wolności do wszystkiego i od wszystkiego. I to właśnie owemu jękowi zawodu przypisuję pomysł powołania do życia Otwartej Akademii. Inicjatywy, która nie jest dla mnie niczym więcej, niźli lustrzanym odbiciem Klubów Gazety Polskiej. Naprawdę tego chcecie?
 
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo