23 obserwujących
367 notek
556k odsłon
  1336   2

5o twarzy Donalda Tuska, z opozycją w tle

Liberalny zbawca narodu, Donald Tusk, nikogo pewnie już swoimi wypowiedziami, ani działaniami nie zaskoczy, bo co by jeszcze nie powiedział, ani czego by nie zrobił, temu nikt dziwić się nie będzie. Ostatni numer, jaki Tusk wyciął swoim kolegom z zarządu PO pewnie tylko ich samych zaskoczył, bo, że Tusk przed jesiennymi, partyjnymi wyborami będzie sobie czyścił przedpole, było raczej niż pewne.

Tusk w licznych swoich wypowiedziach często sam sobie zaprzeczał, w odniesieniu do tego, co już wcześniej mówił, ale ostatnie jego wypowiedzi zaczęły naruszać mozolnie wypracowywaną przez lata doktrynę polskich liberałów. Za tą doktryną kryły się, m.in., określenia, cytaty z pamięci: „polskość, to nienormalność”, „przed biskupem i księdzem klękać nie będę”, „granice Polski powinny być otwarte dla imigrantów”, „piniendzy”, na to i na tamto, „nie ma i nie będzie”, to akurat mówił kto inny (V.Rostowski), ale w jego imieniu, podobnie, jak i to, że „naszych, póki będą w PO żaden sąd nie ruszy” (S. Neumann).

 Te w/w „mądrości” były ważne wtedy, kiedy D.Tusk stał mocno na nogach, walczył z opozycją wobec własnego rządu w Polsce, albo przemawiał z oddali, ze Strasburga, Brukseli, czy innego Berlina, kiedy po mało spodziewanym awansie w strukturach UE, wałęsając się po unijnych korytarzach próbował udowodnić, że na ten awans zasłużył. Udowadniał swoją przydatność gadaniem, „nadawaniem” na Polskę, na polski rząd, który, ani jemu, ani polskiej opozycji, ani unijnym urzędom nie pasował, bo nie wywodził się z liberalnego środowiska. Awans był, jednak zdobyte przez byłego premiera unijne pozycje okazały się nie do utrzymania, a Tusk musiał się oswajać z myślą, że wraca na krajowe podwórko i nie ma żadnej gwarancji, że będzie przez własne środowisko dalej uważany za „number one”, że jest najważniejszy.

Tusk wrócił do polskiej polityki, choć pewnie nie tak, jak chciał i jak wróżyli mu niektórzy, przychylni mu wielbiciele jego politycznego talentu. Ten jego powrót, to nie był „wyjazd na białym koniu”, nie witały go już tłumy na peronach odnowionych dworców kolejowych, co jeszcze się zdarzało, kiedy Tusk przyjeżdżał do Polski na próbne wypady, by „badać grunt” przed ostatecznym powrotem. Każdy kolejny jego przyjazd, zamiast zjednywać mu zwolenników, rodził coraz więcej wątpliwości, czy na pewno na takiego „zbawcę narodu” Polska czeka. Przy powitaniach było coraz mniej ludzi, coraz mniej kwiatów i coraz mniej oklasków po przemówieniach Tuska. Pamiętamy jego niesławne „wykłady” na uniwersytetach, atakowanie Kościoła, chrześcijaństwa i obecnej ekipy rządowej, co jedno z drugim było połączone, w sposób, który nawet zapraszani na te spektakle goście specjalni, z czołowymi politykami naszej opozycji na czele, przyjmowali niezbyt entuzjastycznie. Niejeden polityk, np. z PSL-u, wstydzi się teraz tamtych obecności na wspomnianych „wykładach” i skromnych, bo skromnych, ale jednak, oklasków, jakimi te wykłady nagradzał. Tusk to słabnące zainteresowanie jego osobą pewnie zauważył, ale do Polski wrócił, a może został tu zesłany, bo, z takich, czy innych powodów, wrócić musiał. Kto wie, może została mu powierzona nowa, ważna misja, sprowadzenia Polski na „właściwe” unijne tory, z których, wg mniemania unijnych decydentów i ich akolitów, Polska zaczęła zjeżdżać?

Tusk po powrocie do kraju niezbyt długo starał się o pozycję „number one” w swojej dawnej partii, bo jak sam kiedyś pouczał swoich kolegów, rwących się do władzy, by nie liczyli na to, że ktoś im tę władzę poda na tacy, że o to trzeba walczyć, a on, praktycznie bez walki, sam sobie tę władzę wziął. Beznadziejny poziom przywództwa w Platformie Obywatelskiej, który nastąpił „po Tusku”, kiedy tego wywiało do Brukseli, zdecydowanie to zagarnięcie władzy zdetronizowanemu „królowi” Europy ułatwiło. I nikt, poza jednym słabym głosem Rafała Trzaskowskiego, przeciwko temu zawłaszczeniu nie protestował. Zdetronizowany Borys Budka, wykopani z zarządu PO, Ewa Kopacz i Bartosz Arłukowicz, ani ten czwarty „wice”, Tomasz Siemoniak, skorzystali z okazji i siedzieli cicho. Czy im się to opłaciło? Po ostatniej aferze związanej z obecnością różnych polityków na urodzinach u red. Roberta Mazurka z radia RMF FM, po których Budka i Siemoniak stracili funkcje wiceprzewodniczących PO, pewnie swojej uległej postawy wobec Tuska teraz mocno żałują. Tusk, niewdzięcznik, szczególnie wobec Budki, zachował się jak lis wpuszczony do kurnika, bierze, co wg jego mniemania mu się należy. Tusk jest jednym z trzech założycieli Platformy, ale jedynym, który jest jeszcze czynnym politykiem i najwidoczniej uznał, że nikt mu w PO „nie będzie fikał”, skoro on sam z założycieli się ostał. Tak oto towarzyskie spotkanie na imieninach redaktora, który prowadzi wywiady z politykami wszystkich politycznych opcji, stało się przyczyną dalszych czystek w zarządzie PO zapoczątkowanych powrotem Tuska do krajowej polityki. To jest ta polityka miłości, którą były „król Europy” uprawia od dawna zarzucając PiS, że to przede wszystkim ta partia dzieli Polaków na zwaśnione plemiona. Tusk jest „mistrzem” w metodzie uprawiania władzy polegającej na trzymaniu się reguły „dziel i rządź”.

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka