Mówiono o gigantycznych aferach, nadużyciach, państwie rzekomo przejętym przez partyjnych nominatów. Tymczasem gdy po latach zapowiedzi przyszło do przedstawienia konkretów, jednemu zarzuca się chęć wyremontowania budynku prokuratury, a drugiemu... awansowanie urzędnika z jednego stanowiska na drugie.
Z zaciekawieniem odsłuchałem wczoraj najpierw relacje w mediach, a potem konferencję. Nie zawiodłem się. To jest za każdym razem to samo. Żurek ogłosił przełom. Wolne media z niemieckim kapitałem wtłoczyły ciężkie nagłówki: "Patryk Jaki znów może stracić immunitet. Jest wniosek o przymusowe doprowadzenie", "Prokuratura żąda zatrzymania Patryka Jakiego", a pan Bartosz Wieliński, nasza klasowa pieczareczka w tym klasowym oborniku, napisał tak: "Patryk na pewno studiuję teraz mapę Europy. Lub globus Waldemar Żurek przekazał do Przewodniczącej Parlamentu Europejskiego wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie europosła Patryka Jakiego do odpowiedzialności karnej oraz jego zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie".
Człowiek czyta i myśli: no dobrze, skoro używa się tak poważnych środków, to musi chodzić o naprawdę grubą sprawę. A potem przychodzi zderzenie z rzeczywistością.
Jakież było moje niezdziwienie, gdy już przeczytałem tekst. Otóż statystyczny fan sekty Giertycha, gdyby tylko miał mózg i myślał, z treści udostępnionej przez prokuraturę wysnułby 3 wnioski.
Podkreślam słowo "gdyby".
Pierwszy wniosek jest taki, że wszystko, co słyszał do tej pory o tych pracach dla więźniów, NIKach banasikach, okazało się nieprawdą, bo Żurek przyklepuje chłopu... przeniesienie urzędnika ze stanowiska na stanowisko. I żeby nie szukać daleko, to współpracowniczka pana ministra Żurka, pani Ewa Wrzosek, jako prokurator z z*piździ*wa dolnego, została nagle delegowana do Ministerstwa Sprawiedliwości, utworzono dla niej specjalne, nieistniejące wcześniej stanowisko, aby została radcą generalnym w Biurze Ministra.
Dzieje się to w tym samym czasie, gdy w zarządzie spółki MESKO należącej do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, rakietami zajmuje się Renatka Gruszczyńska, radna sejmiku wojewódzkiego, która jeszcze dwa lata temu pełniła funkcję prezesa Rejonowego Przedsiębiorstwa Zieleni i Usług Komunalnych w Kielcach.
Dacie wiarę?
Zajmowała się trawą i kwiatkami w Kielcach.
Dzieje się to w tym samym czasie, gdy wyszło na jaw, że żona Kierwińskiego zarabia więcej niż prezydent Warszawy i już nawet Biedrzycka tego nie wytrzymała. Żurek, błagam.
Drugi wniosek jest taki, że państwo w tym resorcie sprawiedliwości naprawdę są zajęci sami sobą, skoro w trzecim roku rządów NIKOMU nie udowodniono nic, pomimo szumnych zapowiedzi. Oni chyba naczytali się o cloudzie, wrypali w niego 2 artykuły z TVN i jeden z Wyborczej, a następnie poprosili o generowanie zarzutów. Wypluło im co wypluło, nikt nie sprawdził. Ktoś to podpisał.
Trzeci wniosek, bardziej oczywisty, że pan minister Żurek zwariował... i to by przynajmniej w jakiejś części go tłumaczyło.
Wypada więc zapytać, a co się takiego stało, że na szybko, tak idiotycznie, skonstruowano wniosek, który obali student pierwszego roku prawa?
Odpowiedź jest prosta. Po aferze z emeryturami dla artystów i kolejnych wizytach
Marta Cienkowska w mediach, próbującej udowodnić, że rolnicy i przedsiębiorcy to jest nic dla naszego państwa, w porównaniu z Jasiem Kapelą, a 1,7 mln na spacery po lesie dla jej prywatnej firmy to jest super wydatek, trzeba było znaleźć jakąś przykrywkę.
Tym bardziej, że właśnie Europejski Bank Centralny ogłosił podniesienie stóp procentowych, dokładnie w momencie podpisania przez Włodka, Kosiniaka i Kamysza wszystkich umów na kredyt. Oznacza to ani mniej, ani więcej, tylko to, że do spłaty mamy bazowo znacznie więcej niż mówili, ale wciąż mniej niż będziemy. Przecież nie możecie dowiedzieć się, że znów kłamali.
Kierownik najwyraźniej zadzwonił do Żurka, że na jutro ma ukręcić jakąś aferę. Żurek zachował się tak, jak przystało na dziecko, które chwilę po dwudziestej pierwszej przychodzi do sypialni rodziców i mówi, że pani na jutro kazała przynieść kilogram kasztanów i bibułę.
Dlaczego właśnie teraz powstał tak pośpieszny i tak łatwy do podważenia wniosek? Odpowiedź wydaje się dość oczywista. Gdy opinię publiczną zaczynają zajmować niewygodne tematy, gdy kolejne kontrowersje wywołują dyskusję o wydawaniu publicznych pieniędzy, nagle pojawia się potrzeba stworzenia nowej, głośnej afery. Trzeba zmienić temat. Trzeba przykryć kłopotliwe pytania. Dajcie Szłapce choć dwa dni oddechu, bo chłopak nie zdążył jeszcze zrobić nowych, kilkusekundowych filmików dla pokolenia zet, a "six seven" już przecież było.
I właśnie dlatego cała ta historia nie budzi już nawet złości. Budzi przede wszystkim zażenowanie. Bo państwo powinno być poważne. Minister sprawiedliwości powinien zajmować się ściganiem realnych przestępstw, a nie organizowaniem medialnych spektakli opartych na zarzutach, które budzą więcej śmiechu niż strachu.
Trudno nie odczuwać wstydu, gdy instytucje, które powinny budzić szacunek, stają się narzędziem politycznych przedstawień. Najgorsze jest jednak to, że ośmieszając swoich przeciwników, ośmiesza się przy okazji państwo. A państwo jest dobrem wspólnym nas wszystkich. Dziś nie jest. Coraz bardziej nie jest. Bo skoro nie mamy instytucji, to nie mamy państwa. A skoro nie mamy państwa, to co mamy?
Jest mi wstyd, bo może zrobiłem zbyt mało, żeby tacy ludzie nigdy nie doszli do władzy w mojej Ojczyźnie?
https://x.com/Lemingopedia/status/2062048109270585787
Ale tej farsy nie jest koniec w mediach
Na wp.pl niejaki Migalski wysmarował tekst po którym Żurek skisł na amen
Prokuratura ośmiesza siebie, rząd i proces rozliczeń PiS [OPINIA]
Prokuratura, żądając od Parlamentu Europejskiego uchylenia immunitetu Patrykowi Jakiemu, ośmiesza nie tylko siebie, ale także obecny rząd oraz – co chyba najważniejsze – proces rozliczania PiS z bezeceństw i defraudacji, których jego działacze dopuścili się w latach 2015-2023. To gorzej niż zbrodnia – to błąd - pisze dla Wirtualnej Polski Marek Migalski.
// Cała sprawa jest tak absurdalna, że aż trudno w nią uwierzyć. Ośmiesza nie tylko samą prokuraturę, która chyba chce pokazać, że coś robi w sprawie rozliczania poprzedniej władzy, ale także obecny rząd, bo przecież ta sprawa stawia w fatalnym świetle ministra Żurka, prokuratora generalnego, a także jego szefa i całą koalicję. Naprawdę po ponad dwóch i pół roku rządzenia mają na pisowców tylko tyle? Awans nieudacznika?
Jest trzecia sprawa, która zostaje właśnie ośmieszona – proces rozliczeń poprzedniej władzy. Jeśli po tak długim czasie od przejęcia władzy nikt z oskarżanych w kampanii wyborczej przez KO pisowców nie siedzi na ławie oskarżonych, a wielkim przewinieniem byłego wiceministra jest promowanie miernoty, to może oznaczać w oczach części opinii publicznej, że obietnica Donalda Tuska jesienią 2023 r. o ukaraniu złodziei i defraudantów z PiS jest tyle samo warta, co 70 proc. postulatów, które miały być załatwione w pierwszych stu dniach rządów "koalicji 15 października".//
reszta tekstu tu;




Komentarze
Pokaż komentarze (7)