Krispin Krispin
55
BLOG

Dariusz Stola i „szerszy kontekst”

Krispin Krispin Polityka Obserwuj notkę 4
Wczoraj 10 sierpnia 2026 w programie „Najważniejsze pytania” w telewizji Polsat pojawił się temat polityki historycznej i pytanie, czy Polska potrafi taką politykę prowadzić. W programie, który reklamuje się jako ten, który „zamiast pośpiechu i powierzchowności stawia na rozmowę z zaproszonym gościem”, prowadzący raz po raz dają się wyprowadzać w pole zaproszonemu do dyskusji prof. Dariuszowi Stoli, dyrektorowi Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

Wczoraj 10 sierpnia 2026 w programie „Najważniejsze pytania” w telewizji Polsat pojawił się temat polityki historycznej i pytanie, czy Polska potrafi taką politykę prowadzić. Zapewne wiele jest opinii na ten temat i skrajnie różne punkty widzenia nie dają się pogodzić, ale zapraszanie do dyskusji na ten temat tylko jednej strony sporu – sporu, który od początku był sporem politycznym – nie wystawia dobrego świadectwa prowadzącym, doświadczonym wydawałoby się dziennikarzom - Karolinie Olejak i Przemysławowi Szubartowiczowi. 

W programie, który reklamuje się jako ten, który „zamiast pośpiechu i powierzchowności stawia na rozmowę z zaproszonym gościem”, prowadzący raz po raz dają się wyprowadzać w pole zaproszonemu do dyskusji prof. Dariuszowi Stoli, byłemu (2014–2019) i obecnemu dyrektorowi Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Gdy pada pytanie o „politykę historyczną” pan dyrektor od razu kontruje, że lepiej mówić o „polityce pamięci”, jakby to maiło jakieś istotne znaczenie – bo przecież ostatecznie chodzi o to, jak i dlaczego pamiętamy pewne wydarzenia historyczne, fakty, słowa wypowiedziane w przeszłości. Zaraz też dodaje, że powinno się w tej polityce uwzględniać punkt widzenia innych. Żeby kogoś nie urazić, nie zniechęcić do siebie – jak rozumiem nie upierać się przy swoim, kiedy innym to nie pasuje.

A jeśli są różnice zdań, tak jak w przypadku Wołynia (używam tej nazwy hasłowo, bo wiadomo, że nie chodzi tylko o to jedno byłe polskie województwo) i podejścia do tego ludobójstwa przez Polaków i Ukraińców. Można rozbrajać taką bombę, ale... profesor Stola uważa, że są czasy lepsze i gorsze. Bardzo to wnikliwa i mądra konstatacja, ale... w tym wypadku okazuje się, że nigdy nie ma tego dobrego czasu. Nie ma go, a ludzie, którzy pamiętają są coraz bardziej wiekowi i wymierają. Jak ich nie będzie to historycy i niektórzy tzw. badacze historii, lub badacze pamięci – jak wolałby pan Stola – będą mogli z tą historią zrobić co im się będzie podobało. Bo po co upierać się przy swoim, kiedy innym to nie pasuje, prawda? Przecież pamięć jest zawodna – nie tak jak historia – i może ktoś coś źle zapamiętał, więc poprawmy tę historię... pardon... poprawmy pamięć, przywracając tę właściwą. Wiadomo, że właściwszą. Może w tym właśnie tkwi przyczyna sprzeciwu wobec nazwy „polityka historyczna” i promowania zamiennika: „polityka pamięci”? Może umknęło to prowadzącym.

Profesor Stola nazywa niektórych polityków zajmujących się historią „biznesmenami politycznymi”. Z pewnością patrzy na to ze swojego punktu widzenia, czyli człowieka, który chce osiągnąć określone korzyści polityczne za pomocą głoszonych przez siebie określonych tez na temat historii... i teraźniejszości, bo przecież one się ze sobą łączą, one z siebie wypływają. Może dlatego w czasie swojej pierwszej kadencji na stanowisku dyrektora POLIN promował książkę Mordechaja Canina „Przez ruiny i zgliszcza. Podróż po stu zgładzonych gminach żydowskich w Polsce”. Ciekawe ,o jakich korzyściach wtedy myślał? Bo powiedzieć, że w książce tej Polscy są pokazani w bardzo negatywnym świetle to jakby nic nie powiedzieć. I niby można uznać, że jej autor, który przeżył holokaust (choć nie na miejscu, bo wcześniej udało mu się uciec) i po przybyciu po wojnie do kraju, w którym się wychował, doznał szoku, widząc skalę zbrodni, odczuwając pustkę po tych wszystkich, których już nie było wśród żywych, odczuwając pustkę po miejscach, których już nie było, a które znał i dobrze pamiętał... Ale czy da się tym usprawiedliwić te słowa:

„Wspinałem się na zwały gruzu /.../ Przecież tak dobrze znałem te ulice i uliczki Warszawy /.../ A teraz nie jestem pewien, gdzie była Dzika i Dzielna, gdzie Nalewki. Podnoszę oczy ku słońcu, jak to się robi na morzu, żeby rozpoznać kierunek i miejsce /.../ I oto na pustyni getta widzę trzy kościoły o nienaruszonych wieżach. Poznaję je. /.../ oto kościół ewangelicki przy Leszno 14, dalej, w prostej linii kościół katolicki na rogu Karmelickiej i Leszna, a drugi kościół katolicki /.../ blisko Smoczej. To jedyne trzy budynki, które przetrwały nienaruszone w zrównanej z ziemią żydowskiej Warszawie. Wyglądają jak trzej ascetyczni inkwizytorzy nad ciałem martwego męczennika, drżący na myśl o jego zmartwychwstaniu...” (Mordechaj Canin „Przez ruiny i zgliszcza...”, s. 39-40).

Nie zamierzam analizować całości rozmowy, bo dbam o zdrowie – szczególnie gdy wcześniej zjadłem coś dobrego. Jak dobre, niech zostanie w żołądku. Nie wspomnę o wtrętach o Polakach opłacanych dziś przez Rosję, pedagogice bezwstydu, o świetnym prezydencie Aleksandrze Kwaśniewskim, czy aluzjach, dotyczących prezydenta Karola Nawrockiego... Ale chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze dwa fragmenty wypowiedzi dyrektora POLIN, które przeszły bez reakcji pani Karoliny i pana Przemysława. Może dlatego, żeby nie zaogniać dyskusji i nie stawiać gościa w niezręcznej sytuacji, bo przecież jesteśmy kulturalni. A może dlatego, że nie dostrzegli implikacji wynikających z proponowanych przez dyrektora Stolę rozwiązań.

Pierwszy fragment to pouczenie pana profesora, co jest dobrą opowieścią o naszej przeszłości. Jest to opowieść, która umieszcza naszą przeszłość w „szerszym kontekście”. Bo przecież nie można opowiedzieć o niemieckiej okupacji nie mówiąc nic o II wojnie światowej. Ten wątek pojawił się oczywiście przy okazji omawiania ekspozycji w polskim Muzeum II Wojny Światowej. Aha, czyli dla pana profesora, człowieka wykształconego, ktoś, kto wejdzie do poświęconego II wojnie światowej muzeum, nie wie nic o tej wojnie i wyjdzie z niego świadomy, że była okupacja niemiecka w Polsce, ale nie zorientuje się, że miało to miejsce w trakcie II wojny światowej? Na miły Bóg, panie profesorze! Naprawdę wizytator odniesie wrażenie, że tylko my walczyliśmy z Niemcami? Naprawdę? Cóż to za perfidna manipulacja.

Pani redaktor Olejak słusznie zauważa, że ta  „dobra opowieść” prowadzi do tego, że turyści z innych państw widzą tylko ten „szerszy kontekst”, czyli wszystko, co teoretycznie już powinni wiedzieć o tej wojnie, a polski wątek gdzieś zanika. Polski wątek, który jest niebanalny, inny, specyficzny, a przez to bardzo ciekawy, pociągający, intrygujący dla kogoś, kto gdzie indziej się z nim nie spotkał. Bo niby dlaczego miał się z nim spotkać w muzeum wojny w Niemczech, Francji czy Holandii, które skupiają się na „szerszym kontekście” i... swojej historii, swoich bohaterach i anty-bohaterach. A może chodzi właśnie o to, żeby ci turyści nie dowiedzieli się o takich niezwykłych postawach i nietuzinkowych osobach jak rotmistrz Pilecki, jak Inka, jak rodzina Ulmów, jak ojciec Kolbe, jak Kossak-Szczucka i stworzona przez niżą w okupowanej Polsce tajna organizacja Rada Pomocy Żydom „Żegota”, o Polskim Państwie Podziemnym i jego zbrojnym ramieniu – Armii Krajowej, największej tajnej organizacji zbrojnej w historii II wojny światowej, która walczyła z Niemcami przez cały okres okupacji... i o kilka lat dłużej?

Czy ci turyści z innych państw mają wyjść znudzeni „szerszym kontekstem” w przeświadczeniu, że wszystko już widzieli i wiedzieli, a więc... to nudy i kiepskie, sztampowe muzeum? Czy może dać się porwać specyfice narracji, zachwycić się czymś niezwykłym, o czym wcześniej jeszcze nie słyszeli. A dlaczego nie słyszeli? Bo każda sroka własny ogon chwali. Tylko my nie. Bo pan Dariusz Stola woli nudny, banalny i sztampowy „szerszy kontekst”, który nikogo nie wyklucza. A to, że pamięć ginie, gdy nie jest pielęgnowana...? No cóż, takie jest życie. Otóż nie! Życie takie może być, ale nie musi, jeśli się o to zadba. Tylko nie wszyscy potrafią, a są nawet tacy, którzy tego nie chcą. Wygląda na to, że pan Stola należy do tych drugich. Nie, nie wygląda – wszystko na to wskazuje.

I drugi wątek – „Wojna to nie zabawa”. Taki napis był wyeksponowany na małej wystawie dla dzieci w Muzeum II Wojny Światowej. Oczywiście przez tego dobrego dyrektora muzeum. A jego następca (ależ to musiał być zły człowiek, prawda?) umieścił tam „film jak z gry komputerowej”, bo chciał pokazać, że „wojna jest jak zabawa – jest bardzo fajna”. I znowu zero reakcji prowadzących program. A przecież wystarczy chwila zastanowienia, żeby tę absurdalną tezę obalić w pył. Bo skoro „wojna to nie zabawa”, to pewnie trzeba być pacyfistą i nie dotykać nigdy broni, a broń Panie Boże iść do wojska (w końcu przecież Unia nas obroni, prawda?). A jeśli taki młodzian, zafascynowany grą komputerową, nie zechce pójść do wojska (gdzie notabene dowie się, że to nie zabawa i trzeba być czujnym i odpowiedzialnym, bo należy zadbać nie tylko o swoje życie, ale życie kolegów z jednostki i wszystkich ludzi, którzy są obywatelami państwa, w którym przyszło nam się urodzić), to kto nas będzie bronił? Kto stanie na straży granic? Kto będzie bronić naszej niepodległości, która jak wiemy nie jest dana raz na zawsze? Profesor Stola? Wątpię. Dzieci lub wnuki pana profesora? Nie sądzę. Nie są raczej wychowane w odpowiednim duchu, więc zapewne podejdą do tego tak, jak Maria Peszek. Będą to miały gdzieś.

Może powinienem zatytułować ten tekst „Dariusz Stola i stola-t ciszy”, czyli jak nie upierać się przy swoim, gdy innym to nie pasuje? Całe szczęście nie tylko takich profesorów mamy w Polsce.

„Najważniejsze pytania”, Polsat 10/08/2026,  Rozmowa o „polityce historycznej” z prof. Dariuszem Stolą, dyrektorem Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN

Krispin
O mnie Krispin

Jestem Polakiem. Jestem chrześcijaninem. Czy tak samo, czy bardziej? Jestem osobą myślącą. To ja, Krispin z Lamanczy. PS. Nie wierzę w przypadki.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka