Niektórzy mają poważny problem z wypowiedzią arcybiskupa Jędraszewskiego o tzw. ekologizmie. Ja również mam problem, ale... niepoważny. To znaczy – nie zgadzam się z definicją słowa „ekologizm”. Dla niektórych jest to pejoratywne określenie ideologii, która ma na celu walkę z tradycją, polskością czy nawet ludzkością. Dla mnie natomiast „ekologista” to laik zajmujący się z czystej pasji sprawami przyrody, w przeciwieństwie do „ekologa”, który jest fachowcem.
Niestety, z mediami nie wygram. Termin „ekologizm” upowszechnia się coraz bardziej jako synonim zdziecinniałego zacietrzewienia, zafiksowania na patriarchacie i konserwatyzmie, zamulenia mózgu ideami bliskimi komunizmowi, faszyzmowi czy każdemu innemu -izmowi, który pociągnął za sobą miliony ofiar. Naturalnie dyskusje o konieczności zmniejszenia populacji ludzkiej nie przysparzają „ekologizmowi” popularności wśród bogobojnych prostaczków.
A co na to nieco bardziej rozważne media? Z Polityka.pl:
Oczywiście zgadzam się z tym, że człowiek jest zwierzęciem niezwykłym, obdarzonym sumieniem, uczuciami wyższymi, całkiem sprawnym rozumem. Niemniej popełnił i popełni masę błędów, spenetruje wiele ślepych uliczek, zawiedzie, poniesie porażkę, przegra multum razy. Dlatego miejmy pokorę, kochani, miejmy pokorę oraz świadomość swojej ułomności. Opiekujmy się tym światem, póki jeszcze zostało choć odrobinę prawdziwej dzikości. Nie zamieniajmy całej planety w jedno wielkie pole uprawne, które ma wykarmić rzesze nowych gąb. My, Europejczycy, już zaprzestaliśmy bezmyślnego rozmnażania się, pora na inne ludy, tyle że one najpierw muszą... wzbogacić się. Taka jest, jak widzimy, naturalna kolej rzeczy: najpierw ogromna poprawa bytu i zabezpieczenie na starość w innej formie niż pomoc dziatwy, a potem niechęć do obarczania się tą dziatwą w nadmiernej ilości (lub jakiejkolwiek :)).
W nadchodzącym Nowym Roku życzę Państwu (no i sobie) ekologizmu rozsądnego, nie skażonego głupotą, chciwością ani manipulacją. Czyli, jak kto woli, czystej ekologii (sozologii?). Jest to idea potrzebna właśnie teraz, konieczna do wdrożenia na skalę globalną, co może – stety, niestety – oznaczać koniec błogiego konsumpcjonizmu. My, szarzy ludzie, musimy tylko dopilnować, żeby skończyły z nim także dobrze sytuowane „elity”, mające skłonność do moralizowania, niespecjalnie zaś rwące się do samoograniczenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (148)