44 obserwujących
83 notki
210k odsłon
4353 odsłony

Henryk Sienkiewicz o ekshumacjach na Łączce

Wykop Skomentuj77

////Uwaga! Notka zawiera poważny błąd, który wskazał Phillozof, za co mu dziękuję. Juranda rozpoznał Hlava. Sługa Jagienki, podarowany przez nią Zbyszkowi. Notkę muszę zmodyfikować, a nie mam teraz czasu, więc niech tu na razie wisi///

Jednym z najciekawszych i najdziwniejszych wydarzeń w Krzyżakach Henryka Sienkiewicza jest scena rozpoznania Juranda przez Jagienkę. Ale zanim o tym opowiemy, wspomnijmy cokolwiek o powieści. Nie wiem, jak jest teraz, ale w latach osiemdziesiątych była lekturą w podstawówce. I na takim dość naiwnym poziomie jest rozumiana, czyli jest w ogóle nie rozumiana. Dodatkowo powieść miała pecha być zekranizowaną w głębokiej komunie. Premiera odbyła się bodaj w roku 1960. I używana w propagandzie antyerefenowskiej, coś jakby średniowieczny prequel Czterech Pancernych. Pamiętajmy, że orędzie biskupów polskich do niemieckich to rok 1965 i orędzie to było nie w smak komunistycznej władzy, a i pewnie wielu wiernym, którzy przecież wojnę pamiętali, więc prosić się o wybaczenie mogli nie być gotowi.


Powieść Krzyżacy poręczna była do użycia w propagandzie, bo nie dość, że Krzyżacy to Niemcy, to na dokładkę Zakonnicy. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Może przesadzam trochę, w końcu nawet długi film nie jest w stanie oddać wszystkich niuansów sporej opowieści. Tak czy siak owa uproszczona wizja, uszyta na miarę potrzeb PRL, dominuje do dziś. I chyba nie zmyślę, jeśli powiem, że Krzyżacy najchętniej są przywoływani przez środowiska kojarzące się ze stowarzyszeniem Grunwald. Taki jakiś prl-owski patriotyzm, który bywa nawet młodym głosem opiewany - nie wspomnę przez kogo, żeby nie robić głupocie reklamy.
 
Mamy więc książkę napisaną niełatwym językiem, mocno stylizowanym - co jest dla dzieci przeszkodą. Na dobitkę dzieci najpierw oglądają film i to po wielokroć. W szkolnej świetlicy mieliśmy projektor, zajeżdżoną taśmę i rolety. Rolety się zasuwały, kurz słoneczny wirował, projektor trajkotał, a my w półmroku graliśmy w karty. Film, w którym się leją, przegrywał z kartami, co jest najlepszym dowodem, że musieli go puszczać na okrągło. Więc dzieci przy lekturze męczą się z artystyczną ambicją Henryka, swoje już na temat filmu wiedzą, więc jak są obowiązkowe to dla przyzwoitości kartkują, a nawet gdyby czytały grzecznie, to i tak są głupie, jak to dzieci. Jak sobie radzą i czy w ogóle mają powód sobie radzić z Krzyżakami dzisiaj, to nie wiem, pewnie czytają ściągi, albo wikipedię. I to jest jeszcze gorzej - bo w wiki mamy taką właśnie kanoniczną wykładnię wg Forda i wydziału propagandy KC PZPR.
 
Poturbowane jest więc dzieło Sienkiewicza okropnie. Ostatnio kolega bloger Seaman opowiedział historyjkę ze swej młodzieńczości. Kiedy w klasie padła najsłynniejsza kwestia Danuśki, Seaman wraz z kolegą dostali ataku głupawki. Podejrzewam, że nie oni jedni. Koleżanki z polonistyki też używały Danusinych przedśmiertnych słów jako absurdalnego komentarza. Coś jakby "a świstak siedzi i zawija sreberka". Cóż począć, rzecz delikatna jest delikatna i łatwo omsknąć się w niespodziewaną śmieszność, kiedy wyjęta z sieci powiązań zostanie zainscenizowana słabo. To nie jest prosta sprawa zekranizować poetycką prozę, a już karkołomna w filmie po linii i na bazie. Co jeszcze zostało i kołacze z Krzyżaków prócz "kwiecie pachnie", dwóch nagich mieczy, "Tam ta ra dej" i akwizytorskiej promocji szczebla z drabiny, która przyśniła się Jakubowi? No nic chyba. 
 
Zdawać by się mogło, że Krzyżaków napisał Sienkiewicz jako wprawkę do następnych książek. Takie złudzenie uprawdopodabnia chronologia dziejów i kolejność lektur w szkole. Najpierw bijemy Krzyżaka, potem Szweda. Najpierw rycerze, potem szlachcice. Więc przypomnijmy - Sienkiewicz wziął się do Krzyżaków, kiedy był już uznanym autorem, po niezaprzeczalnym sukcesie Trylogii i w chwili, gdy Quo Vadis zaczynało zdobywać sławę. Pierwszy odcinek Krzyżaków ukazał się na początku 1897, powieść była ukończona w roku 1900 i od razu wydana w formie książkowej. W tym samym roku wdzięczny naród zafundował Sienkiewiczowi majątek w Oblęgorku a Uniwersytet Jagielloński uczcił Henryka tytuł doctor honoris causa. Sienkiewicz jest po światowych podróżach i wielu doświadczeniach literackich i społecznikowskich. Warto więc obejrzeć, co genialny pisarz, zaangażowany w sprawy polskie i właśnie wstępujący po latach wysiłku na szczyt nawet niewyobrażalny dla konkurentów po piórze, miał Polakom do powiedzenia. 
 
W bardzo ważnym momencie - to jest wtedy, gdy pokolenie urodzone po powstaniu styczniowym bierze się na poważnie do polityki. A brało się na sposoby najróżniejsze i sobie zaprzeczające - Piłsudski szykuje się do założenia "Robotnika", Dmowskiemu chodzą po głowie "Myśli nowoczesnego Polaka", Wyspiański rejestruje chłopomanię, Żeleński chla na potęgę i lata za żoną tego grafomana Przybyszewskiego, Żeromski pozytywizuje do obrzydzenia Judymem. Jednym słowem, życie umysłowe narodu po prostu kwitnie. Coś jak dzisiaj, tylko bez telewizora, w którym serwują nam "Co z tą Polską". A Henryk na to wydaje Krzyżaków.
 
Wydaje mi się, że może być ciekawie przystąpić do Krzyżaków z kluczem. Być może ktoś już to dawno zrobił i tylko powtarzam, ale nie zaszkodzi. Oto ów kluczyk.
 
Postacie Danuśki i Jagienki w Krzyżakach Henryka Sienkiewicza uosabiają Polskę. Danusia jest Polską idealistyczną, delikatną, pokrzywdzoną, pierwszą miłością młokosa, jedynym dzieckiem słynnego bohatera. Jagienka zaś jest Polską tu i teraz (bezpieczniej będzie stwierdzić, że tu i teraz odnosi się do czasów Sienkiewicza, a nie dzisiejszych) równie piękną, choć w innym typie, za to dzielną, skrzętną, odważną, upartą i trzymającą się realiów. Przy takim założeniu konflikt uczuciowy, na jaki został przez autora skazany Zbyszko, robi się ciekawszy i bardziej pouczający. Zbyszko to młody, dzielny, aspirujący do światowych trendów, nienajlepiej wykształcony chłopak z prowincji. Jest skojarzenie? Od dzisiejszej młodzieży męskiej różni się niestety wszystkim. No ale to, jak mawiąją nauczycielki, wzór osobowy, więc choć częściowo mógłby się przydać dzisiaj, a może nawet koniecznie powinien być odkurzony. Głównie w tym chyba wart naśladowania, że dzielnie dąży do swej wymarzonej Danusi - walcząc dla niej i o nią, próbując ją wreszcie odnaleźć i uratować - aby dojrzewać i koniec końców zasłużyć na Jagienkę.
 
Oj, nie ciesz się swoim wątpliwym sprytem męska biedo reprezentująca MWzWM. Zdaje ci się pewnie, że jesteś cwańszy skreślając od razu Danuśkę i łaszcząc się na Jagienkowe łany. Nic z tego, Jagienka miałaby cię niżej tych dwóch gamoni - Wilka i Cztana. Jeśli się od tych dwóch różnisz, to tylko na gorsze. Nie ma co gadać, Sienkiewicz był zwyczajnie genialny. Skonstruował figurę wychowawczą, bardzo paradoksalną, którą najkrócej można ująć tak: Nie da się ożenić z Jagienką bez dochowania wierności Danuśce. Nie da się zdobyć Polski realnej i być przez nią kochanym, bez wiernej służby Polsce idealnej. 
 
Teraz według tego klucza możemy zinterpretować zapowiedzianą w pierwszym zdaniu scenę. Ważną i ciekawie ułożoną. Ważną, bo myśl w niej zawarta jest komentarzem również do bardzo aktualnego wydarzenia.
 
Pamiętamy, że Jurand został podstępem zwabiony do Szczytna, gdzie go upokorzyli, udręczyli, okaleczyli. A potem ślepego, bez ręki i z wyrwanym językiem puścili na zatracenie. Szedł do Krzyżaków z pełną świadomością tego, że kompromisu nie będzie i że siebie już nie uratuje, ale szedł po swoje dziecko - Danuśkę. Która dla wrogów, dodajmy to koniecznie, musi być niedojdą. Tak nam wrogowie zawsze będą mówić i każdy, kto im wtóruje przyjacielem nie jest. Jurand poświęca się i dostępuje świętości. Tego w filmie nie ma. Ale tak kończy się jego historia. 
 
Ale zanim to nastąpiło musiał być rozpoznany. Trudne to zadanie, bo w niczym już nie przypominał dumnego rycerza-mściciela, o jakim wielu słyszało. I nawet powiedzieć nie mógł kim jest, zresztą nie widział komu miałby się przedstawiać, bo przejeżdżających mimo widzieć nie mógł. I w takiej beznadziejnej sytuacji został szczęśliwie rozpoznany przez pachołka, który nigdy wcześniej go nie widział, więc i pewnie nie mącił mu intuicji obraz dawnej chwały. Pachołek ów, tu rzecz ciekawa, został przez Juranda też rozpoznany, na słuch. Głos chłopca zdał mu się dziwny - dziewczęcy. I prawda to, bo w przebraniu chłopięcym towarzyszyła Zbyszkowi Jagienka. Jagienka rozpoznała bohatera. I bohater rozpoznał Jagienkę, choć nic powiedzieć już nie mógł.
I jeśli przyjmiemy, że Jagienka to personifikacja Polski, to jednym z zadań Polski, tej prawdziwej realnej, Polski tu i teraz i zawsze jest rozpoznawanie swoich bohaterów. I to jest Polską, co - niechby było w mediach przedstawiane jako byle pachołek - rozpoznaje bohaterów.
 
Postać Juranda przywodzi na myśl takich ludzi jak Pilecki. Losy tych ludzi, ich męczeństwo, śmierć i skazanie na zapomnienie - wymagają rozpoznania i szacunku. To jest najpierwsza misja Polski prawdziwej, realnej. Choćby nawet Polska-Jagienkowa walczyła o miejsce w sercu wyborców z Polską-Danusiną musi zatroszczyć się o bohaterów, Danusinych ojców. Tak się przedstawia sprawa wg Sienkiewicza. I dlatego Sienkiewicz jest wyszydzany lub zamilczany.
Wykop Skomentuj77
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale