Nie wydaje mi się, żeby tym razem można było mówić o pasożytnictwie. O ile artyści chcieliby mieć zapewnioną emeryturę przez państwo, o tyle pisarze domagają się już zwykłej regulacji rynku, który do tej pory rządził się swoimi prawami:
Nasze powieści są fikcją literacką, ale nie chcemy, żeby nasze zarobki też nią były – mówią Beata i Eugeniusz Dębscy, jedni z uczestników kampanii prowadzonej przez stowarzyszenie ”Unia Literacka”, które rozpoczęło kampanię społeczną pod hasłem „Dziesięć procent”. Jej cel to zwrócenie uwagi na wynagrodzenia autorek i autorów książek. Twórcy przekonują, że tylko niewielka część pisarzy otrzymuje honorarium na poziomie 10 proc. ceny okładkowej sprzedanego egzemplarza. W przypadku książki kosztującej 50 zł oznacza to 5 zł dla autora, jednak, jak podkreśla stowarzyszenie, wielu twórców otrzymuje zdecydowanie mniej. Punktem wyjścia kampanii są dane przywołujące raport „Jeszcze książka nie zginęła”, według którego średnio do autora trafia około 2,87 zł za jeden sprzedany egzemplarz książki.
Bardzo ciekawe są komentarze pod tym tekstem. Ludzie podnoszą argumenty za i przeciw proponowanemu rozwiązaniu – i są one na ogół dość trafne po obydwu stronach. Przechylam się jednak do zdania, że jakoś pisarze powinni być chronieni przed wyzyskiem. Z pisaniny i tak mało kto wyżyje, niemniej przyzwoitość i sprawiedliwość nakazywałyby zapewnić twórcom pewne minimum.
Komentarze
Pokaż komentarze (43)