Strach zaistniał w myśleniu Kaczyńskiego. Odwołując posiedzenia sejmu, prezes Polski zdaje sobie sprawę, że istnieje duże ryzyko, że opozycja wykorzysta mównicę sejmową do obnażenia hipokryzji i obłudy oraz kłamstw totalnej władzy. Strach zwyciężył i lęki przed czymś co już się wydarzyło i co ma nastąpić. A że coś się wydarzy i uderzy w PiS jest pewne jak ich przegrana w wyborach do senatu. Kaczyński więc wyprzedził ruch i postanowił, że jakakolwiek dyskusja na mównicy się nie odbędzie. W szczególności chodziło mu o obnażenie Ziobry w jego kłamstwie dotyczącej watahy w ministerstwie sprawiedliwości. Widać, że pojawią się nowe fakty, dokumenty i nagrania, które pokażą, że Ziobro nie tylko o tym wiedział, co akceptował i być może inspirował.
Kaczyński zdaje sobie sytuacje jak krucha może być przewaga sondażowa. Wahnięcia kilku procentowe na niekorzyść może spowodować większą mobilizacje wśród wyborców opozycji. Może nastąpić nie tylko większe poparcie co bardziej też odejście części elektoratu do ugrupowań takich jak coś wymyślone przez Korwina. Suweren jest obecnie bardzo niestabilny, więc z tą pomysł, żeby sejm zamknąć na czas wyborów. Sejm jest tym medium, które właśnie częściowo interesuje pisowski naród. Już jak widać nie wystarcza propaganda rządowych mediów, żeby zatuszować chociażby ostatnią aferę z udziałem Ziobry. PiS musiał uciszyć sejm, żeby szambo, które się rozlał, nie zadławiło wiernego ciemnego luda. Wbrew pozorom taki ciemny już chyba nie jest, skoro Kaczyński się ich przestraszył i boi się reakcji sondażowej.
Co s się musiało w obozie zdarzyć, że wykonują nerwowe ruchy. Totalna inwigilacja musiała coś zauważyć, że jakiś istotny problem, który za chwile wybuchnie. Prawdopodobnie nastąpi ciąg dalszy afery związane z grupą przestępczą w ministerstwie sprawiedliwości. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że zobaczymy taśmy z burdelu, gdzie przewija się nazwisko Kuchcińskiego. A może w końcu usłyszymy co na taśmach mówi Morawiecki. Jeszcze jest sprawa wieżowców Kaczyńskiego, gdzie może się okazać, że prezes powiedział coś z czego ciężko będzie się mu wytłumaczyć. Suweren pisowski może tego nie zrozumieć, więc trzeba wszystko zrobić, żeby mównica sejmowa nie stała się szafotem dla władzy.
Zamykając sejm, PiS zawłaszczył całkowicie następną instytucje państwową. Pokazuję to obraz przyszłości jak się może wydarzyć. Jeśli teraz opozycja zostaje delikatnie wyproszona z sejmu, to po następnych wyborach, gdy totalna władza nie zdobędzie wystarczającej przewagi lub senat pozbawiony zostanie większości, PiS zrobi podobny manewr i w imię oczywiście suwerena, opozycje wpuści do sejmu. Nie możliwe? Dla Kaczyńskiego nie ma rzeczy niemożliwych. Kto mu się postawi? Europa pokrzyczy, pomacha szabelką i na tym się skończy. Opozycja na ulice wyjdzie, po krzyczy, zrobi spacer po Warszawie i schowa się w domu. Co niektórzy profilaktycznie zostaną wyizolowani w aresztach. Nie możliwe? Wszystko jest możliwe, nawet absurdalne rzeczy mogą się zdarzyć o których sam Jaruzelski by nie pomyślał. Dlatego obecne zamknięcie sejmu jest testem jak zareaguje suweren, czy zrozumie głupie tłumaczenie, że to normalna sprawa, czy też bielmo opadnie i pokaże, że to już lekka przesada. Nie możliwe?
PiS zamykając sejm, tak naprawdę wprowadził stan wyjątkowy. Sejm stanie się tylko pretekstem do jeszcze bardziej wyjątkowych sytuacji. Kwestia czasu i odpowiedniego przygotowania medialnego i czyny zostaną wprowadzone w życie. Strach napędza rozwiązania radykalne, bo chodzi wszak o być albo więzienie dla niektórych. Kaczyński też wie, że porażka zrobi przewrót wewnątrz partii. Nie mogą stracić stanowisk, posad i dobra którego jest im wciąż mało. W przypadku utraty władzy, lojalność się nie będzie liczyła, tylko interes i za wszelką cenę, nawet zdradzając Kaczyńskiego, pozostaną wciąż materialnie bogaci. Zdrajców, którzy już raz to zrobili jest dość dużo w partii władzy.
Polska jest na drodze do dyktatury. Jeśli do tej pory była to tylko malutka dyktatura, to teraz wszystko na to wskazuję, że strach zmusi do wprowadzenia ograniczeń wolnościowych. Sejm to tylko jeden z przystanków do zaistnienia zamordyzmu i braku wolności. Kaczyński wie, że tylko taka droga pozwoli mu istnieć, rządzić, aż do jego śmierci. Nie możliwe?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)