5 obserwujących
104 notki
48k odsłon
  146   0

Oswoić się ze śmiercią

Lata temu miałem bardzo szczególny sen. Śniłem spotkanie z dużym robotem w kształcie pająka. Pamiętam, że już pierwsze uderzenia jego odnóży, uświadomiły mi, że jest zaprogramowany na zabijanie. Siła ciosu i sprawność poruszania pająka, nie dawała mi cienia szansy na utrzymanie się przy życiu. Dlatego przed oczami pojawiła się perspektywa rychłej i gwałtownej śmierci. Sen ten miałem w czasach mojej fascynacji buddyzmem i myślałem wtedy, że do takiej perspektywy podejdę ze stoickim spokojem i zwyczajnie poddam się nieuchronnemu. A jednak stało się inaczej. Fala ogromnej emocji spływając do brzucha, obudziła we mnie coś. Czułem, że to co się obudziło, było niezmiernie żywotne, gwałtowne i na wskroś zwierzęce. Z niespotykanym u mnie zdecydowaniem i siłą, zacząłem się bronić przed atakami pająka. Chyba go przy tym uszkodziłem, bo zaniechał ataków i czmychnął w ciemność. W tym momencie obudziłem się, czując jeszcze w sobie tą niesamowitą energię.

To doświadczenie, pokazało mi siłę podświadomego lęku przed śmiercią. Tak więc, na nic się zdały lata medytacji i przemyśliwań o życiu, moja zwierzęca natura za nic je miała, pragnąc zwyczajnie przedłużyć swoją egzystencję. W sumie, to nic zdrożnego mieć takie zwierzę w zanadrzu, by w chwili prawdziwego zagrożenia pokonać własne ograniczenia i uchronić się przed zejściem. Jednak w naszej cywilizacji, takie zagrożenia, zdarzają się niezwykle rzadko. Dużo częściej, umysł tworzy tylko złudzenie takiego zagrożenia. Zwykle ludzie nie posiadają umiejętności obserwowania własnych emocji na chłodno (na gorąco zresztą też nie). Dlatego zagrożenie (sztucznie stworzone przez umysł), wywołuje reakcję podświadomości, która przejmuje kontrolę nad naszym działaniem. W takim przypadku, w zasadzie żadne racjonalne argumenty już nie są w stanie zmienić naszej obronnej i lękowej postawy. Taką lękową postawę obserwuję w ostatnim czasie. Jakaś infekcja, która szerzy się wśród nas i swoją zjadliwością, powoduje szybkie spustoszenie organizmu, budzi nasze zwierzę i jego reakcję obronną. Media głównego ścieku nie informują nas o prawdopodobieństwie znalezienia się w szpitalu na oddziale intensywnej terapii, bo wówczas ten straszny wirus wywoływały tylko wzruszenie ramion. Zamiast tego, owe media, przeprowadzają masowe bombardowanie tak spreparowanymi informacjami, że odnosi się wrażenie, że zagrożenie czyha w każdym kichnięciu i z każdą niezamaskowaną twarzą. To dlatego przyjmujemy z niezrozumiałym spokojem, niewiarygodne ograniczenia naszej wolności i naszych praw. To dlatego starsi, z paniką w oczach rzucają się po niewiadomo jaką szczepionkę, która stała się na domiar złego, dobrem deficytowym (luksusowym?).

Ta niewiarygodna wolta, jaką świat wykonał w ciągu ostatniego roku, nie wzięła się z powietrza. W zasadzie wszystkie zalecenia władz sanitarnych i państwowych, „służą” pogorszeniu naszego zdrowia i naszej odporności. Taka przewrotna postawa wynika z głównego planu: uśmiercenia jak największej ilości ludzi na Ziemi i to w taki sposób, aby sami się wzajemnie pogrzebali, pozostawiając po sobie porządek. No tak, wojna światowa nie spełnia kryterium porządku i braku skażeń. Ponadto w czasie wojny, traci się faktyczną kontrolę nad ludźmi, którzy zaczynają postępować niestandardowo.

Tak więc przed nami naprawdę trudny czas, pełen faktycznych tragedii i negatywnych emocji. W tym czasie bardzo dużo będzie zależało od tego, w jakim zakresie nasze emocje będą nami kierować, a w jakim to my zdecydujemy które emocje należy puścić bokiem, a które przyjąć jako wsparcie w trudnej sytuacji. Niestety w szkołach, nie uczą jak pracować z emocjami (no bo które rządy chciałyby mieć obywateli niesterowalnych, o niezależnych poglądach i umysłach). Samodzielny trening emocjonalny, to trudna szkoła, obliczona na lata. Jednak gorący czas, który ogranicza pole manewru, może dać motywację do efektywnego ćwiczenia, które trudno byłoby zrealizować w spokojnych czasach. To ćwiczenie polega na próbie wyobrażenia sobie siebie na łożu śmierci, na chwilę przed naszym końcem. Najlepiej przeznaczyć no to ćwiczenie więcej czasu (godzinę, lub dwie) i ciche i wygodne miejsce. Dobrze jest na początku wsłuchać się we własny oddech i skupić się na tym, jak ciało stopniowo odpręża się, a myśli przestają krążyć wokół problemów. Im lepiej wyobrażamy sobie nasz stan terminalny, tym łatwiej poczuć emocje, jakie pojawiają się w związku z bliską śmiercią. Ważne jest zwłaszcza jedno odczucie. To poczucie żalu, za tym co zawsze chcielibyśmy zrobić, ale nigdy nie mieliśmy odwagi, ani czasu, aby to zrobić. 

Może jesteśmy w takich latach, albo w takiej kondycji, kiedy zrealizowanie nieuchwytnego marzenia, naprawdę nie leży już w naszym zasięgu. Jednak już sam fakt posłuchania głosu ze środka naszego wnętrza, stwarza więź, bliższą relację z drugą stroną naszej natury. 

Kiedy nie ma czasu na wieloletnie medytacje, jak to robią buddyści Zen, zwykłe nawiązanie bliższego kontaktu z naszą podświadomością, może zdziałać cuda. Takie doświadczenie, łączy nas w jedno i od teraz już nie ma ani negowania wewnętrznych impulsów, ani dzikiej jazdy na oślep.


Myślę że właśnie tego procesu dotyczy fragment apokryficznej Ewangelii św. Tomasza:

Jezus zobaczył malców pijących mleko. Rzekł do swych uczniów: „Te maleństwa pijące mleko podobne są do tych, którzy weszli do królestwa”. Spytali Go: „Jeśli staniemy się małymi, wejdziemy do królestwa?” Odrzekł im Jezus: „Wejdziecie, jeśli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak, jak stronę zewnętrzną, a stronę zewnętrzną tak, jak wewnętrzną, stronę górną jak stronę dolną, i jeśli macie zwyczaj czynić to, co męskie i żeńskie jednością, aby to, co jest męskie nie było męskim, a to, co jest żeńskie nie było żeńskim; jeśli będziecie mieli zwyczaj czynić oczy jednym okiem, a jedną rękę dacie w miejsce ręki i nogę w miejsce nogi, i obraz w miejsce obrazu – wtedy wejdziecie do królestwa”.




Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo