9 obserwujących
71 notek
44k odsłony
294 odsłony

Nie samym chlebem żyjemy

Wykop Skomentuj32


Pewien bloger napisał niedawno, że należy żyć dla wyższego celu. Pełna racja: człowiek musi w COŚ wierzyć. Dla niektórych jest to oczekiwanie na życie wieczne, najlepiej w towarzystwie ukochanego bóstwa. Inni szukają wiedzy o świecie, wyjaśnienia kłopotów tudzież rady na nie u najrozmaitszych guru. Jeszcze inni poświęcają się jakiejś sprawie. Część społeczeństwa oddaje się sztuce, część nauce, a część polityce. Filozofujemy, dywagujemy i teoretyzujemy o wszystkim i o niczym, starając się wepchnąć nasz chaotyczny, pełen dziwacznych zrządzeń losu żywot w ramy uporządkowanej narracji.

Po co to wszystko? I czy każdy wybór jest równie mądry? Przecież niektóre przynoszą więcej szkody niż korzyści. Wszystkie jednak pokazują to samo: że człowiek nie samym chlebem, wódą oraz igrzyskami żyje. Oczekujemy czegoś więcej niż przetrwanie; czegoś, co nadawałoby naszej egzystencji sens i tym samym stawiało nas wyżej niż karaluchy.

Tę potrzebę znany bloger i pisarz Mark Manson nazywa szukaniem i tworzeniem nadziei. Jasnym jest dla niego, że obiektywnie rzecz biorąc nasze istnienie jest samo w sobie pozbawione większego znaczenia, a tym samym każdy nasz czyn, słowo tudzież myśl są poniekąd bezwartościowe. Ludzie – twierdzi – potrzebują specjalnych „narracji nadziei”, które pozwoliłyby im ciągnąć to marne życie z ufnością w przyszłość; bez nadziei wpadamy w depresję, złość i/lub szaleństwo.

Czy zatem sens życia tkwi w naszych umysłach? Czy tworzymy go, a nie odkrywamy? Tutaj zdania mogą być podzielone. Ci, którzy wierzą w Boga i życie pozagrobowe, z pewnością nie zgodzą się z Mansonem, gdyż dla nich żywot doczesny jest arcyważnym sprawdzianem, który można zdać, ale można też oblać. Jednak ateiści i agnostycy też mają swoje nadzieje, przekonania i fantazje, podtrzymujące ich wiarę w sens codziennego zwlekania się z łóżka i wykonaniu wszystkich tych prozaicznych czynności, które pozwalają nam funkcjonować zgodnie z resztą społeczeństwa.

Ja na ten przykład wierzę w wartość życia – niemal każdego. Z przełożeniem wiary na praktykę mam pewien problem, gdyż zdarza mi się bezmyślnie wyrwać kwiatuszek, a i paskudne rybiki tłukę bez miłosierdzia. Niemniej takie właśnie przyjęłam założenie. Czy zabiłabym w swojej lub czyjejś obronie? Możliwe. Byłaby to jednak ostateczność. Albowiem (prawie) każde życie jest cenne. Wierzę również w sens ograniczania cierpienia. Świat jest wystarczająco brutalny i bezwzględny, byśmy musieli dokładać do tego swoją cegiełkę okrucieństwa.

Gdyby przyszło mi wybierać pomiędzy skazaniem kogoś na straszne cierpienie lub bezbolesnym uśmierceniem go/jej, prawdopodobnie wybrałabym to drugie (gdyby osoba/istota ta nie mogła wyartykułować, czego sobie życzy). Czy jest to słuszna postawa? Nie wiem. Brak wyboru też byłby jakimś wyborem. Karmię się nadzieją, że zmierzamy ku coraz lepszym metodom ratowania życia tudzież ograniczania cierpienia – i to jest dla mnie najlepszy wyznacznik ucywilizowania danej populacji. 

Wierzę w życie pozagrobowe i mam nadzieję, że moja postawa zostanie doceniona. Mam przy tym świadomość, iż mogę się drastycznie mylić i powinnam była ulokować swoją wiarę i nadzieję gdzie indziej. Tak naprawdę jednak nie wybierałam sobie poglądów; one przyszły niejako same, moje jestestwo wyewoluowało ku nim samoistnie. 

A w co Wy wierzycie?

Wykop Skomentuj32
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości