W jednej ze stacji telewizyjnych pokazano niedawno obraz "Erin Brockovich" - o walce skromnej kancelarii prawnej - w głównej mierze jednej z pracownic kancelarii - z nadużyciami korporacji Pacific Gas & Electric.
PGE truje środowisko doprowadzając do licznych zachorowań i przypadków śmiertelnych wśród okolicznej ludności. Najkrócej mówiąc, skażenia są spowodowane "pójściem na skróty" - brak stosownych zabezpieczeń powoduje emisję trucizn do środowiska.
Świetnie zagrana rola Julii Roberts, ale też świetne przesłanie - niezwykły upór głównej bohaterki, mordercza kilkuletnia jej praca, poświęcenie czasu wolnego i rodziny prowadzi sprawy do szczęśliwego końca: PGE płaci gigantyczne odszkodowania.
Ten film znakomicie pokazuje smutną realną prawdę - wszelkie skażenia środowiska, poza ewidentnymi nagłymi nadzwyczajnymi awariami przemysłowymi, mają swoją genezę w świadomym pomijaniu procedur bezpieczeństwa albo w głupim oszczędzaniu na zabezpieczeniach.
Filmowy Pacific Gas & Electric, ale i realny przypadek w Bhopalu, czy Three Miles Island to znane w obszarze ochrony środowiska "prawidłowości". Wpierw koncerny oszczędzają - potem ukrywają - nastepnie bagatelizują problem - w dalszej kolejności proponują "ugodowe" zakończenie sprawy - ewentualnie szantażują.
Taki cykl postępowania to nie wyłączna domena zagranicznych koncernów - i u nas znajdą się tacy. Oczywiście przodują oni w oskarżaniu ekologów o to, że są "nawiedzeni", że "szkodzą rozwojowi" itd. Pomoc takim cwaniakom niesie niefrasobliwość polskich sądów, które wykroczenia przeciwko środowisku uznają za sprawy o "znikomej społecznej szkodliwości". Mimo, że polskie prawodawstwo ma instrumenty, by karać takie przypadki.
Marzy mi się przypadek wyroku sądowego surowego, acz sprawiedliwego, ktory osądzi truciciela z pełną konsekwencją. I pełną egzekucją. By nigdy nikomu w przyszłości nie przyszło do głowy świadomie zatruwać środowiska.
Czyli nas, ludzi w tym środowisku żyjących.


Komentarze
Pokaż komentarze