Miał trwać od 21 sierpnia, orkiestry wojskowe, marsze, błyskotki, duma narodowa, wszystko pod murami Kremla. A tu nagle… „okoliczności niezależne od organizatorów”. Przełożone na 2027. Jakie to wzruszające. Jakie to… potężne.
Pamiętacie, jak kiedyś na ten festiwal przyjeżdżały orkiestry z Unii Europejskiej, Australii, Kanady?
Ach, te czasy, kiedy jeszcze ktoś chciał grać z wami marsze, a nie tylko oglądać wasze czołgi w błocie.
Po 2022 roku międzynarodowa frekwencja spadła mniej więcej tak samo spektakularnie jak wasza armia pod Kijowem. Zostały głównie rodzime kapele Ministerstwa Obrony, Rosgwardii, FSB i innych miłych instytucji.
I nawet one teraz nie zagrają. Bo… no właśnie. „Okoliczności”.
A jakie to okoliczności?
No przecież nie te setki ukraińskich dronów, które ostatnio tak chętnie odwiedzają stolicę wielkiego mocarstwa. Nie te nocne ataki, po których Moskwa budzi się z kolejnymi dziurami w niebie i w narracji.
To na pewno coś zupełnie innego. Może pogoda. Może brak akordeonów. Może Putin nagle odkrył w sobie miłość do minimalizmu i postanowił, że mniej znaczy więcej – mniej muzyki, mniej ludzi, mniej ryzyka, że ktoś zobaczy, jak imperium boi się własnego placu.
Przecież to tylko drugi raz w historii, kiedy festiwal odwołano. Pierwszy raz – pandemia. Wirus. Niewidzialny wróg. Teraz też niewidzialny wróg, tylko że tym razem lata, ma silnik i lubi cele w centrum miasta.
Ale spokojnie – Kreml nadal jest potężny. Po prostu woli, żeby orkiestry grały w 2027. Może wtedy już będzie „denazyfikacja” zakończona, „demilitaryzacja” sukcesem, a Moskwa znowu będzie bezpiecznym miejscem na parady. Albo przynajmniej na koncerty wojskowe.
Bo na razie nawet koncert z okazji Dnia Rosji na Placu Czerwonym musiał uciekać do jakiejś sali koncertowej na przedmieściach. Pierwszy raz od 23 lat. Jakie to wzruszające świadectwo siły.
Wyobraźcie sobie tę scenę: tysiące ludzi, którzy mieli oglądać dumne marsze pod Spasską Wieżą, teraz mogą… no właśnie, co? Oglądać telewizję? Słuchać radia? Czytać komunikaty o tym, że „wszystko idzie zgodnie z planem”? Bo przecież plan zawsze był genialny. Najpierw trzy dni do Kijowa. Potem „specjalna operacja”. Potem „brak czołgów na paradzie 9 mają, bo sytuacja operacyjna”. A teraz brak nawet orkiestr, bo… okoliczności.
Jakie piękne słowo. Okoliczności. Nie strach. Nie drony. Nie fakt, że stolica mocarstwa atomowego musi odwoływać imprezy, bo niebo nad nią stało się trochę zbyt… ukraińskie.
I co najpiękniejsze – to wszystko dzieje się w kraju, który przez lata opowiadał światu o swojej niezwyciężoności, o potędze, o tym, że nikt nie śmie nawet spojrzeć krzywo na Plac Czerwony.
A teraz orkiestry wojskowe – te same, które miały grać o chwałę i zwycięstwie – dostały wolne.
Do 2027.
Może do tego czasu ktoś wreszcie wynajdzie skuteczny system obrony przeciwko tym irytującym, latającym „okolicznościom”.
Brawo, Moskwo. Brawo, Kremlu. Pokazaliście światu, że nawet wasze własne święto wojskowej muzyki musi się schować, kiedy ktoś z zewnątrz postanowi przypomnieć, że wojna to nie tylko parady i fanfary. To też skutki.
I czasem te skutki lądują prosto na waszym najpiękniejszym placu. Czekamy na 2027. Może wtedy już będziecie mogli grać bez strachu, że ktoś wam zepsuje koncert. Albo przynajmniej bez konieczności tłumaczenia się „okolicznościami niezależnymi od organizatorów”.
Bo na razie te okoliczności wyglądają coraz bardziej jak… wasza nowa normalność.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)