Empiryzm Kacpra P.
Doświadczenie, obserwacja, wnioski i publikacja.
0 obserwujących
11 notek
16k odsłon
  4597   0

Strajk Kobiet, a kibolska sprawa. O tym, jak społeczność piłkarska nie zdała egzaminu.

„Jak Polskę zaleją religijni fundamentaliści to kto będzie bronił polskich kobiet oraz rodzin? - No właśnie, kibice, a pedały w rurkach będą uciekać w popłochu!” - znacie tę popularną frazę, która jak mantrę powtarzają piłkarscy kibice oraz (częściej) kibole? W tym miejscu trzeba zastosować wyraźny podział na jednych i drugich, ale aktualnie dzieje się to w naturalny, niewymuszony sposób, gdyż najbardziej zaangażowani i radykalni miłośnicy polskich klubów piłkarskich pokazują, że stoją w jednym szeregu z rządzącymi na narodowo-katolickiej smyczy. Ostatnie dni pokazały, że głośne i odważne deklaracje polskiej tkanki kibolskiej o "obronie polskich kobiet w obliczu zagrożenia" (populistyczne hasła w kontekście niedawnego kryzysu imigracyjnego w europie i widma przyjęcia islamskich imigrantów do naszego kraju - przyp. red.) pękły niczym mydlana bańka. 

Fala protestów, jaka z dnia na dzień przybiera na sile na ulicach całego kraju, już dawno dotarła przed bramy kościołów. W niedzielę Ogólnopolski Strajk Kobiet przeprowadził akcję "Słowo na Niedzielę", podczas której zdenerwowane kobiety weszły do świątyń z hasłami - w skrócie - krytykującymi mieszanie wiary do prawa świeckiego. W tym miejscu można poświęcić obszerne fragmenty o słuszności takich działań oraz zasadności protestów w kościołach, ale nie możemy dawać sobie etycznego oraz moralnego prawa, aby oceniać słuszność takiej formy sprzeciwu, bo jeśli kościół wchodzi z brudnymi buciorami w nasze życie to wtedy naturalną reakcją jest wejście z butami w ich sferę. Taka odpowiedź w piłkarskiej nomenklaturze nazywa się kontratakiem, choć rządowy obóz wolałbym, aby Strajk Kobiet działał w niskim pressingu, doskonale znanym z występów kadry Nawałki.

"Apeluję, brońmy naszej tradycji, brońmy kościołów. Ataki na miejsca wiary są niedopuszczalnym aktem wandalizmu i przejawem nihilizmu” - zaapelował w oświadczeniu prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński, a w sukurs przyszły mu kibicowskie środowiska, które na licznych internetowych grupach prężą swoje muskuły i publikują zdjęcia spod kościołów, gdzie rzekomo dochodzi do bestialskich ataków na polską tradycje. W tym miejscu mały apel do wszelkiej maści samozwańczych "Żołnierzy Świętego Michała Archanioła”, że aby czegoś bronić to najpierw musi to być w zagrożeniu, a po kilku incydentalnych wydarzeniach z pierwszych dni protestów, one znowu wróciły na ulice i rządowe siedziby z dala od miejsc kultu religijnego.

Romans polskich trybun z narodowo-katolicką prawicą trwa w najlepsze od kilku-nastu lat, a dzisiaj niestety widzimy tego efekty, bo nawet warszawska Polonia, która ma głębokie tradycje, zakorzenione w lewicowych ruchach aktywistycznych, masowo rusza w kominiarkach pod warszawskie katedry, aby walczyć z wyimaginowanym przeciwnikiem polskiej tradycji. Natomiast częściową winę za taki stan rzeczy ponoszą także sami piłkarscy idole oraz tzw. WAGs (ang. Wives and Girlfriends), czyli partnerki piłkarzy. Świat piłkarski to bodaj najbardziej zmaskulinizowane środowisko na świecie, gdzie tematy homoseksualizmu wśród zawodników czy liberalnego podejścia do kwestii światopoglądowych to ciągle ogromne tabu. Na przestrzeni ostatnich lat popularni piłkarze lubią zabierać głos w popularnych kwestiach, ale najcześciej są to sprawy błahe lub „bezpieczne". Podobnie jest z partnerkami piłkarzy, które korzystając ze swoich internetowych zasięgów oraz rzeczywistych wpływów, promują wśród młodych bezglutenowe diety, ćwiczenia na rozrost pośladków, a także chętnie zabierają głos na temat ekologii. Szkoda, że teraz zabrakło zdecydowanego głosu i stanowiska poza nielicznymi wyjątkami.

Na Instagramie najsłynniejszej polskiej WAGs Anny Lewandowskiej możemy przeczytać dość bezpieczny statement: "Wiele z Was oczekuję, że ponownie wypowiem się w sprawie obecnego konfliktu, że mocniej i bardziej jednoznacznie zaangażuję się w walkę o prawa kobiet. Rozumiem to. Myślę jednak, że prowadzę tę walkę od lat. Na swój sposób, tak jak potrafię najlepiej. Wspierając Was w samorozwoju, w budowaniu pewności siebie, w dodawaniu Wam siły i motywacji” - i to jest chyba najlepszy przykład na to jak przedstawiciele polskiego sportu bezpiecznie lawirują od lat w taki sposób, aby przypadkiem nie stracić poparcia, popularności i finansowych zysków z tego wynikających, bo umówmy się, że promocja bezglutenowej diety czy crossfitu choć zdrowotnie słuszna to nijak ma się do codziennej walki o prawa kobiet w Polsce. 

W tym piłkarskim morzu radykałów, symetrystów oraz konformistycznych postaw warto zauważyć i docenić postawę piłkarza poznańskiego Lecha - Tymoteusza Puchacza. Popularny „Puszka” na swoim Instagramie jako jedyny przedstawiciel polskiej piłki nożnej wsparł w bezpośredni sposób Strajki Kobiet, publikując charakterystyczny czerwony piorun na swoim profilu. Jak możemy się domyśleć ilość negatywnych komentarzy oraz hejtu - także od sympatyków „Kolejorza” - osiągnął niebotyczny poziom, bo jak to tak: „Piłkarz ma prawo posiadać własne zdanie i poglądy”, a nie skupia się jedynie na kopaniu piłki za kilkadziesiąt tysięcy euro miesięcznie? Piłkarze czy też inni reprezentanci świata sportu nie tyle co mają prawo zabierać głos w ważnych sprawach, a obowiązek, bo dzisiaj bycie politycznym jest moralnym i etycznym zobowiązaniem każdego z nas, zwłaszcza, że „polska polityka" co raz częściej swoje mecze rozgrywa już nie tylko na murawie przy ulicy Wiejskiej, ale także zaczyna prowadzić swoje niecne rozgrywki także na trybunach, rozgrywając kibiców, a także szerzej nas samych ludzi.






Lubię to! Skomentuj116 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo