"Gazeta Wyborcza" kilka miesięcy temu opublikowała ważny przedruk z jeszcze wcześniejszego wydania "The New York Timesa" o nie-czytających facetach. Niby nic wielkiego, ktoś powie, ale autor tekstu - Joseph Bernstein - twierdzi, że
czytający beletrystykę faceci to gatunek na wymarciu, co z wielu powodów powinno nas niepokoić
Nie ma sensu streszczać całego artykułu, bo jest ciekawy w całości, ale warto pokrótce sobie uświadomić, że nieczytający faceci to wielki społeczny i polityczny problem: nie znają realnych problemów społecznych, o których w książkach obecnie dużo, nie potrafią znaleźć realnych doświadczeń i nimi zarządzać w polityce i gospodarce.
Cytat
...gdyby więcej mężczyzn czytało, Ameryka byłaby zdrowszym krajem, bo jej społeczeństwo byłoby wrażliwsze, bardziej samoświadome i mniej autodestrukcyjne
można właściwie rozciągnąć na inne społeczeństwa Zachodu.
Ale trzeba sobie powiedzieć szczerze - poza stereotypowymi obrazami czytających mężczyzn jako albo mięczaków, albo snobów w jeszcze bardziej snobistycznych towarzystwach - że to także wina ... kobiet, bo tak ukształtowały rynek czytelniczy, że preferuje kobiety; namawia kobiety do czytania głosami kobiet, a wtedy mogą one
wybierać między celebryckimi klubami książki, od prowadzonych przez Oprah Winfrey czy Reese Witherspoon, po firmowane przez Dua Lipe i Kaie Gerber
A gdzie faceci?
W zasadzie jedynym męskim propagatorem czytania pozostaje były prezydent Barack Obama, który konsekwentnie co roku publikuje listę swoich ulubionych książek.
Drogie Panie, nie róbcie nam takiego świństwa! ????




Komentarze
Pokaż komentarze (6)