Blog
Demokratyczny konserwatysta
jurekw
jurekw Jerzy Wawro, informatyk
38 obserwujących 541 notek 635308 odsłon
jurekw, 3 września 2010 r.

O właściwych znaczeniach słów

465 46 0 A A A

 

Czasem wyrwana z kontekstu wypowiedź zaczyna żyć własnym życiem stanowiąc najkrótszą charakterystykę jej autora. Spory wokół interpretacji takich wypowiedzi mogą trwać dziesięciolecia. Pewnie każdy zna fragment wypowiedzi Bronisława Komorowskiego na temat Lecha Kaczyńskiego: prezydent gdzieś poleci i wszystko się zmieni. Albo fragment eseju Donalda Tuska:Polska to nienormalność.Najstarszym takim cytatem w III RP jest 'gruba kreska' Mazowieckiego. Szczerze mówiąc, nieco irytują mnie te manipulacje cytatami. Przecież oczywiste jest że Komorowskiemu chodziło o mianowanie ambasadorów, Tuskowi o szczególne naznaczenie polskością, a Mazowieckiemu o wspólny wysiłek dla dobra kraju ludzi z różnych stron barykady.

Kto sądzi inaczej musi być jakimś zacietrzewionym oszołomem.

To moje przekonanie zostało ostatnio wystawione na ciężką próbę.

Miałem ambitny plan zrobienia okolicznościowego kalendarium z historii "Solidarności". Skończyło się na jednym dziesięcioleciu.

Rok 1990 był tak obfity w wydarzenia, że należałoby mu poświęcić odrębne opracowanie. Kilka z tych (i późniejszych) zdarzeń ułożyło się w ciekawą historię, którą chciałbym tu przypomnieć.

 

W styczniu 1990 rozpoczęła się 'terapia szokowa'. Olbrzymie podwyżki cen (węgiel 600%, energia elektryczna 400%, cieplna 500%, gaz ziemny 250%, benzyna 100%), rosnące bezrobocie (na koniec roku przekroczy 6% pomimo wysyłania ludzi na renty i wcześniejsze emerytury), przedsiębiorstwa i prywatne osoby zaczynają wpadać w pułapkę zadłużeniową.

W tym czasie PZPR przepoczwarzyło się w SdPR i zaczyna swoje ciemne interesy - za pieniądze przekazane Rakowskiemu przez wysłanników KGB. Jak grzyby po deszczu powstają spółki nomenklaturowe (wkrótce będzie ich półtora tysiąca - dla porównania wszystkich przedsiębiorstw państwowych było około 8.5 tys).

Co w tym czasie robi premier Tadeusz Mazowiecki? Co mu spędza sen z powiek? Odciął się wszak grubą kreską od przeszłości, więc zamartwia się przyszłością. Czy reformy się powiodą? Czy społeczeństwo wykaże cierpliwość i zrozumienie... Tak sobie wówczas to wyobrażałem....

 

Pazerność i bezczelność komunistów była wówczas nieokiełznana. Przez granice przelewały się hektolitry alkoholu bez cła (afera alkoholowa), komputery sprzedawane w kraju bez podatku przez "Igloopol" (jako produkcja rolna), rozkręca się afera rublowa (straty skarbu państwa idą w miliardy), FOZZ działał w najlepsze (bynajmniej nie wykupując zgodnie z przeznaczeniem polskich długów). TUiR "Polisa" przekształca się w spółkę akcyjną by dać zarobić Kwaśniewskim i Oleksom (później ten przypadek posłuży Balcerowiczowi jako argument, że Polacy nie potrafią prowadzić biznesu w sektorze finansów i trzeba wszystko sprzedać). SdPR zaczyna wyprzedaż majątku PZPR w obawie przed jego przejęciem przez państwo (nawet gdy PZPR weszło w posiadanie tego majątku z naruszeniem prawa i toczyły się sprawy sądowe).

 

I wtedy stało się prawdziwe nieszczęście. Poseł Jan Łopuszański zaproponował, by znacjonalizować majątek PZPR. Jeśli ktoś patrzy na tamte czasy przez pryzmat gadzinówki Michnika, to powinien wiedzieć dlaczego Łopuszański dostąpił zaszczytu bycia największym oszołomem początków III RP. Ale oszołomy mają to do siebie, że rzadko się wycofują. Sytuacja była niebezpieczna. Mazowiecki nie mógł tak tego zostawić. Interweniował w Sejmie, prosząc o wycofanie ustawy. Obiecał że sprawą zajmie się powołana przez niego komisja rządowa. Ustawę wycofano, a komisja dogadała się z komunistami w ten sposób: to coście nagrabili z naruszeniem komunistycznego prawa - trudno, musicie oddać; a co do reszty - uznamy że to powstało ze składek członków PZPR i jest wasze. W kwietniu, gdy szczegóły tych uzgodnień trafiły do Sejmu, sprawozdawca - Andrzej Kern je zakwestionował. Wrócono do prac nad ustawą i 9 listopada Sejm przyjął rozwiązania zbliżone do propozycji Łopuszańskiego. Niezwykle istotną rolę w walce o tą ustawę odegrał ponownie Andrzej Kern. Na szczęście dla komunistów 'ich prezydent' nie podpisał ustawy (do 'człowieka honoru' oczywiście nikt nie miał o to pretensji) i zyskali czas na dalszą grabież. Ustawę podpisał po wyborach Lech Wałęsa.

 

Ta historia pokazuje, jakie było zaangażowanie Tadeusza Mazowieckiego w tym czasie. Nawet jeśli oszołomy interpretują fałszywie jego słowa, to ta interpretacja wydaje się bardzo trafnie opisywać jego postawę.

 

Nieco później miały miejsce wydarzenia, które prawdopodobnie stanowią epilog tej sprawy.

Gdyby Andrzej Kern znał historię Trockiego, to pewnie nie byłby taki odważny. Komuna jak mafia - nie zapomina nigdy.

Ówczesny marszałek sejmu miał szesnastoletnią córkę. Zbałamucił ją jakiś typek, który razem ze swą mamuśką zaczął dziewczynie mieszać w głowie. Po latach wspomina ona, że budziła się w nocy, przerażona tym jak bardzo nienawidzi swoich rodziców. W końcu dziewczyna decyduje się na ucieczkę z 'ukochanym'. Znajdują schronienie u szemranego biznesmena, szefa "Kongresu Aferałów" (to ta partia której wówczas prezesował obecny premier) w Łodzi, Baranowskiego. Zrozpaczony ojciec po bezskutecznych próbach odszukania córki zgłasza to na policję i występuje z apelem w telewizji. Wtedy do akcji wkracza organ Michnika. Jeden z jego pismaków, Jacek Hugo-Bader pisze artykuł pod tytułem "Mezalians", piętnując bezprzykładne nadużycie władzy przez marszałka Kerna. Do nagonki przyłączają się wszystkie media.

Młodym urządzają ślub i wesele, na którym bawi się w najlepsze między innymi kanalia Jerzy Urban. On to obwieszcza światu zwycięstwo: "Były wicemarszałek Sejmu Kern jest już chyba skończony w oczach opinii publicznej". I oczywiście miał rację.

Chciano go dobić natychmiast. Tak to po latach opisuje Agnieszka Rybak:

"W Sejmie dochodzi do głosowania nad odwołaniem wicemarszałka. Dwa kluby: SdRP i Unii Demokratycznej, zarządzają dyscyplinę przy głosowaniu. Gdy wniosek mimo to nie przechodzi, prof. Bronisław Geremek uderza w najwyższe tony: 'Sejm dokonał aktu samokompromitacji. Instytucja, która nie potrafi ludzi społecznie skompromitowanych - chociażby nosili oni tytuł wicemarszałka Sejmu - skłonić do zrzeczenia się funkcji, sama jest sobie winna'".

Na szczęście upadł rząd Suchockiej i były nowe wybory, w których Kern już nie wystartował.

 

Minęło prawie dwadzieścia lat. Pan Tadeusz po starem bawi się w dostojnego mentora. A niezależni i bezstronni dziennikarze ubolewają nad poziomem debaty publicznej.

 

Trudno. Taki świat.

Ale kiedy zobaczyłem dzisiaj na pierwszym miejscu Salonu24 tekst ówczesnego przybocznego Michnika, który pisze coś o standardach, to nie zdzierżyłem. Chyba są jakieś granice przyzwoitości? Mój tekst na pewno się nigdy w tak zaszczytnym miejscu nie pojawi. Ale smrodu od tej zgnilizny dzięki temu nie ubędzie.

Opublikowano: 03.09.2010 21:08.
Autor: jurekw
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Trzeba by stworzyć społeczną listę tych gówniarzy, żeby czasem nieświadomy niczego pacjent...
  • Jakiś czas temu przestałem tu publikować. Ale jeszcze z przyzwyczajenia czytuję i czasem coś...
  • Jakiś sukces trzeba mieć. Przecież nie będą braku demokracji szukać w np. Francji czy Turcji

Tematy w dziale Kultura