Blog
Terytorium Komanczów
Krzysztof Mączkowski
Krzysztof Mączkowski Cafe Sztok,Bieg Na Rzecz Ziemi
0 obserwujących 852 notki 262699 odsłon
Krzysztof Mączkowski, 5 stycznia 2018 r.

Jak to jest z polsko-indiańskim bohaterem, Sat-Okh'iem?

479 6 1 A A A
Biało-Czerwony Sat Okh, żywa polska legenda
Biało-Czerwony Sat Okh, żywa polska legenda

Z mieszanymi uczuciami sięgałem po tę książkę, z mieszanymi odkładałem ją na półkę. Nie wiem, jaki cel wytyczył sobie autor pisząc historię Sat-Okha, nie wiem, co chciał osiągnąć.


Wokół życia Sat-Okha, Stanisława Supłatowicza, syna Polki i Wysokiego Orła z plemienia Shawnee od dawna narosło wiele mitów, legend, które z kolei wywoływały wiele namiętnych dyskusji i kłótni. Jedni chcą dowieźć, że indiańskie pochodzenie Sata to czysty wymysł jego bujnej wyobraźni, inni utrzymują, że wszystko mogło się zdarzyć.


Książka Dariusza Rosiaka „Biało-Czerwony” – wydana przez znakomite Wydawnictwo Czarne – do ognia tej dyskusji dolało nowej oliwy. Dariusz Rosiak chciał zapewne, kładąc na stole „jasne dowody”, położyć kres tym debatom, ale – niestety dla niego – do licznych wątpliwości dodał nowe.


Gdyby próbować generalizować dyskusje na temat Sata, okazałoby się, że największe wątpliwości budzą: przedostanie się mamy Sata z Azji do Ameryki, spotkanie z Indianami Shawnee w Kanadzie oraz jego AK-owska przeszłość, „skoro był popularny w ZSRR”. Każda z tych wątpliwości ma dowodzić, że „indiańskie życie” Sata nie było możliwe.


Jednak „żelazne argumenty” przeciwko Satowi są zaskakująco łatwe do obalenia. Po pierwsze, od czasu do czasu współcześni nam – sposobiąc się do wypraw według technicznych realiów lat minionych – dowodzą ile „nieprawdopodobnych wędrówek” jest możliwych w ekstremalnych warunkach. Dlaczego nie miałoby się to udać mamie Sata? Po drugie, są znane wśród samych Indian opowieści o dawnych wielkich migracjach narodu Shawnee po całej Ameryce Północnej. Dlaczego to nie jest brane pod uwagę? Po trzecie zaś, kwestionowanie AK-owskiej przeszłości Sata wobec licznych – przytaczanych również w książce – opowieści jego współtowarzyszy wojennych brzmi cokolwiek groteskowo.


Oczywiście domorosłych lustratorów to wszystko nie przekonuje. Mam wrażenie – i nie jest to zarzut ani do książki, ani do Rosiaka – że jest w Polsce grono osób, które mit Sata chce obalić za wszelką cenę, w imię własnej ciekawości albo nawet i wścibstwa. Pojawiały się głosy, że najlepszą metodą zweryfikowania prawdy jest … pobranie DNA ze szczątków Sata albo od jego dzieci. No to ja się pytam: po co? Czy to komuś życie uratuje, czy tylko zaspokoi czyjąś niezdrową w sumie ciekawość?


Jeśli już ktoś zawzięcie krytykuje Sata, to podważa życiorys indiański i AK-owski. Dyletantom nie wystarczą opowieści Satowych kolegów z partyzantki. Więc cokolwiek się o nim napisze, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie niezadowolony i nadal będzie zawzięcie kwestionował życiorys Sat-Okha.


Czytając książkę Dariusza Rosiaka mamy do czynienia z pracą paradetektywistyczną, archiwistyczną, historyczną, dziennikarską. To budzi podziw. Tyle tylko, że z tej ogromnej pracy nadal wyłania się niepewny obraz Sat-Okha. Przyznaje to autor, stwierdzając, że legendę Sata w dużym stopniu stworzył nie on sam, ale bliscy mu ludzie, jego współpracownicy i przyjaciele.


Wiele zarzutów kierowanych do Sata tak naprawdę w wielu przypadkach powinno być adresowanych do tych, którzy o nim opowiadali. Nie zawsze bowiem wiemy, czy zderzając się z legendą Sata wiemy o nim coś, co sam mówił, czy coś, co mówili inni?


Opowieść Rosiaka – mimo skromnej 250-stroncowej objętości – wzbudza szacunek rozmachem badawczym. Dociera do dokumentów polskich, rosyjskich, dociera do rodziny, do rozmówców z Polski i Kanady – białych i Indian. Rozpoznaję w kilku nazwiskach swoich przyjaciół i znajomych, wciągają opowieści o Kahnawake. Opowieść Rosiaka o Sat-Okhu, mimo wielu niedopowiedzień, wciąga, bo pisze ciekawie, w szerokiej perspektywie realiów całej tej epoki.


Ale wracam na początek – nie wiem, co Rosiak chciał tą książką osiągnąć: jeśli chciał obalić indiańską legendę Sata, to zabrakło twardych dowodów; jeśli chciał stanąć pod stronie Sata, to mógł w ogóle tej niedopowiedzianej książki nie pisać; jeśli zaś chciał przyjąć postawę „rozjemcy”, także niespecjalnie mu to się udało. Nie stawia żadnych stanowczych odpowiedzi. Wszystko to jest pisane w aurze domniemania. Mało tego, Rosiak popada w pewnym momencie w intelektualny ekstremizm: nie dość, że nie wie, kto był jego ojcem, zadaje pytanie, czy kobieta, o której wszyscy mówią „matka Sata” była nią w rzeczywistości.


Przeciwnicy Sata będą używali książki Rosiaka jako potwierdzenia swoich racji z taką samą zawziętością, jak i ci, którzy życiorysu Sata bronią. Nie jest to żadna przełomowa książka o Sacie. Zatem, czemu ma służyć?


W tym kontekście pojawia się jeszcze jedna myśl: w tej opowieści brakuje wielu nazwisk. Rosiak do nich nie dotarł, czy osoby, o których myślę nie chciały mówić?


Dariusz Rosiak, mimo że skubnął nieco tynku z legendy Sat-Okha, pisze o nim z szacunkiem. Pokazuje dramatyzm czasów, w których przyszło mu żyć. Wiele niejasności w życiu Sata wynika z tego, że sam Sat i jego mama musieli wielokrotnie zmieniać pewne fakty w ich życiorysach, by uniknąć kłopotów w czasach niemieckiej okupacji i sowieckiej dominacji powojennej.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Krzysztof Mączkowski
image
Utwórz swoją wizytówkę TERYTORIUM KOMANCZÓW blog społeczno-kulturowy. Zapraszam!

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • nadal twierdzę, że to nie ma znaczenia. W Wolsztynie żyli i Niemcy, i Żydzi. Nie znam...
  • nie ma to znaczenia o jakiej prowincji pisze Filipowicz. Z wielu względów nie ma to znaczenia,...
  • "Rozumiem pasję autora w krewieniu historii etnicznych mieszkańców Ameryki zwłaszcza w...

Tematy w dziale Kultura