W sytuacji gdy Turcja nie jest specjalnie zachwycona zajęciem jej konsulatu w Mosulu przez ISIS i porwaniu kilkunastu pracowników/dyplomatów ewentualne róznice zdań co do kryzysu w Syrii wydają sie być do wygładzenia. Kombinowanie na boku z USA co do ukrócenia ‘migracji’ jihadystów do Syrii przez granicę z Turcją może być oznaką częściowej przynajmniej zmiany postawy przez Ankarę. Nawiasem mówiąc amerykańskie wywiady dały plamę nie przewidując rozwoju sytuacji w Iraku, tak to jest jak się polega za bardzo na SIGINT a nie zatrudnia odpowiednich szpionów na miejscu. No ale to już problem Obamy, nie jedyny jak sie wydaje.
Popularnośc Rouhaniego jest zreszta ogólnie znana a potwierdza to zaproszenie jakie władze w Teheranie otrzymaly od egipskiego prezydenta-elekta i nowego faraona generała Sisi. Przeżucie zaproszenia zajeło mułłom chwilkę ale ostatecznie na ceremonię zaprzysiężenia pogromcy Bractwa Muzułmańskiego, lwów i innych oponentów (w sposob demokratyczny jak najbardziej) udał się wiceminister spraw zagranicznych Hossein Abdollahian. I on też z jenerałem rozmawiał o istotnych a czesto ciemnych sprawach świata tego podkreślając poparcie Iranu dla odgrywania przez Egipt roli znacznie wiekszej od tej jaka odgrywa z mieszanym powodzeniem obecnie. Być może jest to początek małżeństwa z rozsądku a zmiana kursu przez Iran wydaje się być krokiem pragmatycznym.
Tak, prawdą jest, że swego czasu Chamenei postawił na Morsiego i Bractwo ale ten koń nigdy nie chciał chodzić w zaprzęgu. Egipt pomimo wiszenia u cycka saudyjskiego nie jest jednak tak całowiecie przyssany co znalazło wyraz w od...klejeniu się od polityki ‘zmiany reżimu’ w Syrii propagowanej przez Rijad. Stąd możliwość poważniejszych gadek z Iranem który zdecydowanie już zapomina o tym jak to Szach dał nogę właśnie pod piramidy.
Dodać do powyższego można zabiegi jak najbardziej tajne i zakulisowe domu Saudów o skłonienie do odwiedzin jakiegoś przedstawiciela Teheranu, najlepiej ministra spraw zagranicznych. Ale Iran postępuje ostrożnie w kontaktach z SA gdyż pośpiech nie pracuje dla niego za to zabrał się sprytnie za poprawę tego i owego z innymi krajami GCC takim jak Katar, Oman i Kuwejt. Być może najważniejsze dla niego jest rozwiązanie kwestii nuklearnej w rozmowach z USA a na Saudyjczyków przyjdzie stosowna pora potem.
Negocjacje w Genewie nie przyniosły ostatecznego porozumienia ale dyskusja toczyła się już o rozmiarach przyszłego irańskiego programu a nie o jego istnieniu wogóle. Iran coś tam bredzi o potrzebie 100 tysięcy nowoczesnych wirówek do napędzania swojego pokojowego niewątpliwie rozwoju a Stany są skłonne ‘dać’ im tylko 4000. Ale przyznać trzeba, że się ładnie targują. Termin wstępniaka z ubieglego roku upływa 20 lipca więc czas nagli. Deal jest prawdopodobny co potwierdzają nawet izraelskie trepy biorące udział w Herzliya Conference 2014.
Miejmy nadzieję, że nasi rodzimi spece od zagranicznego kombinowania też są w stanie takie cwane ewolucje dyplomatyczne wywijać co daj im Boże amen.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)