14 obserwujących
120 notek
81k odsłon
2059 odsłon

Długo i rozwlekle o czymś, co wciąż kocham

Wykop Skomentuj201


Kim był Yossarian? Co to jest Macondo? W jakim celu przybył Woland do Moskwy? Ile lat czekała Penelopa na Odyseusza? Kto powiedział, że „Polacy nie gęsi...”? Co to znaczy, że „dobrze widzi się tylko sercem”? Do jakiego zakonu należał Wilhelm z Baskerville? W jakiej postaci objawiał się innym Aslan? Dlaczego Werter popełnił samobójstwo? Czy Wokulski był dobrym człowiekiem? Jaką przywarą grzeszył Tartuffe? Kim byli Atos, Portos i Aramis? Gdzie sprawował swoje rządy król Artur? Czyim kochankiem był Tristan? Po jakiej rzece podróżował tratwą Huck Finn? Czy Józef K. wygrał swój proces? Ile krain zwiedził Guliwer? Tron jakiego kraju miał odziedziczyć Hamlet? Dlaczego Mowgli odszedł z dżungli? Kogo ścigał kapitan Ahab? Jaki był koniec Heathcliffa? Czy Sherlock Holmes był żonaty?

Jeśli potrafisz odpowiedzieć na powyższe pytania, drogi Czytelniku, to tylko dlatego, iż posiadłeś za młodu szlachetną umiejętność czytania. Zmuszany w szkole, zachęcany przez rodziców i znajomych, a w końcu zaciekawiony reklamą i opiniami krytyków – pochłaniałeś lekturę za lekturą, czasami zaintrygowany, czasami potężnie znudzony, czasami miotany sprzecznymi uczuciami. Jeśli zasmakowałeś w czytaniu, nie ograniczałeś się do wielkich, epokowych dzieł, lecz wybierałeś także te mniejsze, pośledniejsze, nie wzbudzające emocji u zawodowych oceniaczy literatury lub wzbudzające emocje wyłącznie jako reprezentacja określonej niszy. Z biegiem czasu coraz bardziej wyrabiał Ci się gust i zaczynałeś się skłaniać ku wybranym gatunkom. Rozumiałeś jednak, jak ważna jest znajomość przynajmniej części klasyki albo chociaż nazwisk słynnych pisarzy i poetów i dlatego teraz z niedowierzaniem oglądasz filmy na YouTube, w których młodzi ludzie mówią, że Frankenstein to imię potwora, Piętaszek był Afroamerykaninem, a Kapuściński... kim??? (Przykłady są wymyślone, lecz filmiki na YT ukazujące ignorancję młodego pokolenia istnieją naprawdę.)

Są takie dzieła, które wypada znać nie (tylko) dlatego, że są wspaniałe, porywające, wielkie, lecz dlatego, iż stanowią nasze – polskie, europejskie, ludzkie – dziedzictwo. Żyjąc w powszechnej świadomości narodu, grupy etnicznej, rasy, spajają daną grupę niezależnie od jej liczebności, są ogniwem łączącym starsze pokolenia z następnymi. Niestety, jest ich tak wiele, że chęć przerobienia w szkole czy na studiach choćby jednej setnej żelaznego kanonu zmusza nauczycieli do omawiania nie całości wybranego utworu, a zaledwie skromnej jego części. Dla mnie jest to oczywiste barbarzyństwo: ogólna redukcja treści, „poprawianie” jej w celu uczynienia zrozumiałą dla młodszego czytelnika, czytanie fragmentów – to gwałt na książce i budzi mój stanowczy sprzeciw. Pewnych pozycji już nie zaliczę, gdyż... przeczytałam je po wielekroć w ich dziecięcej wersji. A szkoda. Lepiej nie wydawać czegoś wcale, niż „upupiać” dzieło pozbawiając je „nieprzyzwoitych” kawałków.

Skoro jednak nawet całej klasyki przeczytać nie zdołamy, to cóż mówić o dziesiątkach tysięcy ciekawych pozycji wydanych dawniej i wydawanych teraz? Kto dzisiaj czyta Bratny'ego, Kawabatę, Gravesa, Rushdie'go, Makuszyńskiego, Bierce'a, Tagore, Curwooda, Waltari'ego, Mowata, Ballarda, Hughesa, Doctorowa, Kraszewskiego, I. Murdoch, F. O'Connor, E. Wharton? Kto czyta antologie opowiadań radzieckich, NRDowskich, czechosłowackich? Ile osób interesuje się literaturą spoza kręgu kultury anglosaskiej? A co z autorami, którzy nawet w swoich czasach nie przebili się do świadomości przeciętnego czytelnika? Co z tymi, których twórczość zna tylko najbliższa rodzina, ewentualnie sąsiedzi, gdyż nie dane im było cieszyć się choćby najskromniejszą popularnością? Ile może i nie wybitnych, ale za to ciekawych dzieł zaginęło w odmętach papierowego biznesu? Ile ginie dzisiaj, gdyż nikt nie robi im reklamy? Znajduję je na Allegro, są to wydania sprzed kilku, kilkunastu, czasami kilkudziesięciu lat, kosztują po kilka złotych i... czekają na chętnego. Niektóre nie doczekują się nigdy.

Co sprawia, że jedna książka zyskuje rozgłos i uznanie czytelników, a inna przynosi wydawnictwu straty? Dlaczego jedna staje się „kultowa”, a inna rozbłyskuje na moment, żeby później zaginąć w mrokach niepamięci? Za jaką to przyczyną jedni pisarze dostają się do panteonu mistrzów słowa, a o innych słyszała zaledwie garstka fanów? Możemy się pocieszać, że odchodzą w czeluść zapomnienia tylko kiepskie lektury, ale to przecież nieprawda. Widzę, jak ludzie czytają (np. w autobusie), jeśli już jednak uda mi się dokładniej przyjrzeć książce, są to zazwyczaj pozycje modne, polecane przez krytyków, celebrytów, blogerów. Ostatnio natrafiłam na leżący na parapecie pracowni RTG „Sezon burz” Sapkowskiego. Pilch, Masłowska, Christie, Brown, Szwaja, Dukaj, Rowling, Grisham i wielu innych bryluje na salonach i zarabia na swoim pisaniu, podczas gdy tylu świetnych twórców przykrył kurz tak gruby, że odgrzebać ich mógłby prawdziwy pasjonat.

Wykop Skomentuj201
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura