2 obserwujących
38 notek
27k odsłon
373 odsłony

Los Kurdów i analogie polskie

Kurdishstruggle [CC BY 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/2.0)]
Kurdishstruggle [CC BY 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/2.0)]
Wykop Skomentuj5

Atak turecki na Kurdów w Północnej Syrii, pomimo wspierania ich przez USA i Izrael jest jakąś niespodzianką a dla nas powinien być zagwozdką, choćby dlatego, że wojskowa obecność amerykańska a nawet braterstwo broni nie zapobiegły zbrojnej napaści. Patrząc z drugiej strony, członek NATO, jakim jest Turcja, militarnie zabezpieczający swój interes jakim jest odcięcie wroga wewnętrznego od zagranicznego wsparcia, karany jest sankcjami przez innych członków NATO.

Z oczywistych względów, turecki atak na syryjskich Kurdów budzi nasze oburzenie gdyż dochodzi tam do aktów barbarzyństwa i cierpi ludność cywilna. Dla Kurdów żywimy chyba prawie wszyscy ciepłe uczucia jako ludu podobnego trochę do nas, latami pozbawionego swego państwa, próbującego wybić się na niepodległość, a do tego będącego akurat w Syrii obrońcą tzw. "zachodnich wartości". Dlatego przeżywamy to, co się tam dzieje i chcemy im pomagać, np. humanitarnie. Tylko warto wiedzieć dlaczego mocarstwa ryzykują utratę wizerunku by ich jednak zostawić.

Nie wierzcie w bajki typu kampania wyborcza w USA i chęć pochwalenia się jakimś sukcesem, np. zabraniem chłopaków do domu. Jeśli polityka globalnego mocarstwa ma być zakładnikiem kampanii wyborczych czy ludzkiej zmienności nastrojów, to takie państwo nie ma prawa być mocarstwem, a jednak (jeszcze) jest. Jeśli Amerykanie ustępują, to albo chcą innych wplątać i ugotować na lata w grzęzawisku w którym sami sobie nie radzą, albo jest jakiś poważny deal do zrobienia i trzeba ponieść koszty, np. wizerunkowe. Porzucenie faktycznego towarzysza broni, który pokonał ISIS, składając w daninie kilkanaście tysięcy bojowników, nie jest etyczne, ale nie pierwszy to raz, kiedy Zachód tak robi. Jałta się kłania. Jak widać etyczna polityka czeka na ponowne przyjście Chrystusa.

Jakie jest obecnie największe wyzwanie polityki amerykańskiej? Wygląda na to, że rosnące znaczenie Chin. Jak najłatwiej zdestabilizować Chiny? Powodując bunt Ujgurów, zamieszkujących ogromną prowincję na Zachodzie kraju, i solidaryzujących się z nimi chińskich muzułmanów, a tych jest w Chinach kilka procent i są w dużej liczbie w każdym mieście, w. tym w Pekinie. Mogą wywołać rozruchy i akty sabotażu. Mogą, bo są trzymani za twarz w sposób wołający o pomstę do Allaha. Zbyt łakomy to kąsek by z niego zrezygnować. A kto ich do tego może popchnąć? Ano Turcja.

O ile pamiętam, prezydent Erdogan lubi otaczać się w czasie wizyty głów państw pocztami sztandarowymi reprezentującymi ludy turkojęzyczne Azji Środkowej. A jednym z takich ludów są Ujgurzy, zamieszkujący chińską prowincję Sindziang. Ich błękitne flagi z białym półksiężycem powiewają także w ... prowincji Idlib, którą zdominowały dżihadystyczne brygady, a wśród nich poczesne miejsce zajmuje Turkistan Islamic Party, brygada Ujgurow z Chin... Można się założyć, że siły te od lat wspierające politykę Turcji w Syrii nie robią tego bezinteresownie i liczą na turecką solidarność na wypadek buntu w Sindziangu. 

Tak więc, podobnie jak Rosja była i jest dla Zachodu ważniejszym partnerem niż my, a po 1989 były (i są) nim Niemcy, tak samo i teraz, Turcja jest ważniejsza niż Kurdowie. I podobnie jak popieranie Polski skutkuje albo skutkować może dla USA napięciami z Rosją i Niemcami, tak samo popieranie Kurdów zamyka drogę do porozumień nie tylko z Turcją ale i Irakiem czy Iranem, gdzie naród ten jest wielomilionową mniejszością. Damaszek autonomią Kurdów też jakoś zachwycony nigdy nie był.

W tej sytuacji, podobnie jak Polska, także i Kurdystan stawia na poparcie Izraela i diaspory żydowskiej. W interesie Izraela jest rzeczywiście osłabianie Turcji, Iraku i Iranu, już nie mówiąc o Syrii, i Kurdowie latami sumiennie to robili, popychani nie tylko nadzieją na niepodległość, samostanowienie i poszanowanie swej godności we własnym kraju, ale także na wzbogacenie się dzięki znajdującym się na ich terenach etnicznych ogromnym złożom ropy (Irak, Syria, a zapewne też i Iran) i gazu (Turcja). Budowanie przez Iran szyickiego pasa od Afganistanu do Libanu jest dla Izraela zagrożeniem, zaś sojusz z Kurdami daje szansę na skuteczne infiltrowanie Iranu a docelowo polityczną i wojskową dywersję na wypadek wojny.

Zastanawia zatem bezczynność Izraela w tym konflikcie. Zrozumiałe, że ten wolałby w regionie załatwiać swe interesy rękoma Amerykanów i ich sojuszników. Do tego, wydawałoby się, że biznesmen Trump i podskarbi jego rodu jakim jest zięć Kushner oraz jego nawrócona na judaizm córka, a żona Kushnera, Ivanka, będą dla Żydów spolegliwi co najmniej. takim samym stopniu jak poprzedni prezydenci jak nie większym. I rzeczywiście: USA uznały Jerozolimę za stolicę Izraela, wymuszają na Polsce ogromne odszkodowania za mienie bezspadkowe i wciąż grożą Iranowi wojną. A jednak z Syrii się wycofują. Co jest grane, można zapytać? Czyżby Amerykanie w/w posunięciami chcieli zamknąć usta żydowskiemu lobby by móc zrealizować ważniejszy dla nich deal z Turcją? A może jest dogadane, że zamiast Amerykanów (jakby nie było członka NATO), Turcją ma się militarnie zająć sam Izrael? Jeśli tak, to ruchów wojskowych z tamtej strony możemy się spodziewać na dniach. Inaczej Kurdowie syryjscy zostaną wyniszczeni, a Kurdowie w innych krajach poszukają wsparcia gdzie indziej lub, co gorsza, dogadają się z rządami krajów w których żyją. Jak ruch taki nie nastąpi, to będzie kolejna lekcja.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka