Od bajkologii do teologii
Bajkologia — to mogłaby być dziedzina nauki zajmująca się analizą bajek. Można by je badać, tłumaczyć, interpretować, dorabiać etymologie i całe systemy znaczeń. Po ukończeniu studiów absolwent otrzymywałby tytuł magistra bajkologii. Dlaczego jednak Katedry Bajkologii nie ma na żadnym uniwersytecie? Bo nikomu to nie jest potrzebne.
Inaczej rzecz ma się z teologią. Tu nie ma znaczenia, potrzebne czy niepotrzebne. Jest. To tylko inna nazwa bajkologii — tyle że bardziej rozbudowanej. Rozważania teologiczne równie dobrze mogłyby dotyczyć istoty bytu i przesłania krasnoludków. Można by analizować, co powiedział jakiś smok, podkreślać rolę podstępnego wilka z ludowych opowiadań.
Naukowe źródła? Czerwony Kapturek, Sierotka Marysia i inne klasyczne opowiadania. Przy tym bajki są pożyteczne: prawie zawsze kończą się pointą, dobrą radą jak w życiu unikać błędów. Zamiast przykazań, zakazów i innych recept.
Czym natomiast jest i czym zajmuje się teologia? Nie będę się tu rozpisywał. Zainteresowani znajdą obszerne wyjaśnienia w różnych opracowaniach i źródłach internetowych. Powiem tylko, że Kościół przywłaszczył sobie prawo do pojmowania teologii i mocno je zawęził. U Platona teologia była analizą bogów jako elementów mitów, a Kościół zrobił z tego teatr jednego aktora, ubrany w serię dogmatów.
Wymyśliłem nawet temat pracy doktorskiej dla dowolnego uniwersytetu katolickiego, np.: „Teologia jako nauka o jednym Bogu: historyczne i dogmatyczne uzasadnienie wykluczenia alternatywnych narracji religijnych”.
A równolegle, na Wydziale Bajkologii, można by rozważać temat analizy psychologicznej Siedmiu Krasnoludków. Podstawą badań byłaby obserwacja ich zachowań.
Mieli pod opieką Sierotkę Marysię, nawet trzymali ją w łóżku — i kompletnie nie wiedzieli, co z tym faktem zrobić. Prawdziwy mężczyzna wiedziałby, jak zachować się w takiej sytuacji.
Zachodzi więc pytanie: czy krasnoludki były po prostu społecznie nieprzystosowane? ( Znaczy: pedały)
Dla mnie teologia nie jest wyspą wiedzy, lecz morzem twierdzeń — zbiorem opowieści, na podstawie których wielu tworzy swoje przemyślenia i publikuje je w przekonaniu, że są filozoficznie głębokie. Tak głębokie, że aż dna dotykają.
Jedno pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Dlaczego nauke o niczym finansujePaństwo ?



Komentarze
Pokaż komentarze (26)