U podstaw większości pytań dotyczących śmierci leży jedno założenie: próbujemy opisać nieznane przy pomocy pojęć zaczerpniętych ze świata, który znamy. Posługujemy się kategoriami czasu, przestrzeni, płci, wieku, języka, pamięci i osobowości, ponieważ są to jedyne narzędzia dostępne ludzkiemu umysłowi. Powstaje jednak pytanie, czy za pomocą tych narzędzi możemy opisywać coś, co być może wykracza poza świat materialny.
To trochę tak, jakby ryba próbowała zrozumieć lot ptaka, nie opuszczając nigdy środowiska wodnego.
Jako ludzie jesteśmy zanurzeni w czasie. Wszystko ma dla nas początek, środek i koniec. Narodziny, dojrzewanie, starzenie się i śmierć stanowią fundament naszego postrzegania rzeczywistości. Tymczasem osoby, które przeżyły doświadczenia bliskie śmierci, często opisują stan całkowicie odmienny. Niezależnie od interpretacji tych relacji powtarzają się pewne motywy: brak poczucia czasu, poczucie jedności z innymi istotami, doświadczenie rozszerzonej świadomości oraz przekonanie, że wiele problemów, które na ziemi wydawały się nierozwiązywalne, tam jawiło się jako oczywiste i banalnie proste.
Po powrocie do normalnej świadomości wspomnienia te zaczynają się zacierać, a próba ich opisania przypomina opowiadanie snu po przebudzeniu. Człowiek czuje, że coś przeżył, lecz nie potrafi ubrać tego w słowa.
Być może problem nie polega na tym, że odpowiedzi nie istnieją. Być może problem polega na tym, że nasz język nie został stworzony do ich opisywania.
Wyobraźmy sobie świat jednowymiarowy. Istnieje w nim tylko linia. Jego mieszkańcy potrafią mierzyć odległość, ale nie są w stanie pojąć wysokości. Świat dwuwymiarowy zna już długość i szerokość, ale nie rozumie głębi. My żyjemy w świecie trójwymiarowym i z trudem wyobrażamy sobie rzeczywistość posiadającą więcej wymiarów niż ta, którą postrzegają nasze zmysły.
Być może dlatego tak trudno mówić o świadomości, duszy czy rzeczywistości wykraczającej poza świat materialny. Próbujemy bowiem zrozumieć coś większego przy pomocy narzędzi przeznaczonych do opisu rzeczy mniejszych.
Potrafimy na kartce papieru narysować sześcian. Widzimy jego krawędzie, ściany i perspektywę. Każdy rozpozna kostkę do gry.
Ale nie jest to prawdziwy sześcian.
To jedynie jego obraz. Projekcja. Uproszczone przedstawienie czegoś, co naprawdę istnieje dopiero w przestrzeni. Prawdziwą kostkę możemy wziąć do ręki, obrócić, dotknąć i obejrzeć z każdej strony.
Kartka papieru pozwala nam tworzyć wyobrażenia. Przestrzeń pozwala tym wyobrażeniom rzeczywiście istnieć.
Być może podobnie jest z naszymi rozważaniami o życiu, śmierci i świadomości. Posługujemy się słowami, pojęciami i teoriami. Rysujemy kolejne szkice na kartce naszego umysłu. Nie oznacza to, że są one błędne. Tak jak rysunek sześcianu nie jest błędem. Problem polega jedynie na tym, że szkic nie jest samą rzeczywistością.
Innymi słowy, być może próbujemy opisać przestrzeń, nie opuszczając kartki papieru.
Jeżeli jednak istnieją kolejne wymiary rzeczywistości, to być może znajdujemy się w podobnej sytuacji jak płaska istota próbująca zrozumieć kulę. Widziałaby jedynie jej fragmenty lub przekroje, nigdy całość.

Wyobraźmy sobie nienarodzone dziecko znajdujące się w łonie matki. Zna ono tylko swój niewielki świat. Jest przekonane, że wszystko, co istnieje, znajduje się właśnie tam. Otrzymuje pokarm, czuje ciepło, słyszy stłumione dźwięki. Nie zna niczego więcej.
Gdyby potrafiło myśleć i rozumować jak dorosły człowiek, mogłoby dojść do wniosku, że opuszczenie tego świata oznacza koniec wszystkiego. Narodziny byłyby dla niego katastrofą. Kończy się przecież cały znany mu wszechświat. Znikają warunki, do których było przyzwyczajone. Jego dotychczasowy świat dosłownie przestaje istnieć.
Tymczasem z naszej perspektywy nie jest to śmierć.
To narodziny.
To przejście do rzeczywistości znacznie większej od tej, którą dziecko było w stanie sobie wyobrazić.
Być może właśnie dlatego tak trudno rozmawiać o śmierci. Oceniamy ją oczami istoty, która nadal znajduje się „w łonie” własnego świata. Być może człowiek jest wobec rzeczywistości pozaziemskiej tym, kim nienarodzone dziecko wobec świata poza łonem matki.
Nie wiemy tego.
Dla dziecka narodziny oznaczają jednocześnie koniec jednego świata i początek drugiego.
Dopiero po tej przemianie może ono zrozumieć, jak ograniczone było jego wcześniejsze postrzeganie rzeczywistości.
Podobny sens odnajdujemy w metaforze gąsienicy i motyla. Gąsienica mogłaby uznać kokon za własny grób. Motyl uznałby go za miejsce narodzin.
Gąsienica żyje, porusza się, zdobywa pokarm i poznaje świat właściwy swojej formie. Gdy nadejdzie moment przeobrażenia, z jej perspektywy mogłoby to wyglądać jak koniec istnienia. Jej dotychczasowy świat przestaje istnieć. Jej ciało ulega radykalnej przemianie. Tymczasem z szerszej perspektywy nie następuje śmierć, lecz przejście do następnego etapu.
Motyl nie jest gąsienicą.
Ale bez gąsienicy nie byłoby motyla.

Jeżeli potraktujemy tę historię jako metaforę człowieka, wtedy ciało można porównać do skafandra, narzędzia lub tymczasowej formy funkcjonowania świadomości. Gdy skafander ulega zużyciu, podróżnik niekoniecznie przestaje istnieć. Może jedynie porzucić środek, który był mu potrzebny do funkcjonowania w określonych warunkach.
......................
Często zadawane pytania...
Co dzieje się z duszą zmarłego niemowlęcia?
Co dzieje się z człowiekiem cierpiącym na demencję?
Co dzieje się z psychopatą, zbrodniarzem lub człowiekiem głęboko zagubionym moralnie?
Są to ważne pytania, ale wszystkie zawierają ukryte założenie. Zakładają, że po śmierci nadal obowiązują te same kategorie, którymi posługujemy się za życia.
Zakładają, że istnieje wiek.
Że istnieje płeć.
Że istnieje język.
Że istnieje kalendarz.
Że istnieje podział na dziecko, dorosłego i starca.
Tymczasem jeśli prawdziwe są relacje mówiące o stanie czystej świadomości, wówczas większość tych pojęć może mieć jedynie lokalne znaczenie, związane wyłącznie z ziemskim etapem istnienia.
Niemowlę nie byłoby więc „niedokończonym dorosłym”.
Starzec cierpiący na demencję nie byłby „uszkodzoną świadomością”.
Psychopata nie byłby jedynie sumą swoich biologicznych ograniczeń i doświadczeń.
Podobnie jak zniszczony komputer nie mówi nam niczego pewnego o jakości danych zapisanych poza nim.
Oczywiście nie jest to dowód. Jest to jedynie próba spojrzenia na problem z innej perspektywy.
Być może największym błędem jest założenie, że świadomość kończy się wraz z ciałem.
Być może równie wielkim błędem jest bezkrytyczne przyjmowanie, że trwa dalej.
Wiemy natomiast, że człowiek od tysięcy lat stawia te same pytania. I być może już sam fakt, że pytania te nie znikają mimo rozwoju nauki, świadczy o tym, że dotykają one czegoś głębszego niż zwykłej ciekawości.
Być może jesteśmy jak gąsienice próbujące opisać lot.
Uczciwa odpowiedź brzmi: nie wiemy....
Być może jesteśmy jak gąsienice próbujące opisać lot motyla.
A być może odpowiedź stanie się oczywista dopiero wtedy, gdy po raz pierwszy sami rozłożymy skrzydła.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)