23 obserwujących
358 notek
543k odsłony
  1062   5

Nikt tak nie zaszkodził UE, jak A.Merkel, czyli, kto rozwala UE, bo na pewno to nie Polska

Wczoraj rano szef Gazpromu przekazał informację, że zakończono budowę NS2. Obie „rury”, NS1 i NS2 są gotowe do pracy, trzeba tylko jeszcze jakieś formalności papierkowe przeprowadzić, przeciąć wstęgi i gaz popłynie. W najbliższych dniach Angela Merkel, żegnająca się ze stanowiskiem kanclerza Niemiec, jedzie do Moskwy, by pożegnać się z Putinem, bo jako najważniejsze osoby w swoich państwach spotykać się już nie będą. Taka dosyć dziwna zbieżność, skończono oba Nordstrimy, a tych dwoje spotyka się, by się pożegnać. Może „przy okazji” oboje będą przecinać też wspomniane wcześniej wstęgi, by uczcić uzależnienie Europy do woli tych dwóch państw, które będą teraz w tandemie hegemonem rządzącym europejską energetyką? W 1949r NATO, a w 1952 EWWiS, zalążek UE powstały po to, by być przeciwwagą dla nieistniejącego już Związku Radzieckiego, co miało być gwarancją, że wschodni kolos na glinianych nogach, ani militarnie, ani gospodarczo, nigdy nie stanie się potęgą zagrażającą Europie. No i ZSSR gonił tę Europę, gonił, ale dystans, gospodarczy na pewno, miast się zmniejszać, zwiększał się coraz bardziej. Na użytek tego artykułu odłóżmy sprawy militarne na chwilę na bok, bo jednak sama UE, bez NATO i bez Wielkiej Brytanii, to „cienias”, ale gospodarczo, Rosja, spadkobierczyni upadłego ZSSR, jest daleko za ….., nie napiszę tego, bo zostanę posadzony o rasizm, a jeszcze dalej za UE. Sprawa się jednak mocno komplikuje, numer, jaki wycięły nam (UE, a w zasadzie prawie całej Europie), Niemcy z Rosją, przy błogosławieństwie USA J.Bidena, może to wszystko zmienić. Pani Merkel w swojej podróży do Moskwy zrobiła sobie małą przerwę i wstąpiła dzisiaj do Warszawy. Co ta pani chce nam jeszcze powiedzieć?

Rosja, w tym również ta radziecka, przez długie lata próbowała gonić świat kopiując jego rozwiązania, jak i gdzie tylko się dało. Ale, żeby coś dobrze skopiować, to trzeba umieć to zrobić, a i z takimi umiejętnościami u naszego wschodniego sąsiada też różnie bywało. Sam tego doświadczyłem w swojej pracy zawodowej, kiedy przyszło nam oceniać urządzenie, kupowane wtedy jeszcze od komunistycznej Rosji, zerżnięte na żywca z amerykańskiego, które miało tę wadę, że nie działało, a wymagało wysokich nakładów, na zainstalowanie go w pewnym, przemysłowym ciągu technologicznym. My te niedziałające urządzenia, mimo ich negatywnej oceny, kupowaliśmy, budowaliśmy wokół nich całą infrastrukturę, bo tak trzeba było robić dla podtrzymania przyjaźni polsko-radzieckiej. Decydowali o tym ludzie, że tak „wywalaliśmy pieniądze w błoto”, z tego samego gremium (z PZPR), którzy siedzą teraz w PE i uchodzą za ekspertów od praworządności, gospodarki i finansów.

Z kopiowaniem cudzych rozwiązań jest coraz trudniej, bo zmiany w przemyśle, nowych technologiach i informatyce następują tak szybko, że podkradanie obcych pomysłów i rozgryzanie ich trwa zbyt długo, by takie wdrożenia się opłacały. Tak też jest z przemysłem wydobywczym, na którym opiera się gospodarka Rosji. Tam wiele złóż surowców mineralnych leży w tak trudnych i odległych terenach, że wydobycie ich i przetransportowanie do odbiorców wiąże się z nie lada wyzwaniem, a bez nowoczesnej techniki jest to wręcz niemożliwe. I tu zachodnie potęgi gospodarcze, wywodzące się z państw, które, przynajmniej oficjalnie, niekoniecznie są z Rosją zaprzyjaźnione, idą z nią na „zgniły kompromis”. Już lata temu, również w pracy zawodowej, spotykaliśmy się z firmami angielskimi i amerykańskimi, bez których Rosja nie byłaby w stanie wydobywać ropy z terenów, w których przez większość roku panowałby bardzo niskie temperatury. Jak to więc jest, że z jednej strony na Rosję nakłada się sankcje gospodarcze, za jej rozpasany totalitaryzm i zaborczość wobec najbliższych sąsiadów, a z drugiej strony robi się z tym krajem interesy, dzięki którym ten ewidentny przeciwnik wielu demokratycznych państw i stabilizacji pokoju na świecie, zbroi się „po zęby”? Takim interesem jest teraz zakończona budowa dwóch rurociągów gazowych, NS1 i NS2, która nie tylko pozwoli Rosji zarabiać niemałe pieniądze, ale przede wszystkim pozwoli jej wywierać olbrzymi wpływ na politykę poszczególnych państw należących do UE, jaki na samą Unię.

Unijni decydenci od lat, szczególnie od 2015r, kiedy to PiS przejęło władzę w Polsce, zrobili sobie z Polski przysłowiowego „chłopca do bicia” i czepiają się wszystkiego, co obecne władze chcą w Polsce zmienić. To nie psuje Unii reforma polskiego sądownictwa, to wtłaczają nam na siłę genderową ideologię, która z tzw aktywistów środowiska LGBT+ robi święte krowy”, to nie zgadza się na to, by o działalności mediów w Polsce decydowali sami Polacy. Doszło do tego, że KE wnioskuje do unijnego sądu (TSUE), o nałożenie na Polskę kar za wyimaginowane przewiny, że wstrzymuje nam należne wypłaty z unijnych funduszy, na które my również się składamy, bo, jak to twierdzi polska totalna opozycja, ręka w rękę idąca z unijnymi decydentami, Polska zagraża unijnej jedności. A z drugiej strony mamy przykład niemieckiej pani kanclerz, która na Unię ściągnęła dwie klęski, z których nasz region nie wyzwoli się przez lata, a może i przez wieki. Te klęski, to ściągnięcie do Europy tysięcy, a pewnie już milionów imigrantów, którzy rozwalają jako taki porządek, mozolnie wypracowywany przez długie lata między poszczególnymi państwami i zakończone inwestycje NS1 i NS2, które dają Rosji i Niemcom bat na inne państwa, które korzystając z „łaskawości” dostarczycieli energetycznych mediów będą musiały tak „skakać, jak ci dostarczyciele im zagrają”. Kłopoty UE z Polską, wydumane, wykrakane, wręcz wyproszone przez naszą opozycję, to mały pikuś wobec tego, co zgotowały Unii Niemcy i Rosja, za przyzwoleniem nowego prezydenta USA, skrajnego liberała, Joe Bidena.

Merkel jest dzisiaj w Warszawie. Co zechce nam powiedzieć? Czy warto jej w ogóle słuchać? Jest w stanie zapobiec katastrofie, jaką na UE sprowadziła? A może zechce nas przeprosić, za to wszystko, o co Polska jest oskarżana i przywoła, choć pewnie już nie bardzo może, swoją koleżankę, szefową KE, Ursulę von de Layen, by się nie wygłupiała ze swoimi „strachy na Lachy” i pamiętała, że w dużej mierze to Polsce zawdzięcza, że jest dzisiaj tym, kim jest.


Lubię to! Skomentuj45 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka