136 obserwujących
1028 notek
913k odsłon
14886 odsłon

Spowiedź Leszka Pękali. Nowe okoliczności porwania księdza Jerze

Wykop Skomentuj26
W najnowszym numerze stokłosowego Tygodnika Nowego nr 46/980 ukazał się wywiad z jednym z porywaczy księdza Jerzego Popiełuszki.

img042.jpg Fotki Zdjęcia Obrazki


Oto jego treść:



                To nie my zabiliśmy



Jak się teraz należy do Pana zwracać, per Panie Pawle czy Panie Leszku?

- Rodzina używa mojego starego imienia, ale wśród nowych znajomych i w pracy występuję pod nowym imieniem i nazwiskiem.

Ale wyglądu Pan nie zmienił. Dlaczego?

- Nie myślałem o tym. Zresztą, kto mnie zna... Pokazywali mnie ostatni raz w telewizji 23 lata temu, a i to mało dokładnie. Nikt już tego nie pamięta. To było tak dawno... Od tego czasu nikt nigdy mnie publicznie nie pokazywał. A zresztą, od tego czasu postarzałem się znacznie...

Mieszka Pan z rodziną w niewielkim miasteczku znajdującym się na skraju byłego woj. pilskiego. Nikt Pana tu nie kojarzy z osobą zabójcy księdza Jerzego?

- Nie jestem zabójcą. Nikogo nigdy nie zabiłem.

Został Pan skazany, a wyrok był prawomocny.

- Nie byłem skazany za zabójstwo, a za pomoc w zabójstwie.

Pytam, czy nikt Pana tu nie kojarzy z osobą okrutnego esbeka z 1984.

- Nikt. Dwukrotnie zmieniałem nazwisko i imię, a w tym mieście mieszkamy z rodziną od czterech lat. Pracuję, żyję, dorobiłem się wnuka. To tyle.

Przedtem mieszkał Pan w Warszawie i pracował Pan jako Nowak w dziale reklamy redakcji „Życie”. Dopiero gdy jedna z gazet wykryła Pańską przeszłość, „Życie” wywaliło Pana z pracy w ciągu godziny...

- To nie tak. Nigdy nie byłem etatowym pracownikiem „Życia”. Założyłem firmę reklamową i ze wspomnianą redakcją podpisałem stałą umowę na zbieranie i opracowywanie reklam prasowych. Po wyjściu z więzienia nawet mandatem nie zostałem ukarany. Żyję jak przykładny obywatel, tyle że z bagażem okropnych doświadczeń.

Żałuje Pan tego, co Pan zrobił w 1984 roku? Żałuje Pan tego, żeksiądz Jerzy Popiełuszko został zamordowany?

- Żałuję przede wszystkim tego, że pracowałem z takimi ludźmi jak Grzegorz Piotrowski. Żałuję, że mu tak zaufałem, że fanatycznie wykonywałem jego polecenia. No i oczywiście bardzo żałuję tego, co zrobiono z księdzem Jerzym.

Zrobiono”?! Kto? Niewidzialna ręka? Radzieckie KGB? PRL-owska WSW? NRD-owska STASI? Kto?

- Mogę tylko powiedzieć tyle, że nie byłem przy śmierci księdza Popiełuszki i nie przyczyniłem się do niej. Nie byłem przy jego śmierci i wiem też, że nie dokonał tego Piotrowski. Mówię to z calą stanowczością, mimo że go nie cierpię. Ale on był cały czas z nami, nie opuścił nas nawet na minutę. Myśmy nawet siusiać chodzili razem, gdy stawaliśmy w lesie. On nie miał takiej możliwości, aby zabić kapelana. To nie on...

Zatem kto?

- Tego nie wiem.

Trudno w to uwierzyć. Nie wie Pan, czy nie chce Pan powiedzieć?

- Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

Ale przecież to panowie porwali księdza Jerzego! Temu Pan chyba nie zaprzeczy?!

- Tak, to prawda, ale myśmy zostawili księdza żywego, nawet nie pobitego. Miał, owszem, związane ręce, ale nie był przez nas bity.

To w jakim celu porwaliście Jerzego Popiełuszkę w październiku 1984 roku??

- Założenia były takie, by go nastraszyć, może nakłonić do współpracy, choć w to ostatecznie raczej wątpiliśmy... Nie mieliśmy go bić i nie biliśmy, a już na pewno nie myśleliśmy o zabójstwie!

I co było dalej? Wieźliście go przecież w bagażniku, ze związanymi rękoma! I gdzie go zostawiliście?

- Na szosie między Toruniem a Bydgoszczą. Przez myśl mi wtedy przemknęło, że coś jest nie tak, bo zostawiamy slużbowego fiata w środku lasu lasu, z kluczykami w stacyjce i księdzem w bagażniku, ale Piotrowski tłumaczył, że tak trzeba zrobić i że podejrzenie padnie na przypadkowych złodziei aut. Nikt wtedy nie myślał, że sprawa się wyda, Piotrowski zapewniał, iż „góra” wie o wszystkim, a już na pewno nikt z nas nie brał pod uwagę, że księdzu może stać się coś złego.

I co bylo dalej? Szliście pieszo? Szosą, w środku nocy?

- Tak, szliśmy jakieś 3 km. Piotrowski mówił, że na pewnym parkingu stoi resortowy fiat i że on ma do niego kluczyki. Tak też było. Trudno więc było Grzegorzowi nie wierzyć... Autem tym dotarliśmy z powrotem do stolicy na Rakowiecką, upijając się po drodze. Piliśmy z gwinta. Reszta faktów jest publicznie znana.

Jeździł ktoś za wami? Odnosiliście wrażenie, że jesteście przez kogoś śledzeni?

- Tak, ale Piotrowski mówił, że to nasza obstawa. Wierzyliśmy mu. Czuliśmy się przez to pewniej.

Dlaczego nie powiedział Pan tego wszystkiego na procesie toruńskim w 1985 roku? Przecież otrzymałby Pan znacznie mniejszy wyrok.

- Zakazał tego Piotrowski. Nadal mu ufaliśmy. Powiedział, że nawet jeśli będą wyroki, to i tak nas wypuszczą, awansują i nagrodzą solennie.

No a potem? Już po wyroku? Gdy nikt się o was nie upomniał i nie wypuścił? Dlaczego Pan milczał?

- Potem to już ze strachu. Każdy miał rodzinę, baliśmy się nie tyle o wlasne bezpieczeństwo, ile o nasze rodziny.

Wykop Skomentuj26
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale