Wielu ludzi proponuje nie tylko rozmaite sposoby na zwiększenie dzietności w Polsce, ale także na ratowanie ZUSu przed „upadkiem” czy sprawiedliwsze rozdzielenie zdobyczy socjalnych w przyszłości, kiedy zmniejszy się liczba osób produktywnych. Tymczasem już dzisiaj potrzeba rozwiązań systemowych, które umożliwią nam przetrwanie najcięższego okresu i uratowanie narodu przed potencjalną nędzą. Zapraszam do lektury poniższego artykułu:
W debacie pojawiają się także pomysły bardziej radykalne, takie jak bezpośrednie przekazywanie części składek dzieci na emerytury ich rodziców. Takie rozwiązanie podważałoby jednak podstawową zasadę solidarności systemu repartycyjnego, w którym pracujące pokolenie finansuje emerytury całego pokolenia seniorów, a nie wyłącznie własnych rodziców. W praktyce oznaczałoby to przesunięcie systemu w stronę prywatnych transferów rodzinnych.
Pojawiają się przy tym oczywiste problemy sprawiedliwości. Nie wszyscy mają dzieci, ale nie wszyscy też mogą (lub chcą) je mieć. Powiązanie wysokości emerytury z liczbą lub dochodami dzieci oznaczałoby więc systemową karę dla osób bezdzietnych, niezależnie od ich historii składkowej. Powstają też liczne pytania praktyczne: co w sytuacji, gdy dziecko wyemigruje i pracuje w innym kraju, czy rodzic będzie miał obniżone świadczenie, bo Polska w dziecko zainwestowała, a stopa zwrotu jest ujemna? A jeśli dziecko będzie bezrobotne lub relacje rodzinne zanikną? W takim systemie wysokość emerytury zależałaby w dużej mierze od zdarzeń losowych, na które jednostka ma ograniczony wpływ. W rezultacie wiele z proponowanych rozwiązań nie tylko prawdopodobnie nie zwiększyłoby dzietności, ale wprowadziłoby dodatkowe nierówności i komplikacje do systemu emerytalnego.
Co o tym myślicie?
Komentarze
Pokaż komentarze (27)