16 obserwujących
151 notek
111k odsłon
4238 odsłon

Dlaczego ludzie masowo odchodzą z Kościoła?

Wykop Skomentuj420


Jako głęboko wierzący i wierzący łącznie określiło się w 2018 r. 63 proc. uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych, podczas gdy w 2008 r. było ich 81 proc. Coraz mniej młodych chodzi też na religię – w 2018 r. zadeklarowało to 70 proc., a jeszcze w 2010 r. – 93 proc. – wynika z badania CBOS zrealizowanego w ramach projektu „Młodzież”. Z kolei nie uczestniczy w ogóle w praktykach religijnych 35 proc. 18-, 19-latków w porównaniu z 11 proc. ogółu Polaków.

Religijność młodych polaryzuje się – komentuje ks. Wojciech Sadłoń z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego – zmniejsza się grupa osób o średnich wskaźnikach religijności, rośnie zaś grupa osób niereligijnych przy utrzymywaniu się grupy o najwyższej religijności. Z kolei socjolog z UKSW ks. Sławomir Zaręba mówi o zjawisku „odkościelnienia” młodzieży, czyli odchodzeniu od masowej religijności tradycyjnej, kształtowanej przez Kościół instytucjonalny, i przechodzeniu do religijności zindywidualizowanej.

Ciekawić mogą powody, dla których ludzie rezygnują z aktywnego uczestnictwa w obrzędach. Kiedy ktoś nas pyta, dlaczego postępujemy tak, a nie inaczej, nasz rozum stara się sprokurować jak najbardziej logiczną odpowiedź, w którą zresztą zaczynamy natychmiast wierzyć. Nie mam powodu sądzić, że byli wierzący kłamią, po prostu czasami chcemy sobie (tudzież innym) wytłumaczyć za pomocą racjonalnych argumentów coś, co opiera się głównie na uczuciach, emocjach, wrażeniach, sympatiach i antypatiach.

Jak więc ludzie tłumaczą, dlaczego porzucili Kościół?

„Zbyt wielu chrześcijan postępuje w sposób niechrześcijański”
„Religia to opium dla ludu”
„Racjonalne myślenie dyskwalifikuje religię”
„Brak jakichkolwiek dowodów naukowych na istnienie jakiegoś stwórcy”
„W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nie wierzę”
„Raczej dużo bardziej sam się uczę, badam i podejmuję decyzje, niż słucham kogoś innego”
„Widzę, że zorganizowane grupy religijne bardziej dzielą niż łączą”
„Myślę, że najwięcej zła popełniono z powodu religii”
„Nie wierzę już w religię zinstytucjonalizowaną. Nie chodzę na nabożeństwa. Uważam, że religia jest bardzo osobistą rozmową między mną i moim stworzycielem”
„Religia nie jest już religią. To biznes – chodzi tylko o pieniądze”
„Skandale seksualne duchowieństwa”
„Nauczanie Kościoła o homoseksualności”
„Nie mam konkretnej religii, bo jestem otwarty i uważam, że nie ma jednej dobrej czy złej religii”
„Myślę, że coś tam istnieje, ale nie umiem wskazać jednej religii”
„Obecnie skłaniam się ku duchowości, ale nie jestem pewien. Wiem, że wszędzie mogę modlić się do mojego Boga. Wierzę w siłę wyższą, ale do tego nie jest mi potrzebny Kościół”
„W zasadzie przestałem chodzić do kościoła kiedy poszedłem do college’u i tak już zostało. Nigdy nie byłem superreligijny”
„Nie praktykuję żadnej religii i nie chodzę do kościoła ani nie uczestniczę w żadnych obrzędach kościelnych”
„Nie mam czasu chodzić do kościoła”

Badania zostały przeprowadzone na Amerykanach, ale mogłyby pasować i do Europejczyków. Jak widać o odejściu od praktyk religijnych decyduje ciekawsza oferta światopoglądowa, niedostateczne przywiązanie emocjonalne do wyznawanych wcześniej zasad i przekonań, negatywna ocena poczynań instytucji, która miała być przewodnikiem duchowym. To samonapędzająca się machina: młodzi odchodzą od Kościoła, to w znacznym stopniu wpływa na kulturę, kultura wpływa na kolejne roczniki, te jeszcze szybciej się laicyzują, i nagle widzimy, że tego procesu nie da się już zatrzymać samą perswazją czy frazesami o tym, na jakich to podwalinach wyrosła nasza cywilizacja. Kto nie chce zauważyć zmian, jakie zachodzą w otaczającym go świecie lub na te zmiany pomstuje, wychwalając przeszłość i dawne obyczaje, ten skazuje się na mentalny skansen. Nie chodzi o to, żeby podążać za tłumem, ale żeby nie tupać nóżką i nie wydziwiać na to, że tłum nie podąża za nami.

Z takim podejściem nie zgadza się pewien młody wierzący człowiek, który mocno krytykuje mentalność swoich rówieśników:

Chrześcijaństwo zawsze było ofertą wyłącznie dla głodnych i nieusatysfakcjonowanych. Jeżeli nowy iPad i kolejny sezon Sherlocka stanowią najwyższe szczyty marzeń, to ktoś, kto zatknie na nich flagę wciąż będzie niżej niż najgłębsze katakumby chrześcijaństwa. Wielki Bóg nie zaspokaja małych oczekiwań. Młodzi ludzie nie odchodzą dziś z kościołów dlatego, że chrześcijaństwo przestało być wielkie. Odchodzą dlatego, że chrześcijaństwo pozostało wielkie. To ludzie stali się mniejsi, w oparach popkultury i ekonomicznego dobrobytu tracąc zmysł zdolny do posmakowania Boga.

Po części ma rację, opisując powszechne zaganianie i wszechogarniający konsumpcjonizm, odrzucenie sacrum i komercjalizację uczuć, nie dostrzega jednak, że owa domniemana wielkość chrześcijaństwa to tylko jego emocjonalny odbiór. Tu nie chodzi jedynie o zanik potrzeby rozwoju duchowego, tylko o porzucenie bardzo konkretnej i wymagającej doktryny. Zarówno wierzący w Boga, jak i świeżo upieczeni ateiści i agnostycy odtrącają Kościół, gdyż ten w zamian za przestrzeganie określonych nakazów i zakazów niczego już nie oferuje. Ani nie sprawdza się ani jako przewodnik na drodze do poznania Istoty Wyższej, ani jako wyznacznik dobra i zła.

Wykop Skomentuj420
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo