4 obserwujących
48 notek
59k odsłon
  773   0

Nie bójmy się wolności słowa

Tekst dostępny także pod adresem http://bartlomiejkozlowski.pl/freespeech.htm, dalej link do wersji PDF. 


Realnym problemem w każdej kontrowersji dotyczącej wolności słowa jest to: czy państwo może karać za wszelkie słowa mające jakąś tendencję, jakkolwiek odległą, do przyczyniania się do czynów naruszających prawo, czy tylko za te słowa, które bezpośrednio zachęcają do czynów łamiących prawo?”.

Te słowa pochodzą sprzed blisko już 100 lat. Napisał je profesor Uniwersytetu Harvarda Zechariah Chafee, odnosząc się krytycznie do niedawnych wówczas wyroków amerykańskich sądów, które w czasie I wojny światowej i w okresie bezpośrednio po niej skazały – na kary sięgające niekiedy 20 lat więzienia – ok. 2000 osób za wypowiedzi skierowane przeciwko wojnie i udziale w niej Stanów Zjednoczonych oraz przymusowemu poborowi. Pytanie, które prawie wiek temu postawił prof. Chafee jest jednak aktualne także i dzisiaj, szczególnie w świetle mnożących się na fali zrozumiałego szoku wywołanego zamordowaniem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza nawoływań do zwalczania – także na drodze przymusu prawnego (do zwalczania przy użyciu krytyki, potępienia czy edukacji nie mam obiekcji) – tzw. „mowy nienawiści”. Czy „mowa nienawiści” przyczyniła się do tego, co niejaki Stefan W. zrobił podczas koncertu na 27 Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na Targu Węglowym w Gdańsku? Czy istnienie i egzekwowanie zakazów „mowy nienawiści” może przyczynić się do zapobieżenia powtórzeniu się tragedii, jaka wówczas się wydarzyła? Czy walka z „mową nienawiści” nie zagraża wolności słowa na większą skalę, niżby to wynikało z aktualnych intencji tych, którzy domagają się tępienia „hate speech”? To są pytania, które chciałbym zadać i spróbować na nie odpowiedzieć w tej notce.

O mordercy Pawła Adamowicza wszyscy chyba wiemy to, że tuż po dokonaniu swego zbrodniczego czynu przedstawił się on publicznie imieniem i nazwiskiem i wykrzyczał, że siedział niewinnie w więzieniu, gdzie torturowała go Platforma Obywatelska – i że właśnie dlatego zginął Adamowicz. Ostatnio ukazały się też publikacje, z których wynika, że Stefan W. wyznawał antydemokratyczne poglądy: chciał, by Jarosław Kaczyński został dyktatorem. Była też w tych publikacjach mowa o tym, że Stefan w. nienawidził Platformy Obywatelskiej do tego stopnia, że po wyjściu z więzienia, gdzie odsiadywał karę 5 i pół roku pozbawienia wolności za napady na placówki bankowe chciał wyjechać z województwa Pomorskiego, gdzie rządzi PO, do jakiegoś województwa rządzonego przez Prawo i Sprawiedliwość. Wiemy zapewne również to, że podczas pobytu w więzieniu Stefan W. był leczony psychiatrycznie – stwierdzono u niego schizofrenię paranoidalną.

Jest rzeczą również wiadomą, że Paweł Adamowicz był obiektem nienawistnych ataków ze strony rządzącego w skali kraju PiS-u i sprzyjających tej partii publicystów. Adamowicza nazywano Niemcem, złodziejem, propagatorem homoseksualizmu, deprawatorem dzieci, komunistą, mafiosem, unijną marionetką, obrońcą układu, chuliganem i napastnikiem. W atakach na Adamowicza celowała zwłaszcza podporządkowana w praktyce PiS-owi publiczna telewizja, szczególnie zaś gdański Ośrodek Regionalny TVP. Czy jednak niewątpliwie nienawistne treści, jakie ukazywały się na temat Pawła Adamowicza w publicznych mediach miały jakiś wpływ na Stefana W. i podjętą przez niego decyzję o dokonaniu zamachu na prezydenta Gdańska? Rzecz w tym, że nie jest w ogóle jasna, czy z treściami, o których była tu powyżej mowa Stefan W. w ogóle się stykał. Podczas pobytu w więzieniu Stefan W. czytywał – czasami – „Dziennik Bałtycki” „Gazetę Wyborczą” i tygodnik „Angora” – nie (z tego, co mi wiadomo) pisma pro – pisowskie. W telewizji – według relacji jego byłego współwięźnia – oglądał głównie sport oraz filmy fabularne, a jeśli wiadomości to na Polsacie i w TVN – nie w telewizji publicznej.

Kwestia tego, czy skierowana przeciwko Pawłowi Adamowiczowi „mowa nienawiści” (1) – mniejsza tu już o to, co dokładnie jest taką mową i gdzie jest granica między tym, co już stanowi taką mowę, a co jeszcze nie – przyczyniła się w jakimkolwiek stopniu do jego zamordowania jest więc w najlepszym przypadku wątpliwa w świetle samego faktu, iż jest rzeczą co najmniej niejasną, czy zabójca Pawła Adamowicza stykał się z taką właśnie „mową”. Ale oczywiste z drugiej strony jest to, że jakaś w ogóle „mowa” miała wpływ na Stefana W. i w sposób pośredni przyczyniła się do dokonanej przez niego zbrodni. Ostatecznie rzecz biorąc, tylko dzięki jakiejś „mowie” – przekazom rozpowszechnianym przez innych – Stefan W. mógł wiedzieć o tym, że istnieje coś takiego, jak Platforma Obywatelska i że ta partia rządziła wówczas, gdy trafił on do więzienia. Tylko jakaś „mowa” mogła pośrednio sprawić, że uznał on, że to Platforma Obywatelska go torturowała (czy powiedzmy lepiej mówiąc, przyczyniła się do jego tortur – za które Stefan W. jak się orientuję uznał przede wszystkim pobyt przez jakiś czas w jednoosobowej celi) i tylko „mowa” mogła spowodować, że kojarzył on Pawła Adamowicza – w chwili dokonania zabójstwa zresztą błędnie – Adamowicz kilka lat temu wystąpił z PO – z tą partią.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura