20 obserwujących
206 notek
171k odsłon
711 odsłon

Brat(ek) całego świata

Wykop Skomentuj54


Oportunista, konformista, serwilista, człowiek bez kręgosłupa moralnego – tak można by określić bohatera filmu „Obywatel” Jerzego Stuhra, który zresztą zagrał główną rolę (czy raczej część głównej roli, tzn. Jana Bratka). Oglądałam to kilka lat temu, mogę więc pewnych rzeczy nie pamiętać, wydaje mi się jednak, że trafnie określam protagonistę jako osobę miotaną wichrami historii i wplątywaną w coraz to inne nieprzyjemne sytuacje, z których stara się wywikłać jak najniższym kosztem, zawsze płynąc z nurtem, po linii najmniejszego oporu, uciekając od politycznego i etycznego samookreślenia. Nie sprzyja tak naprawdę żadnej stronie, nie angażuje się na serio w walkę o cokolwiek, jest człowiekiem-kameleonem, który po prostu chce... żyć. Jego największym marzeniem – jakże niewinnym, a zarazem niemal nieosiągalnym w PRLowskiej Polsce – jest podróżowanie. I dla tego marzenia gotów jest przystać do każdego, nawet jeśli brakuje mu autentycznej wiary w słuszność danej sprawy.


Można gardzić takim Bratkiem, można traktować go jak bezmyślną ofiarę losu, wyśmiewać za tchórzostwo i bezkształtność, czy można jednak nie litować się nad jego usilnym pragnieniem wyrwania dla siebie osobistej przestrzeni w świecie, który jednostkę ma za nic, zmusza do bezustannych wyborów, do bycia takim lub owakim? Bidulek chce tylko wyrwać się z tego udręczonego kraiku, poznawać obce kultury, a nie babrać w bagnie podziałów, walk i idei. Właściwie to nie wiadomo, czy naprawdę się brata z każdym, czy może raczej odrzuca wszystkich i wszystko, prześlizgując się po wzburzonych falach życia; czy jest sługusem liżącym tyłek każdemu silniejszemu, czy doskonałym lawirantem, starającym się przetrwać bezsensowne z jego punktu widzenia tarcia. Właściwie to on czasami nawet nie jest świadomy tego, że właśnie się w czyichś oczach określił, że wybrał jakąś opcję. Ot, taki poczciwy safanduła, który nie wie, komu sprzyja, i dlaczego niektórzy patrzą nań wilkiem.

Być może znacznie lepiej opisuje tę postać oraz cały film pan Jakub Popielecki, który nazywa Jana Bratka everymanem próbującym nieudolnie przedstawić najnowszą historię kraju poprzez skomasowanie historycznych momentów i zaprezentowanie na ich tle totalnego przeciętniaka. Ja odbieram tę kreację nieco bardziej osobiście, może dlatego, że czując, iż żyję w nader ciekawych czasach, nie chcę brać udziału w tych wszystkich pociesznych utarczkach, w absurdalnej wojnie polsko-polskiej; nie dotyczą mnie te wszystkie pro- czy antypolskie emocje, a próby przypisania mnie do tej czy innej opcji ideowej wywołują we mnie co najwyżej irytację. Istotną różnicą pomiędzy Stuhrowym bohaterem a mną jest to, że ja jednak mam wybór: mogę się przyłączyć, ale mogę też stać na uboczu i poza garstką zidiociałych fanatyków nikt mnie nie śmie tknąć. Historia już nie zmusza nas do stanięcia po której ze stron barykady, można spokojnie olać cały ten ideologiczny bajzel.

Chwileczkę! Czy aby na pewno? Czy poprzez swoje codzienne wybory, a nawet słowa, nie wpływamy w mniejszym lub większym stopniu na rzeczywistość? Czy naprawdę możemy się odciąć od polityki, ekonomii, religii, stosunków w społeczeństwie? A może unikając aktywnego udziału w rozgrywkach stajemy się pionkami poruszanymi przez ludzi, których obchodzi coś więcej niż ich własna zagroda?

Jak zwykle stawiam pytania i... nie zamierzam szukać na nie odpowiedzi.


Wykop Skomentuj54
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura