Wybory w Platformie Obywatelskiej nie rozstrzygnęły kwestii przywództwa w tej partii, bo jest ono oczywiste od dłuższego czasu. Pokazały natomiast inną ciekawą rzecz – obnażyły miałkość platformerskiego konserwatyzmu.
Jeśli uznać Jarosława Gowina i jego stronników za reprezentantów tego środowiska, to widzimy jak to środowisko jest marne i jak nieliczące się w partii. Jak topi się pod ciężarem swoich iluzji o wielkiej polityce.
Niedawny minister Gowin znaczył swój szlak wyborczy wszystkim co najgorsze w polskiej polityce – swoimi frustracjami, złośliwościami, nielojalnością i własną bufonadą. Te magiczne zaklęcia o 20-procentowej sile, te bezczelne nawoływania do odwagi pod adresem premiera Tuska, te schematyczne i nudne powtarzanie o „powrocie do źródeł PO”…
Całą swoją kampanię wyborczą poseł Gowin prowadził w taki sposób, jakby chciał zebrać jak największą falę niechęci do siebie. Jakby chciał postawić swój konserwatyzm w roli męczennika Wielkiej Sprawy. Jakiej? Trudno określić. Obracanie się wokół spraw bieżącej polityki, bez odwołania do jakiejś Wielkiej Idei pokazały miałkość ideową środowiska, którego zresztą… nie ma. Kto jawnie poparł Gowina? Posłowie Żalek i Godson – ten drugi z PO właśnie odszedł. Ja pamiętam gromkie nawoływania o około 40-osobowej frakcji. Gdzie ci wszyscy dzielni rycerze konserwatyzmu?
Trzeba być naprawdę strasznie naiwnym, by uwierzyć w 20-procentowe ideowe poparcie dla Gowina. Nie, nie zaprzeczam, że dostał owych 20 procent – twierdzę jedynie, że nie wszyscy głosujący na Gowina to ideowi konserwatyści. Byli wśród nich przecież i tacy, którzy źle życzą premierowi Tuskowi, ale to już inna historia.
W całej tej historii również niezwykle zabawne są westchnienia części środowisk prawicowych (w tym i w PiS) myślących o zbudowaniu z Gowinem nowej siły politycznej. To też znak, że polski konserwatyzm nie ma w obecnych politykach – poza paroma wybitnymi wyjątkami, i nie ma wśród nich Gowina – wiarygodnego reprezentanta.
Miało być Go Win!, a zostało…?




Komentarze
Pokaż komentarze (4)