0 obserwujących
7 notek
2591 odsłon
  249   1

Z lewa Spurek a sprawa polska

Sylwia w chmurach,  Source: EP / Philippe Stirnweiss 2019 + Source: Krispin 2018
Sylwia w chmurach, Source: EP / Philippe Stirnweiss 2019 + Source: Krispin 2018

„Nieutulony w sercu żal” – jak śpiewał dawno temu Sewerym Krajewski. A jeśli po odrzuceniu kandydatury koleżanki, żal tym większy. Dlatego Sylwia Spurek w rozpaczy - „paczy i płaczy”, można by rzec filuternie. Ale nie pora na żarciki. Jak można było odrzucić kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz na stanowisko Rzecznika Platformy Obywatelskiej... pardon, Rzecznika Praw Obywatelskich? I to trzy razy! Ta pani (tak zakładam, ale jeśli się mylę, to przepraszam... bardzo zresztą) za każdym razem otrzymywała coraz więcej głosów – ale głosów na NIE. Nie znają się ci nasi posłowie w Sejmie, „oj nie znajom siem” – jak zaśpiewałby na pewno zespół ludowy „Grochowiny” im. Siniaka Kamy Sza... gdyby ktoś im pokazał jak śpiewać „majom” (a maj już za pasem). Nie znają się, więc się nie poznali na tej kryształowej postaci.


Ale inni się poznali. Na przykład zaprosili ją do baraku i... pardon, The Obama Foundation zaprosiła ją w 2020 roku (podkreślmy, że jako jedną z trzydziestu pięciu osób z całej Europy... łał... no, no... ach... och... itd) do pilotowanego przez tę fundacją programu „Leaders”, czyli po polsku „Przy wódce”... nie, pardon, „Przywódcy”. Tak, „Przywódcy”. Trzeba bowiem gdzieś szukać przy...wódców i ich szkolić. Żeby dużo wiedzieli? Nie, żeby wiedzieli, co mają robić. Dlatego taki sześciomiesięczny, wirtualny „programu rozwoju przywództwa i zaangażowania obywatelskiego” to dobra okazja do przekazania wiedzy. A przy okazji także „inspirowanie, wzmacnianie i łączenie początkujących liderów z całej Europy”.


Aby Zuzannie nie było smutno, to razem z nią The Obama Foundation zaprosiła z Polski... Barta Staszewskiego. Tak, tak, tego samego, dokładnie tego od fikcyjnych „Stref wolnych od LGTbe”. Takiego przywódcę nawet przy wódce trudno znaleźć, a co dopiero potem (na kacu) wyszkolić. „Pani kierowniczko, czy ja przykręcam tabliczki drogowe? Ja tabliczki przykręcam na okrągło. Najczęściej prostokątne” – nie wiem, z czego to cytat, chyba z Nitschego, bo nie z Barei). Taki duecik (Zuza i Bart) to... prawdziwa królowa i walecik (nie mylić z towarzyszem Walenciakiem z „Przeglądu”, choć i tam bywa „goło i wesoło”).


Obiekt żalów Sylwii i jej „jęków, stęków i zapłakanych oczów” – jak śpiewał (by) zespół Brathanki w piosence „Czerwone medale”, gdyby takowa kiedyś powstała – pani (jak mniemam) Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, po ostatecznej rezygnacji z ponownego kandydowania na RPO (co nastąpiło już wieki temu, bo 23 lutego 2021), szybko została pocieszona, zostając nową szefową Fundacji „ClientEarth - Prawnicy dla Ziemi”. Tę zacną (jak mniemam) instytucję tworzą prawnicy, zajmujący się ochroną środowiska. „Łącząc prawo, naukę i politykę publiczną tworzymy strategie i narzędzia, które pomagają mierzyć się z największymi problemami środowiska naturalnego”. Barak by się ucieszył – gdyby go nie zburzyli.


Poprzednik Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz, dr Marcin Stoczkiewicz, też został pocieszony, awansując w strukturach europejskich organizacji ClientEarth. Będzie teraz z wyższego szczebla drabiny ewolucyjnej... pardon wyższego szczebla drabiny menemżem... menedżem... menedżmentu kopać się z koniem... nie, nie z Romanem... o, sorry, kolejna pomyłka, nie będzie z koniem się kopać, ale kierować programem na rzecz odejścia od paliw kopalnych. I komu pierwszemu dokopie? Łatwo się domyślić. Nam. Bo komuż by innemu?


Nauka nie ma wątpliwości, że kryzys klimatyczny jest faktem i wyzwaniem dla nas wszystkich. Polska i Europa mają już niewiele czasu, aby zmienić sposób produkowania energii na taki, który zapewni bezpieczeństwo energetyczne i klimatyczne państwom członkowskim. Mam ogromną wiarę w siłę prawa i widzę dużą rolę do odegrania dla prawników i prawniczek w procesie odchodzenia Europy od inwestycji w paliwa kopalne[1]. (dr Marcin Stoczkiewicz)


Ooo... To ja jestem jak nauka! Też nie mam wątpliwości, że kryzys jest faktem (nie mylić z faktami po faktach) i wyzwaniem, żeby niektórych wysłać z powrotem... na drzewo. Mam niezachwianą wiarę, że kiedyś w końcu to nastąpi. Ostatnio – podczas dużych mrozów – mogliśmy się dokładnie przekonać, co zapewnia bezpieczeństwo energetyczne państwom – i bynajmniej nie była to energia „odnawialna”, zielona, wiatrowa...


Polska wytwarza około 90% energii elektrycznej ze spalania węgla, zaś sześć z dziesięciu najbardziej zanieczyszczonych miast w Unii Europejskiej znajduje się w Polsce. (...) Jeżeli uda nam się wesprzeć Polskę w osiągnięciu statusu lidera ekologicznego, inne państwa niewątpliwie podążą za jej przykładem. (ClientEarth)


Kto za to zapłaci? Kto na tym straci? A kto zyska? To ciekawe pytania. Ale... alle... alee... Stop! Nie wolno zadawać takich pytań! Tu przecież chodzi o Ziemię. O naszą planetę! Trzeba ją ratować. Musowo. Przecież „W latach 2011-2030 Polska wyemituje o 529 mln ton CO2”. To straszne. 529 mln ton. Okropnie dużo. Większą liczbę trudno sobie wyobrazić. Taki jest efekt epatowania liczbami. Ale należałoby zadać w tym miejscu kilka pytań, a dwa na pewno. Ile mln ton CO2 emituje się na świecie? Jak to wpływa na zmiany klimatyczne, o których tak wiele się ostatnio mówi, żeby nie powiedzieć, że bombarduje się nas tym ustawicznie (nie mylić z „ustawką”, choć... czy ja wiem).

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo