Łamanie art. 45 Konstytucji RP
Czy zwykły obywatel ma jeszcze jakieś prawa? Czy sąd może skazać niewinnego człowieka wbrew dowodom? Czy Polska jest praworządnym państwem?
2 obserwujących
24 notki
5353 odsłony
  275   0

Skandaliczna sprawa sądowa - odc. 4 - HISTORIA PRAWDZIWA

#Sądownictwo #przemoc #wymiarsprawiedliwosci

Następny odcinek (5)

Materiał opracowany na podstawie dowodów zgromadzonych w aktach sprawy oraz nagrań dokumentujących zdarzenia będące przedmiotem śledztwa i analizy procesowej na rozprawie sądowej.

Poprzednie odcinki:

Część 1    Część 2   Część 3

ciąg dalszy:

Marek R. od samego początku postanowił, że jego sposobem na uratowanie jego mieszkania będzie oskarżenie Bartka R. o stosowanie przemocy domowej wobec jego córki. "Dowodami" na to, jak na razie były interwencje policji. Do spokojnych rodzin przecież policja nie przyjeżdża, więc interwencje to już coś. A to, że policję on sam wzywał i policjanci niczego nie stwierdzali, to już mniejsza z tym. Marek R. był zaprawiony w bojach, jeśli chodzi o odwiedzanie instytucji wymiaru sprawiedliwości, ponieważ całymi latami prowadził boje sądowe i pisał dziesiątki zawiadomień na policję. To był jego sposób działania i załatwiania spraw. Na procesie sądowym Bartka R, sędzia oczywiście i o tym wiedziała, ale w ogóle nie brała pod uwagę pieniactwa Marka R. Przyjmowała jego zeznania jako wiarygodne. Za to niemalże w całości odrzucała zeznania rodziców Bartka R. oraz jego brata i bratowej.  

Wróćmy do sprawy. Doszło do spotkania i młodych z rodzicami kobiety w restauracji Kontrast, ponieważ Marek R. udawał, że chce rozmawiać na temat sprzedaży mieszkania. Spotkanie to jest nagrane, i faktycznie rozmowa toczy się wokół „technikaliów” jak to określił Marek R. związanych ze sprzedażą. Jednak do niczego nie dochodzi, a gdy już wszyscy się żegnali Marek R. wręcza swojej córce pismo, mówiąc że jest to stanowisko babci, że rodzice mają takie samo jak babcia stanowisko. Młodzi przeczytali pismo dopiero w domu, co nadal jest nagrywane. W piśmie było napisane, że mieszkania nie można sprzedać, ponieważ została zawiązana ustna umowa ze starszą panią o użytkowanie dożywotnie przez nią tego mieszkania. Oczywiście było to kłamstwo. Nie było żadnej takiej umowy. Nagrana jest reakcja kobiety na to pismo, która głośno płacze i krzyczy na swojego ojca, że robi jej to samo, co jemu robił jego ojciec. Jest jeszcze jedno nagranie, gdy kobieta spotyka się ze swoją babcią z pretensjami o to, że babcia podpisała nieprawdę. Babcia przez chwilę jest gotowa pójść do notariusza i napisać inne pismo, ale najwyraźniej przestraszyła się swojego zięcia i wycofała się z tego pomysłu. Nie było żadnej ustnej umowy o dożywotnie użytkowanie mieszkania przez starszą panią, ale Marek R. w taki fałszywy sposób potraktował swoja własną córkę.

Młodzi nie mogąc dogadać się z rodzicami kobiety, po wielu próbach rozwiązania polubownie sprawy, postanowili powierzyć problem zniesienia współwłasności mieszkania prawnikowi, który złożył stosowne pismo do sądu. Siostra żony Bartka R, będąca współwłaścicielką mieszkania nagranej rozmowie z siostrą zgodziła się na sprzedaż jej części mieszkania, ale udzieliła pełnomocnictwa ojcu, aby on reprezentował ją na sprawie o zniesienie współwłasności. Zapewne już wiedziała, że mieszkanie tak naprawdę wcale nie należy ani do niej, ani do siostry, więc zostawiła dalszą przepychankę o to mieszkanie ojcu. Marek R. na rozprawie sądowej przeciwko Bartkowi R, zeznawał, że jego młodsza córka (od której otrzymał pełnomocnictwo do walki o mieszkanie), domagała się od niego twardego stanowiska w kwestii sprzedaży mieszkania. Co też było kłamstwem, bo jest wspomniane nagranie sióstr, gdy się spotkały i porozumiały. Młodsza siostra na tym nagraniu mówi, że jak K... (żona Bartka R), chce sprzedać mieszkanie, to niech to zrobi, jej zależy na dobrych relacjach z siostrą. Czyli kolejne fałszywe zeznania Marka R.

I w tym momencie warto się zastanowić nad pewną istotną sprawą. Zadziwia bardzo, że sędzia prowadząca proces w ogóle nie brała tej kwestii pod uwagę. Mieszkanie należy do dwóch dorosłych kobiet. Jedna z nich założyła rodzinę, zaczęła samodzielne życie i w związku z tym, posiadanie wspólnego mieszkania z siostrą jest wręcz niedorzeczne. Dla każdego normalnie myślącego człowieka, to jest zwykła kolej rzeczy, że wchodzący w dorosłe życie młodzi, chcą się usamodzielnić. Histeryczna wręcz walka Marka R. o zablokowanie sprzedaży mieszkania, w tej sytuacji, powinna sędzi dać do myślenia. Ale próżne nadzieje. Sędzia przyjmuje bez mrugnięcia okiem argumentacje Marka R, że nie można było w żadnym razie dopuścić do sprzedaży mieszkania, ponieważ młodzi roztrwoniliby pieniądze i nie mieli by gdzie mieszkać. Inny absurdalny argument Marka R. był taki, że za połowę pieniędzy, jaką młodzi uzyskają ze sprzedaży mieszkania, nie kupią innego mieszkania. I tutaj można przytoczyć kolejne nagranie, gdzie żona Bartka R. na spotkaniu z babcią mówi jej, że mogą wziąć kredyt i dołożyć do pieniędzy ze sprzedaży mieszkania, by kupić swoje własne mieszkanie. Marzyli o wyjeździe do Krakowa. Bartek R. chciał tam pisać doktorat. Ukończył filozofię i myślał o karierze akademickiej.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale