Przeciwnicy prywatyzacji szpitali i innych placówek służby zdrowia argumentują zwykle, że doprowadzi ona do tego, iż instytucje te będą dbać tylko o takich pacjentów, których leczenie jest opłacalne. Jeśli komuś trafi się jakieś mało intratne dla szpitala choróbsko, to umarł w butach. W przenośni, a może i dosłownie.
Nie jestem pewien, jak to będzie po prywatyzacji, wiem natomiast, jak sytuacja wygląda dzisiaj. Jadąc samochodem do pracy usłyszałem w radio, że niektóre warszawskie szpitale pękają w szwach. Pacjenci, nawet ci z oddziałów onkologicznych poddawani chemioterapii, muszą leżeć na materacach umieszczonych na korytarzach. Z kolei w innych szpitalach jest wiele wolnych miejsc. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że placówki te czekają na pacjentów, za których leczenie dostaną wysokie stawki z Narodowego Funduszu Zdrowia. Czyli – podejście merkantylistyczne obowiązuje w państwowej służbie zdrowia w nie mniejszym (a może i większym) stopniu niż w prywatnej.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)