23 obserwujących
358 notek
543k odsłony
  910   0

Kto chce ukraść Platformę?

Niezły cyrk w Platformie Obywatelskiej się zrobił. Donaldowi Tuskowi marzy się powrót do krajowej polityki, ale nie ma jak się do niej wkręcić. Był czas, że Tusk sondował swoją popularność w naszym społeczeństwie i wśród polityków, ale te próby, m.in. „uniwersyteckie wykłady” przynosiły rezultaty odmienne od zamierzonych. Tusk tymi próbami nic nie zyskiwał, a ci, którzy go wspierali, przede wszystkim szefowie opozycji, głównie PSL, nie tylko sami tracili, ale też pogrążali swoje partie. Sytuacja na opozycji zrobiła się na tyle nieciekawa, że niektórzy zwietrzyli w tym pewną szansę, jedni by w polityce w ogóle zaistnieć, a drudzy, by uszczknąć coś dla siebie. W ten sposób do polityki trafił dziennikarz celebryta, Szymon Hołownia, który powołał do życia, najpierw stowarzyszenie, a teraz już partię, Polska 2050, a wiceszef PO i prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, postanowił „wejść na wyższy poziom”, cokolwiek to znaczy, i walczyć o coś więcej, niż w tej chwili ma. Hołownia buduje coś od nowa, głównie podkradając innym partiom znanych polityków, a Trzaskowski we własnej partii buduje konkurencję oficjalnemu szefowi tworząc chimeryczne ruchy, których nazwy zmieniają się tak często, że szkoda je tutaj wymieniać. Tym harcom wymienionych dwóch panów bezradnie przygląda się szef Platformy, Borys Budka, którego nikt nie pyta o zdanie, a który pewnie ma poczucie, że tych dwóch, a i ten trzeci, z dalekiej Brukseli, chcą mu Platformę ukraść. Do tej konkurencji coraz śmielej wkracza Grzegorz Schetyna, któremu Platformę podebrał, ponoć w demokratyczny sposób, wspomniany Budka. To Platformerskie zamieszanie, to istny „cyrk na kółkach”, chciałoby się powiedzieć, gdyby to było śmieszne, a wcale nie jest, bo przecież o Polskę też tu chodzi.

Dlaczego zamieszanie w Platformie nazywam „cyrkiem na kółkach”? Przyjrzyjmy się temu, kto o przywództwo w PO chce walczyć.

Donald Tusk(?), były szef PO i zarazem były premier Polski, który swoją partię i swój kraj opuścił dla czystej prywaty, nie zważając na to, że Platforma bardzo go wtedy potrzebowała, bo nie miała dobrego kandydata na zastępstwo, a krajowi groził „najazd” PiS-owców, co wszystkim było wiadome? Ten polityk ma teraz zbawiać kraj, który wiele lat temu porzucił. Przyjeżdżał, sondował, przemawiał i co, wierzy, że tu na niego czekają? Jeżeli ktoś czeka, to najwyżej sam Budka i jego najbliższe otoczenie, bo Tusk, to dla niech jedyna szansa, by w polityce zostali. Budka sprowadził szefowanie Platformą do takiego poziomu, że jak sam nie odda władzy, to mu ją brutalnie zbiorą, a to byłoby dla niego bardzo bolesne.

Rafał Trzaskowski(?), polityk „od parady”, od przemówień „wiecie rozumiecie”, z których nic nie wynika, a który sam do niczego porządnie nie potrafi się zabrać. Cierpi na tym Warszawa, której prezydent częściej organizuje coś na tzw prowincji, w Gdańsku, czy w Olsztynie, bo w samej Warszawie, oprócz paradowania na „Paradzie (nie)Równości” niczym ostatnio się nie wykazał, a o jego wcześniejszych inicjatywach lepiej zapomnieć. Z tej „mąki” ma się upiec dobry chleb? Bez szans na powodzenie

No i ten trzeci, Borys Budka, od którego tyle tylko zależy, komu zechce ułatwić start po swoje stanowisko, Tuskowi, który, w razie przejęcia Platformy, może jakoś o Budkę zadba, czy Trzaskowskiemu, który w pewien sposób pod budką ciągle kopał, ogłaszając swoje inicjatywy, których wprawdzie nie realizował, ale Platformę i samego Budkę zdecydowanie osłabiał. Budka tracił, a kto zyskiwał?

Na koniec czarny koń tego wyścigu na opozycji, Szymon Hołownia, kompletny amator w polityce, ale na swój sposób na tyle cwany, że jego Polska 2050, przynajmniej w sondażach, przegania partię, która ciągle uważa, że głównie, a może i wyłącznie za jej sprawą PiS może stracić władzę. Hołownia podkrada posłów opozycji, a pośrednio staje się alternatywą dla skompromitowanej Platformy, którą może, w pewnym sensie, przejąć, bo to do niego głównie będą uciekać ci, którzy, z różnych względów w Platformie być już nie zechcą.

Tak oto na naszych oczach, „najbardziej demokratyczna”, „najbardziej liberalna”, „najbardziej europejska”, ba, „najbardziej praworządna”, ach te jej inicjatywy na tym polu w PE, partia stroi sobie żarty z demokracji i urządza przetarg na stołek przewodniczącego partii, którego nie mają rozstrzygnąć wybory, a zakulisowe ustalenia. Co na to takie Platformerskie tuzy, jak Radek Sikorski, Grzegorz Schetyna, Małgorzata Kidawa, Tomasz Siemoniak, Aleksandra Dulkiwicz i wielu innych prezydentów dużych miast, którzy swoje polityczne ambicje tez mają? A ponadto, Tusk chce zostać szefem partii, którą przez długie lata niepodzielnie zarządzał, z której ponoć awansował na polityczne szczyty, po których żaden nasz polityk jeszcze nie chadzał? Chce wrócić na miejsce, które w wielu oczach nie będzie awansem, a wręcz degradacją? Tusk może mieć jednak inny plan, a Platforma ma mu tylko ułatwić jego realizację. W Europie Tusk nie ma już czego szukać, stracił poparcie promotorki, Angeli Merkel, która już nic nie może, więc mógł mu wpaść do głowy pomysł bycia prezydentem Polski, z takiego stanowiska nie byłoby wstyd przejść mu na polityczną emeryturę. Tylko jest w tym pomyśle, jeżeli Tusk go ma, pewien haczyk, tego już nie da się załatwić pokątnie, z politykami PO, a start w prawdziwych wyborach niesie zagrożenie przegranej, która Tuskowi mogłaby zepsuć całkiem dostatnią emeryturę, którą zapewnia mu UE.


Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka