36 obserwujących
399 notek
410k odsłon
  2689   3

Dlaczego nie jestem patriotką


Pod ostatnią notką pojawiło się sporo komentarzy broniących zarówno zasadności stosowania się do Dekalogu, jak i wypowiedzi pana Czarnka, według którego Polska bez chrześcijaństwa nie przetrwa. Niestety, zamiast solidnych argumentów padło raczej wiele subiektywnych opinii, dlatego też nie mogę traktować ich poważnie. Bo i cóż można odpowiedzieć na agresywny bełkot Natanaeli, która obraża każdego, kto nie jest chrześcijaninem? Albo na ubolewanie innego komentatora, że ludzie bez chrześcijaństwa będą żyli tak, jak chcą? :) Mnie, jako agnostyczki, nie obowiązuje interpretacja Dekalogu według Katechizmu. Nie zamierzam też stawiać swoim bliźnim jakiegoś lepszego wzorca niż katolicyzm, albowiem uważam, że każdy powinien wydorośleć i żyć według własnego sumienia. Natomiast sama „polskość”... Cóż, to temat na całą notkę.

Zacznijmy od tego, że patriotyzm nie może – według mnie – oznaczać samego afektu. Miłość do ojczyzny powinna iść w parze z jakimś działaniem. A co robimy my, Polacy, żeby zasłużyć na miano patrioty? Czy szanujemy Polskę? Chcielibyśmy jej bronić nawet za cenę życia? A w czasie pokoju, czy wspieramy nasz kraj swoją rodziną, gotówką (kupowanie polskich produktów), siłami (wolontariat)? Wydaje mi się, że niewiele osób spełnia te wymagania. Mocni w gębie, czynami raczej nie dajemy świadectwa swojego patriotyzmu. Gadanie jest tanie, droższe jest działanie. Mylę się?

Ja już jako młódka stwierdziłam, że chcę żyć uczciwie, bez okłamywania samej siebie. Dlatego odrzuciłam zarówno religię, jak i sam patriotyzm. Co oznacza to drugie? Ano, ni mniej nie więcej to, iż nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem. To nie jest żadna nienawiść czy wzgarda dla Polski. Żyję w kraju, który ma wiele wad, lecz gdzie ich nie ma? Moja postawa wynika z pragnienia bycia szczerą wobec samej siebie: nigdy w życiu nie zrobiłam dla ojczyzny praktycznie niczego. Nie pracowałam dla niej, tylko dla siebie; podatki płaciłam, bo musiałam (w zasadzie zarabiałam tak mało, że otrzymywałam ich zwrot); nie urodziłam dziecka, żeby wesprzeć liczebnością społeczeństwo; nie kupiłam ani jednej rzeczy ze względu na jej pochodzenie; nie wahałam się przed krytyką swego kraju; i last but not least: nie ma we mnie cienia szacunku dla narodu, gdyż na szacunek każdy musi zapracować.

Tym samym nie będę wynosić chrześcijaństwa na piedestał tylko dlatego, że pomogło nam, Polakom, zachować naszą narodową tożsamość. Nie czuję się bardziej Polką niż Europejką. Jedno i drugie, jako niezależne ode mnie, jest mi całkowicie obojętne. Rozumiem tych, dla których polskość dużo znaczy, i poczuli się urażeni słowami Donalda Tuska sprzed trzydziestu pięciu lat. Niemniej jakby zrobić sondaż wśród najmłodszego pokolenia (20- lat), to zapewne ich przekonania byłyby zbliżone do moich (statystycznie rzecz biorąc).

Chciałabym móc kochać mój kraj. Ale nie kocham. Nie zasłużył na miłość, czy to jako naród, czy jako państwo. Nie zasłużył też na odrazę, w końcu nie jesteśmy (chyba) gorsi od innych. Ot, zwykła, dość nieszczęśliwie położona kraina, która musi celebrować porażki, gdyż zwycięstw na koncie zbyt wielu nie posiada. Od dwóch dekad miotana między dwiema skompromitowanymi partiami, słaba, zakompleksiona, lecz wciąż walcząca o swoje, Polska jest moim – mocno niedoskonałym – domem, którego mimo wszystko nie chcę opuszczać. Nie wpoję dziecku żadnych propolskich zasad, nie nakłonię jej do uczestnictwa w żadnej propolskiej manifestacji, a wręcz przeciwnie – będę ją trzymać od tego z daleka i zawsze podkreślać, że nie ma niczego niezwykłego w byciu Polakiem. Dumnym można być jedynie z racji swoich szlachetnych postępków. Jeśli ktoś się nie zgadza, to widocznie nie ma się czym chwalić.

Osoby nie zgadzające się z moimi wynurzeniami zachęcam do konstruktywnej krytyki. Jeśli kochacie Polskę i oburza was, że ktoś myśli inaczej, macie prawo się wypowiedzieć.


Lubię to! Skomentuj430 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo