23 obserwujących
368 notek
558k odsłon
  160   3

TSUE i „wolne sądy” to czysta polityka, pozbawiona obiektywizmu i apolityczności

Orzeczenie wiceprezes TSUE, wydane jednoosobowo, o nałożeniu na Polskę horrendalnych kar za niewykonanie jej wcześniejszego orzeczenia, żądania, by natychmiast zamknąć kopalnię w Turoszowie, to wyraz niesamowitej buty sędziny przekonanej, że jej wszystko wolno. To kolejny przykład, że „elitarni” sędziowie rzeczywiście uważają się za nadzwyczajną kastę, której obowiązki i prawa zależą wyłącznie od nich samych. Trybunał (TSUE), który rzekomo jest powołany do tego, by stać na straży przestrzegania unijnych traktatów, sam je w oczywisty sposób łamie, bo nigdzie takiego zapisu we wiadomych traktatach nie ma, które by dawały jego sędziom uprawnienia do podejmowania takich decyzji, jak w/w.

O konieczności bycia sędziów apolitycznymi, obiektywnymi i niezależnymi nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Opisuje to zresztą nasza konstytucja, której wszyscy obywatele naszego kraju powinni przestrzegać. Sędziowie i wszyscy inni prawnicy powinni przestrzegać konstytucji w sposób szczególny, ponieważ to oni najlepiej zdają sobie sprawę z tego, w jaki sposób tę konstytucję można złamać. Jeżeli sędzia sam sobie nadaje uprawnienia, które mu z mocy prawa nie przysługują, powinien być nie tylko za to napominany, ale w przypadku notoryczności takich zachowań powinien być z piastowanego przez siebie urzędu usuwany. Czy tak się dzieje? Na pewno nie u nas, tu sędziowie zupełnie nie kryją swoich politycznych sympatii, podważają kompetencje innych sędziów, często swoich przełożonych, a nawet rezerwują sobie prawo do decydowania, kto sędzią jest, a kto nim nie jest. Izba Dyscyplinarna powołana w SN do dyscyplinowania wspomnianych sędziów jest przez polską totalną opozycję krytykowana, bo jakże by mogło być inaczej, a TSUE i KE oczywiście stoją po stronie opozycji. Niby unijne organy nie mają prawa wtrącać się w organizację sądownictwa w poszczególnych krajach, ale jak wiemy stale to robią, a także grożą nam sankcjami finansowymi za rzekome łamanie praworządności, których w żadnych przepisach traktatowych nie ma.

Sędziowie w swoich orzeczeniach powinni być absolutnie obiektywni, ale dobrze wiemy, że często ich wyroki z obiektywnością nie mają nic wspólnego. Oto całkiem niedawno sąd rejonowy w Warszawie wydał wyrok uniewinniający pewnego profesora prawa, który nazwał TVP gebelsowskimi mediami. Ten pan, jak podaje Wikipedia, ”polski prawnik, filozof, politolog”, jest przesiąknięty polityką z czasów PRL, bo wypływało to z jego tradycji rodzinnych i najpewniej z jego własnego przekonania. Bez tego przekonania ten pan by się nie fatygował z dalekiej Australii przyjeżdżać do Europy, by w UE domagać się sankcji wobec Polski, która w obecnym kształcie i z obecnym rządem nie spełnia jego oczekiwań. Oskarżanie polskiej telewizji o gebelsowską propagandę, świadczy o tym panu, a uwalnianie tego pana z odpowiedzialności za takie pomówienia przez „wolny sąd” świadczy o tym sądzie i jego sędziach, którzy taką decyzję podjęli. „Wolne sądy” mają swoje „zasługi”, które przejawiają się m.in. w uwalnianiu z win ewidentnych przestępców. Oto całkiem niedawno wyszła na wolność pani, która przysłużyła się do afery Amber Gold, „bo z więzienia nie mogła wychowywać swojego dziecka”. To iście humanitarny gest, tylko, że wspomniany sąd przez osiem i pół roku nie może dokończyć procesu sądowego, ani wydać ostatecznego wyroku, bo ten już zasądzony stale nie jest prawomocny. Co ciekawe, ten sąd działa na terenie, na którym firma Amber Gold miała swoją siedzibę, na którym mieszkali główni bohaterowie tej afery i którzy, jak piszą o tym media, byli mocno powiązani z tamtejszymi miejskimi układami, uwikłanymi w różne podejrzane interesy. Czy w takiej sytuacji ten sąd powinien w ogóle się tą sprawą zajmować? Podejrzanych wyroków „wolnych sądów” jest wiele, o wielu z nich się pisze, bo dotyczą znanych ludzi, albo znanych afer, a o ilu takich sprawach nigdy się nie dowiemy, bo dziennikarze się nimi nie zainteresowali?

Sędziowie z nadzwyczajnej kasty znaleźli sobie teraz nowe hobby, wyłączają się z orzekania w sprawach, do których przypisano sędziów, którzy, wg tych pierwszych, sędziami nie są. By nie używać mocniejszych słów, „burdel” w sądownictwie przez takie postawy robi się coraz większy, a „zatroskana” opozycja już się martwi, jak my kiedyś z tego wyjdziemy. Nie wyjdziemy z tego nigdy, jeżeli sędziowie będą przyznawali sobie prawo do wszystkiego, także do tego, co z łamaniem prawa się wiąże.

Obecnie toczy się proces wyłaniania naszego kandydata do TSUE, bo nasz obecny przedstawiciel, w tym coraz mniej szacownym gremium, kończy swoją drugą kadencję. Pan sędzia, nominowany na tę funkcję w 2009r i ponownie w 2015r, bezsprzecznie mocno związany z poprzednia koalicją rządzącą, bo przecież to za jej rządów otrzymał swoje nominacje, wypowiadał się niejednokrotnie nieprzychylnie o obecnym polskim rządzie. Teraz Polska ma wytypować nowego kandydata do TSUE, z czym pewnie będzie niemały problem, bo taki kandydat przed objęciem funkcji sędziego w Trybunale musi być jeszcze zatwierdzony przez różne unijne instytucje. Skoro w Polsce ogromnym problemem było wyłonienie nowego RPO, to, dlaczego powoływanie nowego, polskiego sędziego TSUE miałoby się odbyć bez kłopotów? Czy znowu wyślemy na ważny urząd kogoś, kto będzie bronił tylko wąskiej grupy polskiego społeczeństwa, bo tak zechcą unijni decydenci?


Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka