15 obserwujących
141 notek
103k odsłony
314 odsłon

Obyś żył w ciekawych czasach...

Wykop Skomentuj14


Kochani państwo! Oto nastał piękny rok 2020. Prawda, że zachwycająca numeracja? Dwie dekady XXI-ego wieku poszły w pizdu. Ech, jak to szybko zeszło... No i która artystyczna wizja przyszłości się sprawdziła, hę? Ani „Powrót do przyszłości” Zemeckisa, ani „Odyseja kosmiczna 2001” Kubricka, ani „Blade Runner” Scotta nie trafiły ze swoimi wygórowanymi fantazjami o zaawansowanej technice, androidach, podróżach kosmicznych, latających samochodach... To wszystko może się jeszcze, co prawda, zdarzyć, ale czy za życia ludzi, którzy się tymi filmami po raz pierwszy delektowali? Czy moja generacja doczeka załogowego lotu na Marsa, opiekującej się nami sztucznej inteligencji, syntetycznej macicy do hodowania ludzi, zejścia Maryli Rodowicz ze sceny? Takie rzeczy to pewnie tylko w filmach, co?

Ja broń Boże nie narzekam, skąd! W końcu XXI wiek przyniósł nam inne atrakcje, a mianowicie:

– śluby gejowskie i lesbijskie

– kilkadziesiąt nowych płci

– pierwsze eksperymenty łączenia genomu różnych gatunków, łącznie z ludzkim

– potężny kryzys Kościoła Rzymskokatolickiego (papież-heretyk?)

– globalne ocieplenie plus anomalie pogodowe

– wymieranie gatunków na niespotykaną skalę

– dyskusje o prawach zwierząt, a niedługo pewnie i roślin

– postępującą szybko islamizację Europy

– intronizację Jezusa Chrystusa na króla Polski (to tak bardziej lokalnie)

Zaiste, w ciekawych czasach żyjemy. Część z tych rarytasów została już wcześniej przewidziana, inne zaskakują świeżością oraz miłą odmianą po latach socjalistycznego spokoju. Niemal każdy z wymienionych aspektów rzeczywistości wywołuje żywe dysputy wśród wirtualnej braci. Drżeliśmy już przed „najazdem” muzułmańskich imigrantów, wściekaliśmy się, kiedy kazali nam ograniczyć palenie węglem, teraz czekamy z przejęciem na kolejne przyjście Mesjasza, żeby ten uratował nas przed moralną zgnilizną Zachodu, czyli sex-edukacją i aborcją dzieci do dziesiątego roku życia.

Mnie jeszcze brakuje pierwszego oficjalnego kontaktu z kosmitami, naukowego potwierdzenia istnienia duchów, odkrycia pradawnych cywilizacji sprzed kilkudziesięciu tysięcy lat oraz ogłoszenia Rona Perlmana ostatnim żyjącym Neandertalczykiem. Zapewne jednak będę musiała obejść się smakiem; ludzkość musi jeszcze do pewnych rzeczy dojrzeć, podobnie jak do referendum w sprawie definitywnego wycofania z obiegu groszaków czy prób skrzyżowania jamnika z bernardynem. Musi mi wystarczyć, że za jakiś czas pierwszą damą w Polsce może być mężczyzna, dzieci będą miały dwie biologiczne matki (lub ojców), a najsłynniejszym ekologiem naszych czasów stało się wzbudzające mnóstwo emocji zarówno wśród prawicy, jak i lewicy 16-letnie dziewczątko. (A zresztą, co tu dużo ukrywać: nawet w dziedzinie technologii nastąpił olbrzymi postęp. Założę się, że trzydzieści lat temu oczy wyszły by nam z orbit, gdyby ktoś nam powiedział o sztucznych narządach, prawda?)

W tym miejscu powinnam zatrzymać ten nieokiełznany potok słów i złożyć Wam jakieś życzenia, ale... nic z tego. Resztkom kultury stanęło w poprzek przekonanie, że nic się nigdy samo z siebie nie staje, podejrzewam, że nawet Krzysztof Ibisz nie młodnieje bez medycznego wsparcia. Na wszystko trzeba zapracować, a czasami nawet i to nie wystarcza. Życie jest trudne, żmudne i na ogół brakuje mu porządnej narracji, chociaż na weselu u szwagra można każdy zabawny przypadek ubrać w szatki pouczającej opowiastki. Cóż Wam zatem mogę powiedzieć? Cieszmy się drobiazgami, radujmy każdą lepszą chwilą, doszukujmy piękna w przydeptanej trawce, która przebiła się przez chodnik, i broń Boże nie czekajmy na księcia z bajki czy na księżniczkę, która będzie się starzeć z godnością Joan Collins. A jeśli już ktoś koniecznie pragnie sięgnąć gwiazd, niech się zaopatrzy w emocjonalny spadochron, żeby nie strzaskać sobie psychiki ewentualną porażką.

Jeśli o mnie chodzi, to nie spodziewam się zbyt wiele po nadchodzącym roku. Właśnie idę na szkolenie w kolejnej pracy na „słuchawce” i właściwie jedyne, z czego mogę się cieszyć, to podwyżka płacy minimalnej. Po zeszłorocznym rozczarowaniu weekendową szkołą dla dorosłych, która miała mi zapewnić bilet do odrobinę lepszego życia, zaczęły mnie dusić sploty bezustannego pesymizmu, gdyż niemal na pewno zlikwidowana została jedna z w miarę atrakcyjnych dla mnie ścieżek kariery. Czy mam jednak prawo do narzekania? Doceniam to, że posiadam prawie (!) własny kąt, nie muszę się obawiać eksmisji, głodu, brudu czy nawet samotności. Kiedy pomyślę, jak wielu ludzi na świecie nie ma dostępu do wody pitnej, jak wielu nie wie, czy dożyje następnego dnia, nie mówiąc o luksusie klepania w klawiaturę komputera i czytania pierdół z Wielkiej Sieci, to ogarnia mnie wdzięczność za to wszystko, co mam, od w miarę taniego żarcia poprzez ciepłą wodę w kranie po wsparcie rodziny.

Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że rodzina kiedyś odejdzie, a nam może być coraz ciężej. Przygotowuję się mentalnie na znacznie gorsze czasy, gdyż za kilkadziesiąt lat nasze pokolenie, pokolenie boomu demo, zwali się na łeb niewielkiej liczbie pracujących obywateli. Kto wie, może młodzi będą nas przymusowo usypiać? A może wymyślą coś bardziej humanitarnego, np. wystrzelą nadmiar staruszków w Kosmos z zapasem paliwa na dziesięć lat maksymalnej prędkości? :)

Dziękuję wszystkim, którzy ze mną wytrzymali przez ostatnie lata i zapowiadam, że w miarę możliwości nadal będę Wam psuć krew i szarpać nerwy lekko prowokującymi wpisami. Znacie jednak moje złote serce i nie wyobrażacie chyba sobie, że robię to z czystej złośliwości. Lubię z Wami rozmawiać, nawet jeśli na delikatne szyderstwo odpowiadacie nazbyt mocno. Pozdrawiam Was wszystkich, kochane huncwoty, i zachęcam do odwiedzania mojego bloga, a także do nie przejmowania się zbytnio tym, co piszę, nawet jeśli piszę to całkiem serio.


Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo