20 obserwujących
209 notek
173k odsłony
1730 odsłon

Kto nas wychowuje...

Wykop Skomentuj185


Obejrzeliśmy wczoraj kawałek drugiej części trylogii „Hobbit” Petera Jacksona. Poza rozbuchanymi efektami specjalnymi i nadmuchaniem tej skądinąd zabawnej historyjki do rozmiarów eposu, rzuciło mi się w oczy to, co i u Tolkiena jest wyjątkowo oczywiste: klarowny podział na Dobro i Zło. Dobre są krasnoludy, elfy, hobbici, niektórzy ludzie; źli są orkowie, gobliny, pająki i... niektórzy ludzie. To, co dobre, jest też (prawie zawsze) ładne i dzielne. Źli natomiast są tchórzami, prymitywami, lubią knuć i się mścić. Co prawda wiemy, że później Thorinowi Dębowej Tarczy na krótko odbije z powodu niezdrowej pożądliwości wobec Arcyklejnotu, szybko jednak się opamięta i stanie po Właściwej Stronie.

Korci mnie, by napisać, iż tym właśnie różnią się opowieści dla dzieci i dla dorosłych: te pierwsze muszą być uczone jasnych podziałów i wiedzieć, kto jest cacy, a kto be; ci drudzy rozumieją już, że tak naprawdę KAŻDY ma swoje powody, żeby postępować tak, a nie inaczej, i że bardzo trudno jest obiektywnie ocenić, co jest dobre, a co złe. Bardzo możliwe, iż na nasze jednostkowe wybory mieli wpływ właśnie Tolkien i Jackson, oraz wielu innych twórców, którzy wpajali nieukształtowanej jeszcze dzieciarni do głowy, którą ścieżką należy pędzić swojego wierzchowca. W pełni dorosły człowiek ma już ugruntowany światopogląd, jednak zdaje sobie sprawę, że nie jest pępkiem świata i jego punkt widzenia jest najważniejszy wyłącznie dla niego samego. I to mu wystarcza. Rozumie swoją znikomość we Wszechświecie, nie boi się jednak robić tego, co sam uważa za słuszne.

Dorośli, którzy pozostali mentalnymi dziećmi, którzy muszą mieć jakiś autorytet, żeby im mówił, co jest dobre, a co złe, którzy są święcie przekonani, iż przypadła im rola Gandalfa, Barda czy Legolasa, a ich przeciwnicy są ludzkim wcieleniem Golluma, Smauga czy Saurona – oni są święcie przekonani, iż wiedzą, która strona jest Właściwa. Są w swoim mniemaniu nieomylni. I ogromnie się dziwią, że inni nie chcą dostrzec tego, co oni, że nie chcą zrozumieć tego, co dla nich jest oczywiste. Dotyczy to każdej opcji światopoglądowej, gdyż mentalne gówniarstwo jest wszechobecne.

Ja też mam swój własny punkt widzenia, bolą mnie określone rzeczy, potępiam określone zachowania i nie podoba mi się nachalne lansowanie obcej mi moralności. Człowiek zmienia się tylko wtedy, kiedy ktoś/coś wpłynie na JEGO/JEJ uczucia i przekonania. Tymczasem topornie, choć efektownie przedstawiona „propaganda” polega najczęściej na zawaleniu ideologicznych oponentów uczuciami i przekonaniami samego twórcy. I raczej nie przynosi to pożądanych rezultatów. Ani prawdziwi dorośli, ani zaledwie ci metrykalni nie lubią być pouczani, wpychani w poczucie winy, wychowywani na nowo. Ten okres już się dla nich zakończył. Na moim przykładzie: lubię smoki. A taki Smaug to złośliwa bestia, postępuje haniebnie, egoistycznie i – śmiem twierdzić – głupio, gdyż leżąc dekadami na złocie tylko je marnuje, zamiast puścić w obrót. Z drugiej strony, w jaki sposób miałby zyskać, gdyby je rozdał ludziom? Przecież nie będą z nim prowadzić stabilnej wymiany handlowej. A z innymi smokami nasz milusiński się nie zadaje. Skomplikowana jest ta smocza miłość do złota, ba, same smoki też są skomplikowane, tymczasem Tolkien kreśli grubą krechą wrednego i chytrego potwora, którego jedyną radością jest grabież i zniszczenie.

Oczywiście nie o samego gada tu chodzi, a o konkretną postawę, wartości i postępki. Na to jednak też jestem za stara. Wzruszają mnie odważni bohaterowie, całym sercem popieram ludzi szlachetnych i gotowych walczyć o dobrą sprawę, niemniej rozumiem także punkt widzenia osób uciekających przed odpowiedzialnością, bezideowych, obojętnych na toczone wokół nich boje. Może stąd taka sympatia dla Yossariana, bohatera znanego Wam zapewne „Paragrafu 22”? Facet olewa „słuszną wojnę”, zależy mu jedynie na ocaleniu własnej dupy. No i patrzcie, jakoś nie stał się pogardzanym przez wszystkich antagonistą, wręcz przeciwnie, książka zyskała rozgłos i zasłużony status kultowej. „Opowieści z Narni” oraz cykl o Harrym Potterze, które wbiły się głęboko w świadomość milionów czytelników, doczekały się swoich parodii, na które od jakiegoś czasu poluję. A trylogia „Władca pierścieni” ma swoją osobliwą „kontynuację” autorstwa Kiryła Jeskowa, która przedstawia nam wydarzenia z perspektywy tej drugiej, „gorszej” strony. Jeśli ktoś już to czytał, niech się podzieli wrażeniami.

A jeśli chodzi o następne wcielenie, to ja poproszę jednak smoka. :) Elfy uważam za chłodne, wyniosłe i paskudnie idealne, krasnoludzkich bab nie widziałam, czarodziejem też być nie chcę, gdyż magia jako taka zawsze mnie odrzucała. Oczywiście chcę być dobrym smoczkiem, no, może nie dla każdego...


Wykop Skomentuj185
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo