7 obserwujących
122 notki
53k odsłony
  403   1

Kto chce zachować swoje życie, straci je!

W ostatnim tygodniu przewinęło się przez S24 wiele notek, opisujących upadek naszej cywilizacji. Można było w nich odnaleźć próby zdiagnozowania możliwych przyczyn upadku, jednak według mnie, wszystkie te analizy, brały pod uwagę kwestie poniekąd wtórne. Moje kategoryczne stwierdzenie, wynika z bardzo prostego mechanizmu. Gdyby obecny kryzys we wszystkich praktycznie dziedzinach, był indukowany sztucznie, z zewnątrz, tym bardziej, przez co prawda wpływową, ale mało liczebną grupę osób, to istniejące zagrożenie, mogło by być odwrócone. Nawet najbardziej wyrafinowana technika manipulacji społecznej, posiada kres swojego zastosowania. Manipulatorzy zwykle wykorzystują lęki ludzkie, do prowadzenia ludzkiego stada wybraną ścieżką. Póki lęk indukowany, nie przewyższa lęków egzystencjalnych, ludzkie stado reaguje zgodnie z planem. Jeżeli jednak ludzie czują że ich własne istnienie, jest zagrożone przez działania „pasterzy”, wówczas zaczynają postępować w sposób nieprzewidywalny i nastawiają się wrogo do swoich mocodawców. Tak więc wprowadzanie na siłę praw dla seksualnych mniejszości i inne podobne im wynaturzenia, desakralizacja prywatnej własności i ograniczenia kontaktów z bliskimi i dostępie do świeżego powietrza, .... są akceptowane, bo nie zagrażają wartościom o wyższym znaczeniu. 

A jakie to są te wartości nadrzędne, wobec takich jak te wyżej wymienione, które wydawać się może, są wartościami podstawowymi dla sensu istnienia człowieka?

Ludzie żyjący sto lat temu, posiadali mentalność o lata świetlne odległe od mentalności człowieka współczesnego. Już kilka razy w swoich notkach, poruszałem temat zniewolenia człowieka Fin de siècle, przez skrajnie rozbudowaną obyczajowość tamtych czasów. W zasadzie, to dopiero teraz, możemy podejmować autonomiczne decyzje odnośnie własnego życia, bez narażania się na społeczne potępienie. Jest jednak, jeszcze jedna, znacząca różnica w naszej mentalności. Jest nią podejście do śmierci. Sto lat temu, o wiele łatwiej niż teraz, można było umrzeć. Wystarczyła grypa, upadek z konia (w sumie był to podstawowy środek komunikacji), wypadek w fabryce. Ze śmiercią, każdy spotykał się często twarzą w twarz, widząc jak umiera sąsiad, lub członek rodziny. Wydawać się może, że takie środowisko, będzie sprzyjać śmiertelnym fobiom, że strach przed śmiercią będzie przesłaniał wszystko inne. A jednak sprawy miały się zgoła inaczej. Z literatury wiemy, że o wiele gorszą rzeczą od utraty życia, była utrata honoru, dobrego imienia, złamanie danego słowa, czy też zachowanie zwykłej przyzwoitości. Życie wtedy nie było łatwe. Wszystko co wartościowe, było okupione wielkim wysiłkiem, ale ten wysiłek dawał ogromną satysfakcję z sukcesu. Nawet widać to na twarzach ludzi ze starych fotografii. Dzisiaj zna to każdy, kto choć raz stanął na szczycie wysokiej i trudnej góry. Jednak później, wraz z postępem techniki, sprawy dotychczas trudne, stawały się coraz łatwiejsze. Postęp medycyny odsunął od nas większość poważnych zagrożeń w młodości i dorosłym życiu. Środki transportu i praca w fabryce, przestały wiązać się z zagrożeniem śmierci lub kalectwa. Śmierć schowała się przed nami w zakamarkach szpitali i odtąd znamy ją tylko z opowiadań dla niegrzecznych dzieci. Jednocześnie jednak, życie stało się dobrem nadrzędnym. Nie wiem, czy wpływ na taki stan rzeczy, miały media, powszechna ateizacja społeczeństwa, czy brak kontaktu z procesem umierania. Faktem jest, że kwestia umierania, stała się największym koszmarem naszych czasów. Od tego momentu, na sam dźwięk słowa śmierć, ludzie zachodu przestają zachowywać się racjonalnie. Od tego też momentu, władza (niby demokratyczna) otrzymała niezawodny argument, w sporze ze społeczeństwem. Wystarczy w plutonie policjantów, jeden z karabinem z ostrymi nabojami. Wystarczy, że trafi śmiertelnie jednego z protestujących, a strach przed śmiercią cofnie pozostałych do domów. Władza ma doskonałą świadomość takiego stanu rzeczy. My, wiemy o tym podświadomie. Dlatego cofamy się, przed coraz bardziej prostackimi posunięciami władzy - aż do krawędzi przepaści.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo