Blog
Imiona rzeczy.blog Kisiela
Kisiel
Kisiel antykomunista
138 obserwujących 1028 notek 907922 odsłony
Kisiel, 16 listopada 2008 r.

Spowiedź Leszka Pękali. Nowe okoliczności porwania księdza Jerze

W najnowszym numerze stokłosowego Tygodnika Nowego nr 46/980 ukazał się wywiad z jednym z porywaczy księdza Jerzego Popiełuszki.

img042.jpg Fotki Zdjęcia Obrazki


Oto jego treść:



                To nie my zabiliśmy



Jak się teraz należy do Pana zwracać, per Panie Pawle czy Panie Leszku?

- Rodzina używa mojego starego imienia, ale wśród nowych znajomych i w pracy występuję pod nowym imieniem i nazwiskiem.

Ale wyglądu Pan nie zmienił. Dlaczego?

- Nie myślałem o tym. Zresztą, kto mnie zna... Pokazywali mnie ostatni raz w telewizji 23 lata temu, a i to mało dokładnie. Nikt już tego nie pamięta. To było tak dawno... Od tego czasu nikt nigdy mnie publicznie nie pokazywał. A zresztą, od tego czasu postarzałem się znacznie...

Mieszka Pan z rodziną w niewielkim miasteczku znajdującym się na skraju byłego woj. pilskiego. Nikt Pana tu nie kojarzy z osobą zabójcy księdza Jerzego?

- Nie jestem zabójcą. Nikogo nigdy nie zabiłem.

Został Pan skazany, a wyrok był prawomocny.

- Nie byłem skazany za zabójstwo, a za pomoc w zabójstwie.

Pytam, czy nikt Pana tu nie kojarzy z osobą okrutnego esbeka z 1984.

- Nikt. Dwukrotnie zmieniałem nazwisko i imię, a w tym mieście mieszkamy z rodziną od czterech lat. Pracuję, żyję, dorobiłem się wnuka. To tyle.

Przedtem mieszkał Pan w Warszawie i pracował Pan jako Nowak w dziale reklamy redakcji „Życie”. Dopiero gdy jedna z gazet wykryła Pańską przeszłość, „Życie” wywaliło Pana z pracy w ciągu godziny...

- To nie tak. Nigdy nie byłem etatowym pracownikiem „Życia”. Założyłem firmę reklamową i ze wspomnianą redakcją podpisałem stałą umowę na zbieranie i opracowywanie reklam prasowych. Po wyjściu z więzienia nawet mandatem nie zostałem ukarany. Żyję jak przykładny obywatel, tyle że z bagażem okropnych doświadczeń.

Żałuje Pan tego, co Pan zrobił w 1984 roku? Żałuje Pan tego, żeksiądz Jerzy Popiełuszko został zamordowany?

- Żałuję przede wszystkim tego, że pracowałem z takimi ludźmi jak Grzegorz Piotrowski. Żałuję, że mu tak zaufałem, że fanatycznie wykonywałem jego polecenia. No i oczywiście bardzo żałuję tego, co zrobiono z księdzem Jerzym.

Zrobiono”?! Kto? Niewidzialna ręka? Radzieckie KGB? PRL-owska WSW? NRD-owska STASI? Kto?

- Mogę tylko powiedzieć tyle, że nie byłem przy śmierci księdza Popiełuszki i nie przyczyniłem się do niej. Nie byłem przy jego śmierci i wiem też, że nie dokonał tego Piotrowski. Mówię to z calą stanowczością, mimo że go nie cierpię. Ale on był cały czas z nami, nie opuścił nas nawet na minutę. Myśmy nawet siusiać chodzili razem, gdy stawaliśmy w lesie. On nie miał takiej możliwości, aby zabić kapelana. To nie on...

Zatem kto?

- Tego nie wiem.

Trudno w to uwierzyć. Nie wie Pan, czy nie chce Pan powiedzieć?

- Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

Ale przecież to panowie porwali księdza Jerzego! Temu Pan chyba nie zaprzeczy?!

- Tak, to prawda, ale myśmy zostawili księdza żywego, nawet nie pobitego. Miał, owszem, związane ręce, ale nie był przez nas bity.

To w jakim celu porwaliście Jerzego Popiełuszkę w październiku 1984 roku??

- Założenia były takie, by go nastraszyć, może nakłonić do współpracy, choć w to ostatecznie raczej wątpiliśmy... Nie mieliśmy go bić i nie biliśmy, a już na pewno nie myśleliśmy o zabójstwie!

I co było dalej? Wieźliście go przecież w bagażniku, ze związanymi rękoma! I gdzie go zostawiliście?

- Na szosie między Toruniem a Bydgoszczą. Przez myśl mi wtedy przemknęło, że coś jest nie tak, bo zostawiamy slużbowego fiata w środku lasu lasu, z kluczykami w stacyjce i księdzem w bagażniku, ale Piotrowski tłumaczył, że tak trzeba zrobić i że podejrzenie padnie na przypadkowych złodziei aut. Nikt wtedy nie myślał, że sprawa się wyda, Piotrowski zapewniał, iż „góra” wie o wszystkim, a już na pewno nikt z nas nie brał pod uwagę, że księdzu może stać się coś złego.

I co bylo dalej? Szliście pieszo? Szosą, w środku nocy?

- Tak, szliśmy jakieś 3 km. Piotrowski mówił, że na pewnym parkingu stoi resortowy fiat i że on ma do niego kluczyki. Tak też było. Trudno więc było Grzegorzowi nie wierzyć... Autem tym dotarliśmy z powrotem do stolicy na Rakowiecką, upijając się po drodze. Piliśmy z gwinta. Reszta faktów jest publicznie znana.

Jeździł ktoś za wami? Odnosiliście wrażenie, że jesteście przez kogoś śledzeni?

- Tak, ale Piotrowski mówił, że to nasza obstawa. Wierzyliśmy mu. Czuliśmy się przez to pewniej.

Dlaczego nie powiedział Pan tego wszystkiego na procesie toruńskim w 1985 roku? Przecież otrzymałby Pan znacznie mniejszy wyrok.

- Zakazał tego Piotrowski. Nadal mu ufaliśmy. Powiedział, że nawet jeśli będą wyroki, to i tak nas wypuszczą, awansują i nagrodzą solennie.

No a potem? Już po wyroku? Gdy nikt się o was nie upomniał i nie wypuścił? Dlaczego Pan milczał?

- Potem to już ze strachu. Każdy miał rodzinę, baliśmy się nie tyle o wlasne bezpieczeństwo, ile o nasze rodziny.

Opublikowano: 16.11.2008 02:15.
Autor: Kisiel
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

linki do książki FYMa Czerwona strona księżyca: fymreport.polis2008.pl 65,2 MB 88 MB ebook 147 MB image Zwolennikom Platformy i KomorowskiegoDarmowy Hosting na Zdjęcia Fotki i Obrazki

Jestem poetą. To znaczy nazywam rzeczy imieniem:

na świat mówię - świat, na kraj - Ojczyzna,

czasem mówię chmurnie na durniów - durnie.
 
Tadeusz Borowski

Kiedy jednak długi szereg nadużyć i uzurpacji, zmierzających stale w tym samym kierunku, zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej, to słusznym i ludzkim prawem, i obowiązkiem jest odrzucenie takiego rządu oraz stworzenie nowej straży dla własnego przyszłego bezpieczeństwa.

Deklaracja Niepodległości Stanów Zjednoczonych

Być może kiedyś będę zmuszony pragnąć klęski mego państwa, a to w przypadku, gdy przestanie całkowicie zasługiwać na dalsze trwanie, gdy nie może już być żadną miarą uznane za państwo sprawiedliwości i prawa - krótko mówiąc, gdy zaprzeczy swej naturze państwa. Ale taka decyzja jest decyzją przerażającą; nosi ona nazwę "obowiązku zdrady."

Paul Ricoeur "Państwo i przemoc"

kontakt: okolice@o2.pl

 
Discover the playlist Asa with Asa
NAJWIĘKSZY TEATR ŚWIATA

Siedzę na twardym krześle W największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Przede mną mroczna scena Nade mną wielka kurtyna A przedstawienie zaraz się zacznie Codziennie się zaczyna Tragiczni komedianci Od tylu lat ci sami Niepowtarzalne stworzą kreacje Zamieniając się znowu rolami Ten, który dziś gra króla Do wczoraj nosił halabardę A jutro będzie tylko błaznem Prawa tej sceny są twarde Premiera za premierą Pomysłów nie zabraknie Publiczność zna ich wszystkie sztuczki A jednak cudów łaknie Po każdej plajcie antrakt A po nim znów premiera I jeszcze większa plajta A teatr nie umiera Siedzę na twardym krześle w największym świata teatrze Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę A obok mnie w milczącym tłumie w cieniu tej wielkiej sceny Artyści cisi i prawdziwi Artyści niespełnieni Nie zagram w tym teatrze Nie przyjmę żadnej roli. A serce, a co z sercem A niech tam sobie boli I każdy nowy sezon Niech będzie jak pokuta Stąd przecież wyjść nie można Więc siedzę jak przykuta Do tego właśnie miejsca W największym świata teatrze. Patrzę i oczom nie wierzę Nie wierzę, ale patrzę Pode mną smutna ziemia Nade mną nieba kurtyna Więc czekam aż Reżyser Niebieski Ogłosi wielki finał. Nie wierzę, ale patrzę

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Pan się zapędził podobnie jak prof. Nowak. Nie zgadzam się z interpretacją prof. Nowaka...
  • Tąpnięcie poparcia nie nastąpiło z powodu nagród, tylko dlatego, że dokonano nieszczęsnej...
  • na czym ten toporek leży?

Tematy w dziale